czwartek, 18 kwietnia 2013

nota 11


>Marie<
Bill i Tom wytrzeszczyli oczy, a Marina zachichotała. Zignorowałam to.
- Ale jak to? Może u ciebie to już nie działa? Może tylko ty masz kopię? – spytał Tom.
Pokręciłam głową.
- Rok… Dwa lata temu poznałam w Hiszpanii pewnego chłopaka… – odetchnęłam. Wreszcie im to powiem i będę miała to z głowy – Myślałam, że wiecie, ten Marco to ten jedyny i takie tam… – wzruszyłam ramionami – Poszłam z nim do łóżka… Myślałam, że będzie ok, w sensie, Marina nie była taka okropna jaka jest teraz…
- Ej! Nie jestem… – umilkła pod wpływem mojego wzroku
- No i faktycznie… Stało się to tuż po… – zaczęłam machać rękoma żeby mi to jakoś pomogło:D – No po seksie… Ze dwie, może trzy minuty… Zaczął mieć jakieś dziwne konwulsje, ale jak potem mówił, to nie bolało… Pamiętam, że spadł z łóżka, a zaraz potem zobaczyłam nie jego, ale Ricky’ego… typowe przeciwieństwo, Marco brunet, tamten blondyn, poza tym właściwie nie było różnicy… Może trochę rysy twarzy… W międzyczasie mamy już nie było… Zmarła gdy miałyśmy po 15 lat… tata zaczynał coraz gorzej radzić sobie z Dennisem… Tak jest, tata strasznie cierpiał po śmierci mamy, jego psychika nie była już taka silna… I gdyby nie to, że te klony – spojrzałam na Marinę – chcą przejąć kontrolę nad życiem, byłoby wszystko ok, bo czasami się przydają… Tak samo było z Marco…
- Ricky był dobry w łóżku! – dorzuciła Marina
- Taaa… Ty jak zwykle tylko o jednym… -.-
Reszta zachichotała.
- Czyli że ten… Marco nie był dobry?:D – spytał Tom
Parsknęłam śmiechem.
- Tu akurat różnice się nie odznaczały:D
- Oh…
- No mniejsza:D – podkuliłam kolana i oparłam o nie głowę – Marco nie był silny psychicznie… Pomyślał, że jak mnie zabije, to zniknie także Ricky, który przejmował nad nim kontrolę…
- Nie! – krzyknęły równocześnie bliźniaki
- Owszem, chciał mnie zabić. Gdy po raz kolejny uciekłam do niego, bo tata miał napady wściekłości przez Dennisa… Pamiętam, że czułam się taka bezpieczna przy nim… Ale on to wykorzystał, kiedy spałam, chciał mnie udusić poduszką… – powiedziałam beznamiętnie, a chłopakom otworzyły się usta i oczy tak szeroko, że mucha o średnicy 5 cm by się zmieściła:D – Ale to by nic nie dało… Na szczęście jestem silna i potrafiłam go odepchnąć. Ale on wyciągnął broń… Co ja mogłam zrobić? Miałam tylko 16 lat, to był marzec tamtego roku… Powiedziałam mu, że to nie ma sensu, bo jak ja umrę, to Ricky nie zniknie… A on nagle na to, że i tak mnie zabije, że przez to Ricky nie będzie nad nim panował, bo on go zmuszał do zabicia mnie… W sensie Ricky coś do mnie miał, napędzał Marco by mnie zabił, a on się na to zgadzał, bo miał nadzieję, że tamten potem zniknie… A skoro jego plan nie wypalił, to i tak wolał mnie zabić, żeby Ricky nie panował, bo w jego mniemaniu Ricky by się odwalił, gdybym umarła… – parsknęłam śmiechem – Ludzka psychika czasami mnie zadziwia…
- I jak uciekłaś? – spytał Bill
- Pomogłam jej – Marina dumnie wypięła pierś – Rzuciłam się na niego:D Zabrałam mu broń i w niego wycelowałam:D Ale ona kazała mi ją zostawić. No to zostawiłam. Chciał mnie zaatakować, gdy wstał, on też mnie nie lubił…
- Zaraz… On ją widział? – dopytywał się czarny
- Tak, potem, po seksie i gdy się że tak to ujmę „rozdwoił” widział już Marinę normalnie – skinęłam głową.
- Ah… I co dalej?
- Podpalił nasz dom – rzuciła Lena z niesmakiem
- Że co? – znowu otworzyli szeroooko buźki:D, a ja znowu wzruszyłam ramionami
- Dalej chciał mnie zabić, proste… Postanowiłam wyjechać, bo miałam dość, a Lena ruszyła w świat razem ze mną i lewymi dokumentami:D Zostawiłyśmy list tacie… Ale jeszcze tego samego dnia, wsadzili tatę w kaftanik… Nie jesteśmy pełnoletnie, więc nie możemy się zatrzymać w jednym miejscu… Byłyśmy we Francji… Chyba ze…
- Dokładnie 7 miesięcy i jeden dzień:D – podrzuciła sister:D
- Właśnie:D Potem w Niemczech, na pół roku… Do maja tego roku… Od tego czasu jesteśmy tutaj… Dlatego znamy 5 języków…
- Chwila… 5 języków? Jak, gdzie? – Tom zrobił kolejnego wytrzeszcza
- Nasz ojczysty, czyli hiszpański, angielski, francuski, niemiecki i polski:D Chłoniemy języki tak szybko, że nie nasza wina, że po dwóch, czy trzech miesiącach już go umiemy:D Ale wiesz – Lena uśmiechnęła się – Przy tym co potrafimy, to powinno być zrozumiałe:D
- Ja mam lepiej, bo wychodzę na zewnątrz i już umiem to co Marie:D – zaszpanowała Marina, ale nikt nie zwrócił na nią uwagi:D
- Czyli mam rozumieć, że jesteście uciekinierkami? – spytał niewinnie Tom
- Nom, tak to wygląda:D Ale nic nam za to nie zrobią, bo gdzie się pojawiamy, tam… E… Manipulujemy:D – ups, powiedziałam:D
- E?
Tak, te litery są boskie:D
- No proste, potrafimy zmuszać ludzi do robienia różnych rzeczy, manipulujemy:D – odparła Lena i spojrzała na mnie. No cóż… Sama nie wiem czy dobrze zrobiłam mówiąc im o tym… Ale po prostu trzeba być szczerym i tyle.
- A my? – spytał niepewnie Bill
- Wy nie padliście naszymi ofiarami:D Manipulujemy tylko wtedy kiedy trzeba, a teraz nie było potrzeby:D
- Ah… – Tom zamrugał oczami
- Zwykłe sztuczki? Nie ma sprawy – Lena wyciągnęła rękę i wykonała nią ruch jakby coś odganiała (dla wyobraźni:D). Firanka się zasłoniła:D. Machnęła ręką do góry, wieża się włączyła, machnęła ręką w drugą stronę, wieża się wyłączyła:D Pstryknęła palcami, światło się zapaliło.
Ho! Ja będę pierwsza!
Wyciągnęłam rękę i pokazałam palcami jakąś miarę (wiecie: tylko tyci tyci:D) i zaczęłam ściskać palce. Im bliżej były złączenia, tym światło coraz mniej świeciło. W końcu zgasło.
Boye gapili sie na to z otwartymi ustami:D Hoho, powinnam występować w cyrku z Leną:D
- Pokaż im to, co ostatnio ćwiczyłaś – podrzuciła Marina
- O:D Właśnie:D – uśmiechnęłam się – Wstań na chwilę, Tom:D
Wykonał posłusznie polecenie, a zza jego pleców wyleciało w powietrze prześcieradło:D
- Łuuu, duch:D – zaczęłam chichotać
Zaczęłam machać rękoma (oczywiście ja wiedziałam po co:D). Prześcieradło się zwinęło w rurkę i poleciało na środek pokoju żeby wszyscy mogli popatrzeć:D
- To jak tresura węży:D – powiedziałam i zrobiłam ruch jakbym zawiązywała coś w kokardę. I oczywiście rulonik z prześcieradła po chwili było kokardką:D – Tylko że węże by tego nie przeżyły chyba:D
Machnęłam ręką i prześcieradło poleciało w Lenę:D
- Oż ty!
- Ej! Nie buty! – nie! One poleciały do samego sufitu! – Czekaj, widzę lepszy pomysł:D – olałam buciki (:D) i skupiłam się na Tomie. Chwila i cała trójka wybucha rżeniem:D Czwórka właściwie, bo jeszcze Marina:D
- Co, co? – Tom zaczął się rozglądać wokół
- Błahahah9ufdpsoihbkjpofknadz! – Lena też zaczęła majstrować i ściągnęła szybko czapkę z dredów Toma, które aktualnie latały w powietrzu:D A właściwie to już wirują:D
s[fdl,kbpogkb podkpogbkpo zxsvbdg as
Bill zaczął się tak rechotać, że aż się skulił:D
- No ej! – Tom spojrzał przed siebie. I zobaczył jednego dredzika, który prężył się i robił wygibasy niczym kobieta-guma:D:D:D:D:D – no eeeej:D
- Błahahahahasafsdfbsdfdbb – moje buciorki spadły na główkę Billa:D – Moje butyyyy – zawyłam:D
- Dobra, mam dość!:D – krzyknął nagle Tom, próbując opanować swoje dredy:D
Więc się uspokoiliśmy:D Tylko czapka Dredzika była ciągle w powietrzu:D Ale Lena już ją sprowadziła na miejsce:D
- To chyba wszystko co miałyśmy powiedzieć… – usiadłam po turecku – To już od was zależy, czy chcecie się nadal z nami kumplować:D
Taa… Kumplowanie się z Billem… Ja się z kumplami nie obmacuję i nie całuję… kumpel mnie tak nie dotyka!
Lena parsknęła śmiechem i pokazała mi kciuki uniesione do góry.
- No co? – wystawiłam jej
- O co chodzi? – spytał Bill
- O ciebie:D – odparła bez ogródek siostra.
Dzięki… Dzięki…
- Nie ma za co:D
Taaa… Jak nie Marina, to Lena, czy mogłabym się zabić?… Prrrrroszęęęęę
Odwrócił się do mnie, jakoś to poczułam, bo z zażenowania spuściłam głowę.
- A co ze mną? – spytał wolno
Jak się nie uspokoję, to umrę, fajnie nie?:D
- Biiiiiiiiiiiill! – ou, czyżby Lena wyczytała coś zbereźnego?:D
- Co?:D – spojrzał na nią z rozbawieniem. Chyba:D Ja dalej gapię się w podłogę:D
Tom się nie odzywa, to dziwne:D
- Jak możeszszszszszsz?:D
- Hm?? A o co chodzi??:D
- O to samo co tobie:D
- Oh…
- Hej, ja też chcę wiedzieć! – zbuntował się Tom. Myślałam, że nigdy się nie odezwie:D
- Mam mu powiedzieć, że…
- Nie! – krzyknęliśmy równocześnie
- Ja też chcę wiedzieć! – dołączyła się Marina
- Nie! – znów krzyknęliśmy
- Widzisz, że oni są czerwoni? – Lena zaczęła chichotać wraz z Tomem
Odwróciłam się do Billa, by zobaczyć czy to prawda. W tym samym momencie on się odwrócił. Odskoczyliśmy od siebie, sprawiając jeszcze większą uciechę reszcie.
Ale śmieszne… -.-
Pytanie brzmi co mnie do niego ciągnie? A drugie to dlaczego ciągle myślę o seksie?
- Mariiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiie…
- Wal się – palnęłam – Myślę co mi się podoba, nie możesz…
- Biiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiill…
A co on też myśli o seksie? Ta jeszcze jakieś konkrety? Jak mogę ci zrobić dobrze?
- Mariiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiie!
- Co ty…
- Biiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiill!
- AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!! – zakryłam twarz rękoma i padłam na łóżko – Odwalcie się ode mnie!!
- Biiiiiiiiiiiiill! Przestań! Zgorszę się!
- A o czym myślisz? – szybko usiadłam i wbiłam w niego wzrok, tak jak Tom i Marina:D

nota 10


>Lena<
Tak… Bill mnie znalazł:D
E… Nie powinnam się cieszyć.
No dobra…
Zabrał Marie do naszego pokoju a ja powiedziałam ,że muszę coś załatwić. Miałam tu na myśli oczywiście Marinę pod ścianą:D
No bo… Trzeba ją gdzieś zabrać bo ludzie się o nią zabijać będą.
hahahaha.
Ok… Ale nie będę jej nigdzie taszczyć przecież… Hmmm…!
Mam!
Ułożyłam ją dla niej w sposób niewygodny pod ścianą tak, że nikt się o nią nie zabije nawet jeżeli będzie się obijać po ścianach po pijaku:D;D::D:D
ok… Idę do pokoju…
Bill kładzie Marie na jej łóżko. Zamartwiony jest na amen normalnie:D hhohoho:D
- Wiesz, co się… – zaczął ale mu przerwałam
- Powiemy ci później… – tak… I tak to planowałyśmy więc w końcu jest ku temu okazja. Ale od czego zacząć?
Ehhh…
Wyszłam z pokoju. Mam nadzieję, że  nie napatoczę się na Toma… Jeszcze go by mi tu brakowało.

Po półgodzinnej przechadzce po mieście wróciłam do pokoju. Bill z tego całego stresu zasnął na krześle przy łóżku. No ja nic nie mówię…:D
O kurwa! Marina się zbliża! (czołga się!!)
Szybko wskoczyłam do łazienki i obserwowałam zajście.
- Biilllllllllll… – zaczęła jęczeć jak jakiś potwór który wreszcie znalazł swoją ofiarę – Teraz mi nie uciekniesz… Przerżnę cię na wylot i nawet tego nie zauważysz!
;ajvpsbhp shfvqek bkbjs dhbpqenh;snb;sda
Przyczołgała się do niego i zaczęła się wspinać po jego nogach w górę przy okazji go wszędzie dotykając!!
A skąd to wiem? No oczywiście czytam w myślach tego idioty i wiem co on czuje. No i jako tako słyszę jeszcze głos Mariny… Żal…
- Co się dzieje… Czemu słyszę głos Marie…? – Bill chciał wstać, ale Marina była za ciężka nawet jako duch.:D
- Nie opieraj się… Wiem, że mnie pragniesz…  – dalej go kusiła. Lolololo
- Przestań… – zaczął szeptem lekko zachrypniętym głosem – Marie… Przestań…
- Jestem Marina… – odparła blondynka i już miała zamiar pocałować jego rozchylone wargi gdy nagle się opamiętała. – Ale ty wolisz Marie, prawda? – dodała słodkim głosem – Możesz ją teraz mieć… Nikt nie widzi… Jesteście tu sami… Możesz się z nią zabawić…
- Ja… – zaczął – Ja… – gwałtownie wstał i zrzucił z siebie Marinę. Poczuł się lżejszy choć nie wiedział dlaczego. – Muszę… – spojrzał na śpiącą Marie a w jego głowie zaczęło się kłębić zbyt dużo myśli bym mogła je odczytać jednocześnie. Oparł się rękoma nad ciałem mojej siostry i zbliżał swoją twarz do jej.
Nagle oczy Marie się otworzyły. Była w takim szoku, że nie myślała racjonalnie.
Wargi Billa były coraz bliżej. Mogła się na to zgodzić lub go odepchnąć. Mogła.
Widział, że ona nie śpi, więc dlaczego…?
Po chwili poczułam w umyśle obojga uczucie przyjemności. A więc stało się? Pocałowali się…?
Marie odepchnij go!
Marie!
Ale nie zrobiła tego.
Zamiast tego coraz bardziej zawzięcie oddawała pocałunek.
A! Ktoś jęknął i wcale nie chce wiedzieć kto!
(A jeżeli to Bill?!) Bleee:D

>Marie<

Z cichym westchnięciem włożyłam dłonie w jego włosy. Czułam na sobie wzrok Mariny, ale za nic nie mogłam tego powstrzymać. Skóra zaczęła mi pulsować w dzikim rytmie. To musiało być pożądanie…
Pożądam go?…
A czy on mnie pożąda?
Poczułam jego język na moich wargach!
Zaczęłam panikować, co on chce zrobić?
Łóżko nagle się ugięło. Zaczęło mi się kręcić w głowie, jego noga wylądowała obok mojej.
Jest mi gorąco jakbym pływała w morzu ognia…
Oh, kurwa, jak mi dobrze…
Jego język nagle wsunął się do moich ust, a ja poczułam gwałtowny ścisk w podbrzuszu.
Jęknęłam. Znowu.
Zaczęłam gładzić rękoma jego plecy, a jego dłonie zaczęły błądzić po moim biodrze i talii.
Wolno, z obawą dotknęłam jego języka swoim. Przez moje ciało przeszły elektryzujące dreszcze, a w tym samym momencie usłyszałam westchnięcie Billa!
Podoba mu się to!
Nie wiem skąd czerpiemy powietrze, ale mam nadzieję, że ten pocałunek nigdy się nie skończy…
Znów ugięcie łóżka.
Teraz miałam swoje nogi między jego nogami.
Kurwa! To się musi skończyć! Jak nie skończymy to dojdzie do czegoś więcej! Nie może! Nie może dojść!
Nie!…
Jego dłoń nagle znalazła się na rozporku moich spodni!
Nie!!
On mnie tam dotyka! Co z tego, że przez spodnie!
UUuuuuhhh… Kurwa!
Uniosłam lekko kolano.
O shit.
Ja jestem podniecona. I on TEŻ jest podniecony, co zdradza wybrzuszenie, które poczułam nad kolanem!
Fuck, co robić?!
O nie! On dobiera się do guzika! Jeansów! MOICH!
Kurwa, niech ktoś to przerwie! Bo się nawzajem pozgwałcamy na tym łóżku!
- Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem:D – usłyszałam za sobą
Uhhh… Bill odczep się:D
Lekko się odsunął i spojrzał za mnie, wcale nie zabierając dłoni z GUZIKA (właściwie to nie był guzik, bo rękę trzymał niżej, ale to nie o to chodzi!). Drugą się podparł, tuż obok mojej twarzy.
- Marie chciała żebyście przerwali, więc przerywam:D – Lena parsknęła śmiechem. – Marina zaraz dostanie krwotoku z nosa:D Idę po Toma, wiesz gdzie on może być? Bo jemu chyba też trzeba powiedzieć, nie?
Bill spojrzał na mnie z dziwnym wyrazem twarzy. Jakby był zły, rozczarowany i zaciekawiony zarazem… Hmmm… Chyba to dobrze określiłam:D
- Aha, ok – stwierdziła sister i wyszła
Nie odrywał wzroku od mojej twarzy, jakby chciał coś zrozumieć, ale nie wiem co. Nie czytam w myślach!
- Co? – spytałam szeptem. Wiecie, ciekawość mnie zżera:D – Zabierz rękę:D
Poza tym, co z Mariną? A pieprzyć ją:D Pewnie stoi i się gapi jak ciele:D Bill zrobił w końcu o co prosiłam:D Hohoh:D
- Czemu chciałaś, żeby ktoś przerwał? – osz kurwa, ale on ma głos! Taki… NISKI! I… SEKSOWNY!!
%D
Przełknęłam ślinę. Ja nadal pulsuję! Tak… No kurwa… Chcę seksuuuuu…
- Nie możemy… – szepnęłam zdławionym głosem <- emocje i chęć seksu przemawia przez moje gardło.
- Możecie! – krzyknęła nagle Marina
Odwróciłam się do niej z mordem w oczach. O! Ona się niemal ślini!:D
- Nie możemy, nie próbuj go przerobić. Ja WIEM co mówię!
Bill zamrugał gałkami.
- O co chodzi?
Z powrotem spojrzałam na niego.
- Jak Lena wróci, to wszystko wam wyjaśnimy…
- Nici z seksu? Przecież oboje jesteście podjarani…
Rzuciłam jej wściekłe spojrzenie. Tak. Jestem jeszcze bardziej czerwona niż wcześniej. Dzięki, Marina!
Bill wybuchnął śmiechem. To dziwne.
- Z czego rżysz? – spytałam naburmuszona
- To ty masz rozdwojenie jaźni, czy nie, bo ja nie rozumiem:D
Przewróciłam oczami.
- Nie mam żadnego rozdwojenia! A przynajmniej nie jaźni – dodałam po chwili namysłu.
- To znaczy, że ktoś tu jest? – spytał rozglądając się na boki
- Ja jestem, ale mnie nie widzisz:D – Marina zaczęła skakać i robić ruchy jak Michael Jackson (no wiecie „U” i łapie się za jaja:D)
Wybuchnęłam śmiechem i pokręciłam głową.
- Jesteś pojebana, Marina:D Mam rozumieć, że skoro jesteś moim przeciwieństwem, ja jestem normalna?:D
- Ale o co chodzi? – spytał zdezorientowany Bill dalej się rozglądając
- I tak jej nie zobaczysz, Bill, nie musisz jej szukać – zwróciłam się do „prawie klona” – Znaczy, że teraz się odpierdolisz i zaczniesz mówić swoim, a nie moim głosem?
Zamrugała niewinnie.
- Ja lubię twój głos:D
- Ja też, ale on jest MÓJ, nie TWÓJ!
Dziwię się, że Bill jeszcze nie uciekł, ja bym dawno zwiała:D
- No dobra, ale nie muszę iść? – w pokoju rozległ się jej cukierkowy głos. Cóż… Mój jest normalny:D
- Los, co za głos:D
- Masz coś do niego? – spytała oburzona
- Nie, jest trochę dziecinny, nic poza:D – roześmiał się – Boż, ja nawet nie wiem gdzie mam się gapić:D
- To gap się na Marie i będzie z głowy:D
Zaraz…
Zaraz…
Odwróciłam się gwałtownie do klona.
- Moment, moment! Ty z nim ROZMAWIASZ?!
Wzruszyła ramionami, zaraz potem się zreflektowała.
- Moment, a dlaczego ja cię słyszę? – nasze aczki skierowały się na Billa
Na jego twarzy malował się autentyczny mętlik. Cóż… Ale dlaczego on kurwa z nią rozmawia, skoro Lena nie może?! Znaczy… Ona ją słyszy i takie tam, ale Marina nie słyszy tego co ona do niej mówi! Jak niema! Co kurwa z Billem?!
- Nie rozumiem – wymamrotał i w tym samym czasie do pokoju wepchnięty został TOM. A za nim weszła Lena z dziwnym uśmieszkiem.
- E… – zaczął dredziarz – Bill?…
Młodszy z bliźniaków natychmiast ode mnie się odsunął i usiadł po turecku na moim łóżku.
- One chcą nam wyjaśnić o co chodzi – powiedział, przygryzając wargę.
- Zauważyłem – Tom ruszył w naszą stronę, ale natychmiast się zatrzymał. – Co jest kurwa?
- Uważaj jak chodzić, chłopcze, bo ci przyrżnę, jasne?
Obydwie z Leną wybuchnęłyśmy śmiechem.
Tom odskoczył z jeszcze bardziej zdezorientowaną miną niż Billa:D
- Co jest kurwa?
- Marina, doprowadź Toma na łóżko obok, ok? – sama w końcu usiadłam. W końcu ileż można leżeć?
- Że co? Jaka… CO?! – wytrzeszczył oczy, gdy jego rękaw sam się zmiętosił:D Wiecie, ja widzę, że to Marina go ciągnie za ten rękaw, ale wyobraźcie sobie jak on musi się czuć:D Prowadzony przez siły wyższe:D Bardziej niższe:D Ale mniejsza:D – Co to kurwa ma być?! CO?! – jego głos ewidentnie zdradzał przerażenie, gdy coś (Marina) go pociągnęło w stronę łóżka Leny. – C..C-c-co?!
- Tom, uspokój się, tutaj nie ma żadnych duchów:D – stwierdziła moja sister
- Ale co… Co to kurwa jest?!
- Nie jestem rzeczą! – krzyknęła Marina i pchnęła Toma, że z impetem upadł na Bett:D – To, że mnie nie widzisz, nie znaczy… Co jest kurwa?! – tym razem to Marina odskoczyła jak oparzona. Spojrzała na mnie ze strachem – Dlaczego ja go słyszę?!
- A dlaczego mnie nie?! – wyrzuciła z siebie Lena
- AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!!!!! – wrzasnęła Marina i przykleiła się do ściany. Obserwowałam ją i całą resztę. Tom rozglądał się spanikowany i zastanawiał się pewnie czy coś ostatnio brał, a Bill ze zmarszczonym czołem gapił się w sufit. Lena przyglądała się Marinie, która teraz gapiła się na sis – Dlaczego ja cię słyszę?!
- Co?! – Lena podskoczyła:D Hop:D – Jak mnie słyszysz?! Tak normalnie?!
- AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!! – Tom się wydarł niemal jak dziewczyna:D Dobry jest:D – Co tu sie kurwa dzieje?! Chcę stąd wyjść! – wstał i zmierzał w kierunku wyjścia, ale Lena go zatrzymała – Puść mnie!
- Miałyśmy wam kurwa wytłumaczyć, a nie! Siadaj! – pchnęła go z powrotem na łóżku. PaC:D
- Kurwa, ja wszystkich słyszę… – westchnęła Marina i zjechała po ścianie na podłogę:D – Dzień dobroci? Czy może Marie coś się popierdoliło?…
- Ze mną wszystko w porządku, kretynko – mruknęłam
- Z kim rozmawiasz? I co to za głos? – spytał niespokojnie Tom ściskając kołdrę
- To jest ta Marina – wyjaśnił bratu Bill – ona jednak istnieje, tak na serio – pokiwał głową – Ja na nią wcześniej wpadłem i teraz ty na nią wpadłeś, to coś oznacza – znów pokiwał głową
Lena parsknęła śmiechem i usiadła na fotelu.
- Nie jesteśmy wariatkami za jakie nas braliście. Żeby było jasne, to ona krzyczała na koncercie, to ona gadała do was po koncercie i robiła te dziwne rzeczy z wami, tak Bill, dokładnie tak, obmacywała was:D  I tak, jest blondynką:D
Ten w zwolnionym tempie uniósł rękę i wskazał na nią palcem i otworzył usta. Bardzo wolno. Bardzo BARDZO wolno.
- Tyy…
Skinęła głową.
- Tak, czytam w myślach:D
- Nie żartuj! – dołączył się Tom i spojrzał na nią z niedowierzaniem – Nikt nie potrafi czytać w myślach!
- Ja potrafię:D
- Nie!
- Tak!
- Nie!
- No tak!:D Pomyśl sobie o czymś, to ci powiem!:D
Jego oczy nadają się do wymiany, zaraz dostanie trwałego wytrzeszczu i nikt go nie pokocha:D
Lena wybuchnęła śmiechem, a ja dołączyłam do niej.
- Jaki wytrzeszcz, co ty dajesz??:D
- No zobacz na niego, nikt go nie pokocha:D – wskazałam na Toma, który chyba myślał nad tym co ma pomyśleć:D
- O czym wy mówicie? – spytał zafrasowany
- A nic tam:D Więc… – wskazała na mnie – Marie myśli o tym, że potrzebna ci będzie przez wytrzeszcz wymiana patrzałek, hohoho:D – wskazała na Billa – A ty nie bądź taki hop siup:D Zaraz wytłumaczymy od samego początku:D A ty – wskazała na Toma – Myślisz, cytuję „Ona na serio czyta w myślach?” Tak, na serio czytam:D I nie, nie jestem wariatka, bądź też czarownicą i nie robię wywarów, jak to sobie ubzdurałeś wcześniej:D
Zaniosłam się rechotem Mariny:D Zdolna jestem:D
- To… – hmm… może zaraz będziemy zbierać twoje oczy Tom, opanuj się:D – Ty…
- Tak, czytałam wcześniej i tłumaczyłam Marie co wy pierdolicie:D Dobra! – klasnęła w dłonie i przez przypadek zapaliła światło – Ups:D – klasnęła jeszcze raz i zgasło:D – Więc od początku tak? A co było na początku?
- Urodziłyście się – stwierdziła Marina
- Dobraaaa… Ja się pytam tak… SERIO
Tom wierci się niespokojnie, to pewnie przez blondynę moją (czyt. klon)
- Na początku była wasza matka:D – podrzuciła Marina – I była taka jak wy razem wzięte:D A potem jej moce się podzieliły na was dwie:D
- Dobra, moment, jakie moce? – spytał Bill marszcząc się jak budyń w lodówce:F
- Ee… Moment, ten początek za szybko przeszedł w teraźniejszość, jeszcze raz – Lena westchnęła – Więc była sobie nasza matka. Była z wykształcenia archeologiem, ponieważ szukała tego… E… Jak to?…
- Klucz Czasu – odparłam:D
- O! Właśnie! – Lena skinęła głową i kontynuowała – Więc… Ten klucz potrafi wszystko, łącznie z przenoszeniem się w przyszłość i przeszłość. Dzięki niemu można zmieniać bieg historii.
- Całkiem pożyteczna zabawka – stwierdził Bill
- Jeśli jest w dobrych rękach. – rozsiadła się wygodniej na fotelu. Wszyscy ze skupieniem się jej przysłuchiwali. Łącznie z Mariną:D – Oczywiście tak jak mówiła Marina, to ona miała moce…
- Co potrafiła? – spytał Bill z ciekawością w gałkach:D
Lena wzruszyła ramionami.
- Czytała w myślach, potrafiła przenosić rzeczy siłą woli… Zmieniać pogodę, takie tam… To co my…
- Aha! – Bill się olśnił – To dlatego zrobiła się wtedy burza! Tak! Jestem genialny:D W takim razie potrafisz się szybko leczyć, tak? – spojrzał na mnie
- No… tak:D
- No i miała swojego klona. – dodała Lena – Fabienne.
- To znaczy… Że wasza matka nie żyje? – spytał ostrożnie Tom
Skinęłyśmy głowami.
- Ktoś… – westchnęłam – ją zabił. Za klucz, bo wiedziała gdzie jest jego część.
Przypomniały mi się zdarzenia, które potem nastąpiły… Tęsknię za mamą…
- A… – Bill chciał powiedzieć coś pocieszającego, wiedziałam to, ale tego nie zrobił. Wiedział, że to nic nie da..
- Tata też ma klona takiego jak ja – spojrzałam na Marinę, która cieszyła się od ucha do ucha. – Nazywa się Dennis.
- A zaraz… Dlaczego… – zanim Bill o cokolwiek spytał, przerwałam mu.
- I nasuwa się wytłumaczenie tego dlaczego nie mogę pójść z nikim do łóżka. A na pewno nie z tobą, wiedząc jakie to będzie miało potworne konsekwencje. – westchnęłam znowu – Mama, tak jak ja, miała klona. Wiązało się to z tym, że gdy ona tak jak i ja, pójdzie z kimś do łóżka, będzie uprawiała z nim seks, ta osoba też niejako otrzyma swoją kopię.

nota 9


<Lena>

Cudownie!
Normalnie jestem teraz pewna, że będziemy miały
kłopoty w pracy! Mimo, że nigdy ich nie miałyśmy! Nawet jak wylałyśmy wrzątek na szefa:D Do dziś ma blizny:D…
Na … EKHEM:F
nlxbb lp ;lddnf f
Ja wcale się nie lacham:D
No, ale!
Poszłyśmy obie na górę zostawiając Marinę która szla za nami oddalona o jakieś 5 metrów. Ma wyrzuty?!
Eh… Nie wiem… Szkoda że moja moc na nią nie działa…
W końcu bym się dowiedziała o co chodzi tej ducho-walniętej-dziewczynie…
No dobra… Weszłyśmy do pokoju, a Marie padła na łózko. Jak znowu zacznie płakać to się ugryzę…
W rękę:D
hoho:D
O! Ona nie płacze!
„Wiem, że tego słuchasz, ale nie obchodzi mnie to… Nie zniosę tego dłużej… Muszę mu powiedzieć!”
- Nie możesz tego zrobić! – powiedziałam głośno. – Wiesz, że on ci nie uwierzy. A jakie mogą być tego konsekwencje? Zamkną nas? A może…
- Może… Zrozumieją?… – spytała cicho przerywając mi.
Usiadłam kolo niej na łóżku.
- Czy ty byś uwierzyła? – spojrzała na mnie – Na jego miejscu?
Widziałam, że miała ochotę się rozpłakać, ale powstrzymywała się- Idę pod prysznic. – rzekła po czym wstała i pobiegła do łazienki zabierając po drodze swoje rzeczy.
Eh…
Czy ja jestem złą siostrą?
Przecież…
No ale…
To nie jest moja wina… To nasze przeznaczenie…
Urodziłyśmy sie z tą mocą i musimy dźwigać to brzemię.
Nie możemy się przejmować tym, że ludzie…
Boże…
Mówię tak jakbym sama nie była człowiekiem…
Cholera…
Odwala mi bardziej niż mojej sis… To nie jest normalne…
Sądzę, że powinnam się kogoś poradzić…
Ale czy mi wolno…
Dla tych którzy myślą „o co chodzi?” powiem, tak:
Ja i Marie jesteśmy tak jakby… Czarodziejkami… Nie… Raczej ludźmi obdarzonymi mocą… Nikt nas nie rozumiał oprócz naszej matki…
Wiecie, że ja potrafię czytać w myślach … Przesuwać przedmioty… Co prawda nie takie super ciężkie ale coś potrafię. No i nakłaniać ludzi do czegoś… Tak jak to zrobiłam w przypadku tej zdziry napalonej na Toma.  Marie potrafi… Szybko leczy swoje rany (no wiecie, to przez to, że z Mariną się ciągle leją) i także potrafi przenosić poniektóre przedmioty.
Właściwie to potrafimy wszystko, może za wyjątkiem… A nie wiem:D Nigdy się nad tym nie zastanawiałam…
Jednak te zdolności, które wymieniłam są tymi głównymi, które używamy najczęściej.
Obie natomiast możemy dodatkowo raz w życiu poprosić kogoś na górze (dobre określenie), by nam coś poradził, jeżeli przytłacza nas jakiś problem…
Myślę, ze… Ta sytuacja jest takim problemem…
Ale czy warto marnować ten dar na takie coś?
Czy warto zapytać tylko czy „powiedzieć czy nie?”
Potrząsnęłam głową  i wstałam z łóżka.
Nie warto.
Na pewno będziemy kiedyś w gorszych tarapatach, więc lepiej zachować to na potem…
Postanowiłam, że się przejdę po mieście…
Czy jeżeli Marie mu powie…
Czy oni nas… Zrozumieją?
Może tak powinnam sformułować to pytanie?
Boże! Kami-sama! God! Gott! O czym ja myślę?!
Czy nie mówiłam, ze nie powinnam tego marnować?!
Usiadłam na ławce kolo fontanny przed hotelem. Nie ma co… Daleko się zapuściłam na miasto:D
Ale czy to…
NIE!
To Marie zdecydowała!
Powie!
Tak!
Nie mogę jej kazać milczeć jeżeli ona chce to powiedzieć!!!
Jaką byłabym siostrą?!
Wstałam i szybko pobiegłam do naszego pokoju.
Marie siedziała na kanapie i oglądała tv.
„Czego?” – spojrzała na mnie z wyrzutem
- Powiedźmy im! – przez chwilę twarz Marie zamieszkiwało zdziwienie jednak po kilku sekundach malował się na niej szczery uśmiech.

>Marie<

Taaa…
Miałam z nimi pogadać, nie?
Znaczy my dwie i takie tam?
No cóż… Wiecie, ja się starałam, ale nie było żadnej sytuacji, która by się nadawała…
hmm… czy to aby nie dlatego, że przez 2 tygodnie z hakiem się unikaliśmy?
Eh…
Kurwa, ale to tragiczne…
Przez te dwa tygodnie z hakiem robiłyśmy wszystko byle by tylko nie znaleźć się w ich zasięgu, a oni pewnie robili tak samo… Eh, to okrutne…
Teraz właśnie idę sobie korytarzem i czuję, że Marina ma dość siedzenia. Czyt, że chce wyjść na świeże powietrze, czyt, że AAAAAAAAAAAA
Plum i wyszła.
Hahaha, ale śmieszne -.-
- Jeeeeee – zawyła radośnie, a jak zwykle ja dobrym humorze nie byłam.
- Czego? – spytałam ponuro
- Idę znaleźć Billa – oświadczyła z szerokim uśmiechem
Spojrzałam na nią i gwałtownie się zatrzymałam.
- Coś ty powiedziała? – mimo tego, że byłam wściekła, stwierdziłam, że jestem dumna ze swojego jadowitego tonu. Po prostu geil. Jeszcze żeby to na nią działało…
- No wiesz… Powiedzieć ci jak ja się czuję?
- Nie.
- To i tak ci powiem:D – zaczęła się śmiać ze swojej głupoty jak mniemam. – Więc ja się… hej, czekaj! – ruszyła za mną, a wręcz pobiegła i mnie zatrzymała – Nie jestem gorsza od ciebie. – powiedziała jakimś cudem już bez radości w glosie
- Jesteś – pokiwałam głową.
- To że jestem twoją jakby bliźniaczką i żyję w twoim ciele, nie znaczy, że mam być poniżana przez ciebie. Też chcę żyć!
- A ja?! – złapałam ją za top. Biały, jako, że mój był czarny. – Myślisz tylko o sobie! Nie patrzysz na to jak się zachowujesz! Nie myślisz o tym, że twoja głupota szkodzi MI!
- Oh, nie przesadzaj – machnęła lekceważąco ręką – Nie jestem głupia, i gdybyś ty była inteligentna, wiedziałabyś jak wykorzystać mnie. A skoro tego nie robisz, znaczy, że ja muszę się wszystkim zajmować. Popatrz – odczepiła moją dłoń od swojego ubrania – Miałaś w swoim zasięgu takie ciacho – zatoczyła ręką półkole – Ale go nie wzięłaś. Dlaczego? Nie wiem i nie obchodzi mnie to. Ale skoro ty nie chcesz, to ja go wezmę. Bo jest mnie warty.
Własnym uszom nie wierzyłam. Ona pierdoli takie rzeczy, że aż mi jej żal…
- Ty siebie słyszysz? Ciebie NIKT nie widzi prócz mnie i Leny, jak ty chcesz go rzekomo zdobyć, czy cholera wie co sobie ubzdurałaś?
- A czy on od razu musi mnie widzieć? Poza tym – zaśmiała się gardłowo – Ja, chyba w twoim przeciwieństwie jak zwykle, potrzebuję RUCHU, jeśli wiesz co mam na myśli. – oparła się o ścianę i wsadziła ręce do kieszeni – Ty mi na nic nie pozwalasz… Więc zacznę działać sama. Idę do Billa – wzruszyła ramionami. Już chciała odejść, gdy szarpnęłam ją za nadgarstek, więc się zatrzymała. Zmierzyła mnie chłodnym spojrzeniem – No czego ty chcesz? – burknęła – Ktoś musi wykonać jakiś ruch do cholery!
- Jeśli – zaczęłam lodowato – Chcesz pójść teraz do jego pokoju, osobiście dopilnuję byś tam nie trafiła. Czy wyrażam się jasno dla twojej tlenionej pustej głowy?
- Wow. – roześmiała się i wyszarpnęła rękę – Raz na jakiś czas brzmisz groźnie, nie powiem:D – ruszyła z powrotem, a ja tracąc już zimną krew, popchnęłam ją na ścianę
- Ostrzegam ostatni raz. – syknęłam, czując, że jej ból znów miesza się z moim – Zostaw go, kretynko.
- Chcesz się ze mną bić? – spytała beztrosko
- Jeśli zajdzie taka potrzeba – uśmiechnęłam się do niej promiennie, jak ona zawsze robiła to w stosunku do mnie – Rozumiesz, trzeba przypomnieć ci małe zasady kto tu nad kim panuje:D
Zamrugała oczami.
- Nie mów, że ty – wybuchnęła śmiechem – Z dnia na dzień robisz się coraz słabsza, nie widzisz tego? Jeszcze trochę i to ja będę górą, nie ty.

Bill wyszedł zza zakrętu i miał zamiar pójść do swojego pokoju, ale gdy tylko zobaczył ją na korytarzu, szybko się cofnął za ścianę.
Znowu ze sobą rozmawiała. Wyglądała na wściekła, ale nie zauważyła go.
Odetchnął i przyglądał się sytuacji.
- Nie żartuj, przecież gdybyś kiedykolwiek była u lekarza, stwierdziliby ci ewidentny brak komórek w mózgu, ty w ogóle wiesz, że żyjesz? – Marie zaczęła się śmiać do siebie, jak przypuszczał. – Albo nie, czy ty wiesz, że nie żyjesz? – jej śmiech niósł się po korytarzu, jakby ze zdwojoną silą. Zaczął się jej trochę bać, ale ona zwracała uwagę tylko na siebie. Jeszcze czegoś takiego nie widział.
- Nie denerwuj mnie, Marie, bo jednak się pobijemy – stwierdziła wyimaginowana Marina, czy jak brunetka ją nazywała.
- Oh, tylko na to czekam – wyciągnęła przed siebie ręce jakby chciała kogoś odepchnąć, a po chwili usłyszał głuchy łoskot.
Zmarszczył czoło. To brzmiało jakby ktoś upadł, ale przecież Marie ciągle stała!
Czemu ona przysparza go o takie mętliki w głowie?!
- Kurwa, weź! Ty sie nigdy nie biłaś!
- To może czas zacząć! – Marie wyglądała, jakby właśnie
się na kogoś rzuciła. – I znowu staniesz się posłuszna, kurwo jedna!
- Nie kurwo!
Marie zaczęła się śmiać.
Bill wysunął się zza ściany.
Przetarł oczy i przyjrzał się wyraźniej.
Jak on to widział?
Jakby Marie siedziała w powietrzu. Wymachiwała rękoma, jakby kogoś bila, ale przecież ona była sama!
- Kurwa, co to jest? – szepnął do siebie. I czemu ona mówiła po niemiecku?
Oparł się o ścianę i zaczął się zastanawiać co zrobić?
Czy jakoś zareagować, czy też może zostawić ją w spokoju?
- Nienawidzę cię, Marina, niszczysz mnie – powiedziała brunetka między jednym „ciosem” a drugim.
- O… – urwała i jęknęła z bólu – Niszczysz sama siebie, jestem jak… – znów urwała z bólu – Jak twoje sumienie… Bijesz mnie, a ranisz siebie…
Marie wydala z siebie dźwięk frustracji i z całej siły, jak zdawało się Billowi, walnęła rzekomo w Marinę.
- Zemdlałaś… – szepnęła cicho, lecz on ją usłyszał.
Ledwo wstała, ale zrobiła to. Spojrzała na podłogę. Jęknęła cicho rozcierając sobie brzuch i zrobiła dwa kroki. I wtedy bezwładnie upadla.
Bill drgnął, jakby jej upadek go zabolał.
Ruszył do niej, ale po chwili się zatrzymał.
Co zrobić?
Pokonał wszelkie zwątpienia i raźno poszedł w jej stronę, chcąc jej pomóc.
Był już tuż tuż, gdy nagle poczuł coś pod nogami i tracąc zupełnie równowagę, upadł obok Marie.
- Kurwa! – zaklął i obejrzał się za siebie. Zamrugał gwałtownie. Czemu jego noga była w powietrzu? I czemu czul, że ma coś pod nogą? Coś, co brzmiało jak ciało?! – Kurwa! Co to ma być?! – przeturlał się, by odsunąć się jak najdalej. Ale trafil na cialo Marie. – Kurwa! – pisnął i szybko wstał. Co zrobić?! Co zrobić?!
Marie była nieprzytomna! I przed chwilą jego noga była w powietrzu nie będąc w powietrzu zarazem!
Musi pójść do Leny. Tak. Do Leny.

nota 8


<Lena>

Czasami mam ochotę kogoś zabić… Wy też tak macie?
Stawiam, ze tak bo każdy ma chwile słabości…
Tak sobie teraz siedzę na łóżku i słucham co mówi Bill do Toma w jego pokoju…
Żal…
On mu wręcz wyrzuca, że jesteśmy walnięte, że ja jeszcze utwierdzam Marie, że Marina istnieje i w ten sposób pogarszam zdrowie psychiczne mojej siostry!
fblknb;lkxn ;nglefb
ŻAL!
Tom myśli, że to Bill zwariował bo przecież ja jestem boska i takie tam:D
EJ! Ale on przecież się omówił z tamtą laską na dzisiejszą noc!
„Może powinienem iść do Leny i zapytać o co im poszło z Billem?”
Hm… A niech se robi co chce. Przykleję go do krzesła i nie pójdzie sexu przynajmniej uprawiać! Ha!
Marie też genialna. Leży na swoim łózko i płacze od pól godziny.
Czyżby ona…
nie nie nie nie nie!
Niemożliwe:D
- uspokój się, Bill! – tak to mówi, a właściwie to krzyczy Tom – coś ci się przywidziało! Przecież one są normalne!
- Nie wiesz co mówisz! – opierał się młodszy – to jakieś wariatki! A jeżeli nie… To… Wiem! Czarownice!
Oplułam się!!! Kurwa!! Jak on zgadł?!?!?!?!
!?
- Czarownice? Chcesz powiedzieć, że robią czary i takie tam inne wywary?:D – zaśmiał się – napij się herbatki malinowej i się prześpij. Dobrze ci to zrobi.
- Tom! Ty kretynie! One naprawdę… – o… Ktoś do nich zapukał… No dobra… Kto to?!
AAA!!! – To ta kurwa z kina!!!!
O nie!!
- A to ty… – zauważył Dredowlosiak – nie mam dziś czasu, zabawimy się kiedy indziej. Np. jutro? – poslal jej oczko i zamknął przed nią drzwi.
hahovhshlahvhlhnxsg
I nawet nic nie musiałam robić? No jaaa… A co mi tam! Zrobię coś!
Wybiegłam na korytarz a tu ta laska właśnie idzie.
- Hej! – zawołałam do niej – Czekaj! – zatrzymała się(!)ha:D
- o co chodzi, do cholery?! – spytała roztrzęsionym głosem.
- Mam do ciebie prośbę – powiedziałam milo i uprzejmie – nie pokazuj się tu więcej. – spojrzałam jej w oczy i przeszyłam ją tym moim magicznym wzrokiem. Teraz już wiem, że mnie posłucha:D Przecież ja umiem zmuszać ludzi do wszystkiego.
A! Na duchy i Marinopodobne cosie to nie działa. Tylko na ludzi bez magicznych mocy.
hahhahahahahah:D
- Jak chcesz – odparła i poszła sobie gdzieś tam
hahahahahahahvcj mjhv jzhsentwngsrbd:D
jestem wielka:D
Przekierowałam swoje  fale mózgowe na pokój Toma.
- Ty nie rozumiesz! One mogą nas zabić! – a Bill dalej swoje
Błagam… Bez przesadyzmu…:D
Co złego to nie my:D
- Bill! Herbata ci stygnie:D – upomniał go jego brat
- śmieszne… Sam se ją wypij. To może być twój ostatni posiłek.
jzbcjlbvjblgbvlsvkj c
- weź się lecz. – stwierdził inteligentnie i glebnął się na łózko.
- Nie jesteśmy bezpieczni nawet w tym pokoju! Może zaraz tu wlecą przez okno, albo przejdą przez ścianę, albo usłyszą o tym co mówimy bo umieją czytać w naszych myślach?! Czy ty zdajesz sobie sprawę, że nasze życie wisi na włosku?!
- Zam-knij-się. – stwierdził Tom. Zaczął myśleć o mnie i Marie (:D) – One nie mogą być czarownicami. – dodał po chwili – bo Czarownice są brzydkie:D
hhahah:D Nie jestem brzydka!:D
ha:D
Ale zaraz… Ja to już wiedziałam:D
Lepiej pójdę do pokoju:D
tup tup:D
ok… Marie się pyta co i jak to jej szybko powiedziałam.
Ok słuchajmy dalej…

>Marie<

Marina jak zwykle wszystko spieprzyła…
Już nawet nie mam siły jej tego wyrzucać.
Chyba jednak to prawda, że przez płacz człowiek szybciej zasypia…
No ale…
Kurwa, no dlaczego ja nie urodziłam się normalna?!
Albo chociaż bez Mariny?!
Chociaż…
- No i Tom mówi, żeby poszedł się leczyć, z resztą kolejny raz, że to co mówi jest totalnie bez sensu, a jak zobaczy na własne oczy, to dopiero uwierzy. Czyli… – spojrzała na mnie znacząco – Musimy trzymać gębę Mariny na kłódkę.
- Ale śmieszne, zauważyłaś? – spytałam smętnie – ahahaha, uśmiałam się. Kto ma pilnować Marinę? Chyba nie ja? Już dawno zauważyłaś, że praktycznie nie mam na nią wpływu, a kiedy mam zły nastrój, przewaga nad nią zbliża się do zera. A gdybyś nie zauważyła…
- Tak, tak, masz zły nastrój… Blablabla, przestań się użalać, nie pierwszy, nie ostatni uznał nas za wariatki, nie?
- Ty chyba nie wiesz co mówisz! – usiadłam gwałtownie na łóżku – Co mnie kurwa reszta obchodzi? Reszta może mnie próbować odesłać do psychiatryka! Ale nie on, rozumiesz?! Nie chcę, żeby on mnie uważał za wariatkę! Czy ty…
- Tak! – podeszła i potrząsnęła mną – Rozumiem co ty do mnie mówisz! Marie! Uspokój się na chwilę i pomyśl racjonalnie! Zawsze jest jakieś wyjście, jeżeli faktycznie jest dla ciebie problemem ta sytuacja.
Hej, to dobry pomysł!
To czekaj chwilę, ja pomyślę:D
Lena usiadła na podłodze i chyba zaczęła dalej słuchać co bliźniaki gadają na nasz temat. I tak nie dojdą do żadnego wniosku, bo przecież nic o nas nie wiedzą, oprócz tego, że rzekomo jesteśmy wariatkami…
Tak! To jest to!
- Co konkretnie? – spytała siostra
- Musimy im powiedzieć prawdę. – oznajmiłam stanowczo.
- Ok… Rozumiem… Lato, 16 lipca, ale… Przygrzało ci już całkiem?! – Lena wstała z podłogi – Nie wiem co ci już odbija. Nie możemy im powiedzieć, rozumiesz?
- Nie rozumiesz, Lena.
- Właśnie rozumiem. Nie chcesz by on cię uważał za czarownicę i wariatkę. Rozumiem, ok. Ale czy on jest warty tego, by mu wyjawić prawdę, której nikt nie zna, prócz nas i naszej rodziny i tego Marco?
- Tak. – odparłam z przekonaniem. Nie wiem skąd u mnie takie coś. Ale wydaje mi się, że tak właśnie powinno być…
- Nie możemy, Marie… Wiem, że chcesz, ale nie możemy…
O nie.
- Ale gdybyś ty się zakochała w Tomie, to byś powiedziała, nie?! – krzyknęłam wściekle. – Wtedy byś nawet nie pytała o zdanie, nie?! Ale ja nie mogę! Bo to tylko ja!
- Marie, uspokój się… – zaczęła Lena, ale jej przerwałam
- Nie! Mam dość takiego życia! Chcę to komuś powiedzieć! Chcę to powiedzieć BILLOWI! Chcę przestać ukrywać to co potrafię, jakby to było jakieś przekleństwo! A przecież jesteśmy lepsze od innych ludzi! Dlaczego?! – zaczęłam się miotać po pokoju
- Zastanów się, Marie! Jak ty chcesz im to powiedzieć?! – Lena także zaczęła krzyczeć. Nienawidzę tego.
- Skąd mam do cholery wiedzieć?! I tak mi nie pozwolisz! Ale to nie ciebie uważa za wariatkę! Tylko mnie! Mnie! – krzyknęłam i zakryłam twarz poduszką. Znów pieczenie w oczach i znów łzy na policzkach.
- Już obydwie, nie tylko ciebie, ale wiem, że ciebie to nie pocieszy… – powiedziała cicho Lena
Masz rację. Nie pocieszy.
Odrzuciłam poduszkę i wytarłam twarz.
- Idę coś zjeść. – wstałam z łózka i wygładziłam spodnie. Bez czekania na siostrę wyszłam na korytarz. Lena pospieszyła za mną.
- Co ty robisz? A jak oni tu będą gdzieś?
- To przyznam mu otwarcie, że mam rozdwojenie jaźni, skoro nie pozwalasz mi powiedzieć prawdy. Może być taka opcja?
- Przestań, Marie. Trzeba coś wymyślić, a ty od razu wrzucasz nas na głęboką wodę. – chciała mnie zaprowadzić z powrotem do pokoju, ale jej się wyrwałam. Zeszłam szybko na dół.
- Ukrywanie się nic nie da. Chociaż teraz wszystko jest bez sensu…
Siostra pociągnęła mnie do najodleglejszego stolika.
- Idą tu – powiedziała nie wiadomo czemu po francusku.
- A ty co? Ćwiczysz swoje znajomości? – spytałam mieszając wszystkie języki
- Nie, to było hasło bojowe:D – odparła po polsku
Parsknęłam śmiechem i usiadłam na krześle.
- Zobaczysz, wymyślę coś.
- Są już tu. – kiwnęła głową w stronę wejścia, gdzie ujrzałam Billa i Toma.
- Mamy jakiś plan? – spytałam
- Nie – odparła – Przyszłyśmy zjeść, nie walczyć.
- Dobra, mów co mówią – uśmiechnęłam się. Masło maślane jak nic:D Chyba zrobię z tego śmietanę błahahaha:D
Rozsiadła się wygodniej.
- Tom mówi: Patrz, one tam siedzą i nie czarują. I nawet nie gotują wywaru miłosnego, myślisz, że coś z nimi nie tak? A może mają wolne od czarów dzisiaj i tylko rozdwajają się? Łoh, on to ma pomysły:D No dobra. Widzisz, Bill patrzy na niego jak na ciotę:D I mówi… – umilkła i spojrzała na mnie.
E?
- Co? – spytałam w końcu.
- Marina wychodzi.
Kurwa, faktycznie. Kurwaaaaa….
- No ja pierdolę, czemu teraz? – spytałam płaczliwym tonem. – Czy ona chce mnie do końca zniszczyć? – próbowałam ją zatrzymać, ale ja od środka nie dam się zatrzymać. Trzeba się przygotować…
Odsunęlam się od stołu i w tym samym momencie Marina wręcz ze mnie wyskoczyła.
Znów ten śmiech.
Nienawidzę tego…
- No. – zaczęła słodkim głosikiem. – Jak tam?
Uśmiechnęłam się do niej.
- Zajebiście. Gdy ciebie nie ma.
- Ou. To było niemiłe. Chcesz żebym się obraziła? – spojrzała na mnie maślanymi oczkami.
- Marie, nie za głośno, ludzie zaczynają się gapić. Bill i Tom się gapią. – mruknęła Lena.
- Co wybierasz – syknęłam – Mam cię skopać, czy sama wrócisz?
- Holaaaa… Jeszcze się tym wszystkim nie nacieszyłam… – rozejrzała się wokół. – O! Bill! Dawno go nie widziałam!
- Ta, całe lata świetlne temu – powiedziałam z ironią. – Liczę do pięciu. Co. Wybierasz?
- Lena, to nie fair, ona chce się zbić…
- Co robimy? – spytała się mnie moja siostra
- Ja wychodzę. Marina też. Ty możesz zostać. – ruszyłam w stronę wyjścia.
- Łeee… a chciałam się pobawić… Marie, spadasz na psy… – westchnęła Marina
Zignorowałam ją
Gdy mijałam stolik chłopaków, kątem oka zerknęłam na Billa.
- Ta… Ale poważnie, człowiek może się nabrać, gdy nie zna prawdy, że dziewczyna jest psychiczna. – powiedział dobitnie Bill do brata.
Otworzyłam szeroko usta.
- Przepraszam człowieku – spojrzałam na niego – Czy ty właśnie stwierdziłeś, że jestem wariatką? O to ciekawe. A ty to niby czym jesteś? Dziewczyną, czy może stworzeniem wyrośniętym z probówki, w której ktoś zmieszał odchody? Odpowiedź pozostawiam tobie. – uśmiechnęłam się do niego i wyszłam.
- Łał, Marie, ależ ty jesteś… – nie dokończyła, bo odwróciłam się i mocno ją pchnęłam na pusty stolik.
- Wszyscy jesteście tylko śmieciami – stwierdziłam i wyszłam, czując ból Mariny i spojrzenie zdziwionego Billa i rozbawionego Toma.

nota 7.5


>Marie<

Tak… Świetnie…
I niby co mam teraz powiedzieć?!
Marina się cieszy jakby coś wyszło z jej kretyńskiego planu, ale przecież kurwa ona wszystko spierdoliła!!!
- E… – zaczął Bill marszcząc czoło
Poczułam, że robię się czerwona. Jestem ugotowana, to po prostu koniec…
W korytarzu znowu rozległ się chichot, mimo, że miałam zamknięte usta. Jak zrozumie to Bill?!
- Kobieto, weź mu wytłumacz, albo coś, bo jeszcze trafi do wariatkowa szybciej niż… E… Jak on miał? – Marina najwyraźniej nie zdawała sobie sprawy, że pogrąża mnie jeszcze bardziej. Super po prostu. Zabiję ją, jak tylko się z tego wykręcę.
- Ty… – zaczął znowu niepewnie Bill – Masz rozdwojenie jaźni? – wykrztusił, jakby to były słowa oblane co najmniej trucizną.
- Bill, kurde, ty nie zrozumiesz… – szepnęłam
Marina ponownie zachichotała
- Skąd wiesz, że nie? Myślisz, że jest tępy?
Straciłam już resztkę opanowania i natychmiast się odwróciłam w stronę Mariny
- Zamknij się do cholery, kretynko! Wszystko psujesz! WSZYSTKO! – wrzasnęłam, popychając ją na ścianę – Od początku chcesz kierować moim życiem! I zawsze jest wszystko źle!
- No bez przesady, staram ci się pomóc – zauważyła ze stoickim spokojem rozcierając sobie ramie, które i mnie bolało – Ale ty nie chcesz współpracować, więc wychodzi jak wychodzi, nie do mnie miej pretensje, ok?
- A niby do kogo! Marina! Nigdy mi nie pomagałaś! Nie było nigdy takiej sytuacji!

Oniemiały Bill przyglądał się Marie. Nie mógł sobie wytłumaczyć tego w żaden inny sposób. Marie zwyczajnie miała rozdwojenie jaźni i gadała do siebie, myśląc, że gadała z kimś innym.
Owa „inna osoba” nazywała się według niej Marina…
Nie. To było zdecydowanie ponad jego siły. Z kim on się zadaje? Z wariatką?
A jeśli ona uciekła z wariatkowa?
To by było możliwe, wtedy nie mówiłaby o rodzicach, bo gdyby Bill się domyślił prawdy, wysłałby ją z powrotem do nich i znowu trafiłaby do pokoju bez klamek. To by się zgadzało.
A Lena, jako jej siostra, nie może jej zostawić samej. Być może to ona sama ją stamtąd porwała…
Przytknął dłoń do ust. A jeśli w mediach rozniesie się, że spotkał się z wariatką? Jego reputacja mocno na tym ucierpi! BARDZO mocno!
Ostrożnie, prawie bezszelestnie chciał zniknąć z korytarza, ale nagle pojawiła się tam Lena.
Zatrzymał się gwałtownie i zaczął gorączkowo myśleć co zrobić.

- Dobrze wiesz, że to niemożliwe! Umarłabyś razem ze mną! – Marina zaczęła się śmiać, jakby co najmniej urwała się z psychiatryka.
Dobrze, że ja taka nie jestem… Jeszcze Bill by pomyślał…
O nie! Bill tu jest! Zapomniałam! Kurwa!
Odwróciłam się do niego, ale on tak energicznie się rozglądał, jakby szukał drogi ucieczki.
- Bill, to nie tak… – zaczęłam, chociaż właściwie nie wiedziałam co powinnam mu powiedzieć.
- Nie… – spojrzał na mnie, próbując się uspokoić, ale ja wiedziałam, że on już mnie skreślił – w porządku, ja.. Chcę się czegoś… Napić… – powiedział drżącym głosem
- Boże, Marie, zobacz jak działamy na tego biednego chłopaczka, on się boi wariatek, biedna ty… – poklepała mnie po głowie
- Nie jestem wariatką, idiotko! Nie moja wina, że moja mam…
- Marie! – nagle zauważyłam na korytarzu Lenę – Nie wolno ci tego mówić przy nim – wskazała na Billa, który przylepił się do ściany – I powiedz Marinie, żeby darowała sobie te śmieszne występy i tak już zmarnowała ci życie, nie musi niszczyć go do końca…
- Tak?! Może mi powiesz jak to zrobić?!
- Marie… – podeszła do nas i obydwie rozsunęła, jakbyśmy miały zaraz sobie powyrywać wszystkie włosy – Uspokójcie się obydwie i zastanówcie się. I tak będziecie razem do końca, kłótnie nie mają sensu i dobrze o tym wiesz.

Bill pomyślał, że Lena dobrze pogrywa. Utwierdza Marie w tym, że wierzy, że istnieje ktoś taki jak Marina. Ale on by tak nie potrafił. Nie potrafiłby kłamać.
Czekał kiedy wreszcie o nim zapomną i będzie mógł wreszcie odejść i nigdy więcej nie pokazać się na ich oczy.
- Bill, mógłbyś zostawić nas same? – spytała nagle Lena, wyrywając go z zamyśleń. – Potem… Ci wytłumaczymy…
Nie potrzebował żadnych wyjaśnień. Wierzył w to co widział. A widział zdecydowanie za dużo. Nic nie odpowiedział. Ruszył niemal biegiem do pokoju swojego brata. Musi mu to powiedzieć. Tom musi wiedzieć, że ma się strzec przed Marie. A kto wie, czy Lena na pewno jest normalna…
Ale na pewno nie wpuści ich do swojego pokoju. Co to to nie.

- On to powie swojemu bratu – zauważyła Marina.
Równocześnie z siostrą posłałyśmy jej mordercze spojrzenie.
- I co? Jesteś z siebie dumna? – spytałam bezsilnym głosem. To nie może być prawda. Ona właśnie zniszczyła to, co chciałam zbudować. Bo myślałam, że Bill to spoko koleś…
Poczułam pieczenie w oczach.
- Ej… – Marina zauważyła, że po moim policzku spłynęła łza. – Wszystko da się naprawić… – powiedziała, najwyraźniej zdziwiona swoim zachowaniem
- Tego już się nie da naprawić. – odwróciłam się do niej i poszłam z powrotem do miniteatru zanosząc się płaczem.

nota 7

>Lena<

No dobra…
To jest pokręcone…
No wiecie… Jest sobotni wieczór a ja idę z Tomem do kina… Czyto jest normalne?
Bo ja tak nie uważam. A chyba powinnam skoro właśnie kupujemypopcorn:D
Pojebane to wszystko:D
Uwaga! Ewidentnie są tu fanki Toma!
I one życzną mi Death:D
JBhdgbkjffjbnjxb
W sumie… guzik mnie to:D
No, ale ludzie… One ściskają i rozluźniają donie!!:D
Sądzę, że jeżeli Tom mnie stąd nie wyciągnie to będzie musiał zbierać ząbki tych lalek barbie i przepraszać za mnie, że im je wybiłam:D
hahahaha:D
No, ale!
Sam fakt, że tu z nim jestem jest dla mnie dość dziwny…
„Dobrze… Miejsca na samym początku…” – Hmmm… Tom nie ma o czym myśleć?:D
- Idziemy do środka?:D – spytałam po czym go pociągnęłam w stronę wejścia nie czekajac na odpowiedź. Ohhh… Te fanki są wściekłe:D
„Zabiję tę gupią kurwę!”
„Ona myśli, że jest nie wiadomo jaka?! Hę?! Jestem od niej ładniejsza i mam większy biust! On wybierze mnie!”
„Tom spójrz tu!!”
„Tom… AHHHH… Kocham cię:D”
Tak mniej więcej wyglądały ich myśli  :D:D:D
No kurwa, ale one są pojebane:D
jbvsfkbkskbnlx bnlbldg
Szybko znaleźliśmy się na swoich miejscach:D
No nie… On wybrał jakiś romans?!
hkxfbh jlchxkjb kb kdok Łohohohoho:D
LUDZIE:::D
sbld bsjkv ckvsbkockbgkbkjfd

*

No ok… Seans sie skończył…
Hmm… Wiecie co Tom myślał??:D
Mam wam powiedzieć??ldlsnb vkx bx dnfs jbgkxfb v,sb vkx
Takkk??D:D:
Nie chcecie wiedzieć…
On cały czas myślał o tym jak mnie zaciągnąć dziś do łózka…
No żal einfach:D
juhbkfdsbln ;pcdlkhnldk nlgnln lkldfgbkb
OOOO!!
Fanka na godzinie pierwszej!!:Dfkbvks
Idzie tu!!
O!!
Nie patrząc na mnie zaciągnęła dredzarza z dala ode mnie!! Poszli gdzieś kolo łazienek!!! To jest prawie 20 metrów dalej!!!
Nie pytajcie czemu ich nie zatrzymałam:D:D:D:D
Nie chciało mi sie:D
LDljsfh bkxvn
No dobra… Podsłuchajmy sobie trochę…
xbkvxjbvlsbv
OOOO!O!Ooivf
- Cześć skarbie… – zaczęła ta fanka, a w myślach dalej myślala czy dobrze robi:D:D:D:D. Wyciągnęła karteczkę i mu pod czapkę wlożyla;D O kurwa, ale horror:D
- Słuchaj mała… – zaczął Tom, ale mu przerwała
- Zdradź mi numer swojego pokoju to do ciebie przyjdę i się zabawimy… – powiedziała mu szeptem na ucho. Łoofofoshgofbhvs Ale żal:D Poza tym… Ona ma z 15 lat!! I ona chce MU się oddać?S;ldvbnzv
W sumie… A co mnie to obchodzi? Jak chce jej się stracić cnotę(:D) z takim napaleńcem to proszę bardzo:D Nic mnie to nie rusza! Ani trochę!! E-e!
O! Zapomniałam słuchać co gadają:D
Już skończyli?
Eska dal jej numer pokoju!!
Żal…
- Idziemy do hotelu? – spytal jak juz sie od niej uwolnił
- Jasne… Może do twojego pokoju co? A nie, sorry. Już masz panienkę na dziś. Milo że mnie olewasz. Nie mówię o tym że poszłabym z tobą do łóżka bo co to to nie! Mówię o tym  ze jesteś ze mną na randce, Tomie Kaulitz! I że sam o to prosiłeś! I jeżeli tak stawiasz sprawę to ja idę sama i nie obchodzi mnie co mówisz.
Sajonara. Ariwederczi i aufwidersejen! Papa! – po czym obróciłam się na pięcie i poszłam w stronę hotelu.
Ale kretyn…
No kurwa…
Ale juz ja się postaram, żeby ta laska maila przeżycia! On nigdy nie spojrzy na żadną inną!

>Marie<


- Czy ty masz w ogóle czas dla siebie w trakcie tras? - spytałam, gdy już przez dłuższy czas pałętaliśmy się po mieście. Obawiam się, że wszystkie fanki poleciały za Tomem i Leną:D I my jesteśmy szczęśliwie sami...
UPS
Udajcie, że tego nie było:D
Albo inaczej wymażę wam pamięć, chociaż jeszcze nie wiem jak:D
Never mind.
- Tylko wtedy kiedy śpię, albo kiedy jem śniadanie - uśmiechnął się do mnie - Nie chcę rozmawiać o mnie. to oklepany temat, wszyscy wszystko o mnie wiedzą, jestem nudny:D
- Hej, nie myl mnie z fanką, ja nie mam obłędu i nie jestem psychiczna:D - zaserwowałam mu kuksańca - A poza tym chciałabym zauważyć, że my tu sobie szwargolimy, a pewnie gdzieś się kryją wasi koledzy fotoreporterzy. A ja powinnam też zwrócić uwagę na to, że a) jestem niefotogeniczna i b) jestem potencjalną ofiarą dla waszych fanek i ich lalek voodoo:D No i wynika z tego powód c) jestem niemile widziana dla twojej kariery mimo, że nikim nie jestem:D Możemy się zaszyć w pobliżu hotelu? - spytałam z nadzieją
- No ok, jeśli chcesz - zrobiliśmy w tył zwrot i ruszyliśmy do hoteliku.
- A no i zauważyłam, że nie jestem waszą fanką:D Mów wszystko co o sobie wiesz:D Począwszy na muzyce, skończywszy na rozmiarze butów - i zaczęłam się psychicznie rechotać:D - Błaha:D Dobra, żartowałam:D
- Dobra, zanim się rozpaplasz:D - spojrzał na mnie znacząco - Mogę poruszyć temat na który nie chcesz się wypowiadać?...
Westchnęłam i schowałam ręce do kieszeni spuszczając głowę
- Pewnie 3/4 będę musiała zachować dla siebie, czy opłaca ci się w ogóle pytać?
Czemu on jest taki upierdliwy?
- No hej, ja chcę tylko zrozumieć rzeczy, których nie rozumiem:D
- No i właśnie to jest to. Ja nie pomogę ci tego zrozumieć, ponieważ...
- No opowiedz mi co tutaj robisz:D - uśmiechnął się do mnie w stylu "jestem słodki a tym uśmiechem zniewalam"
- Przyjechałam z Hiszpanii z siostrą... Obijamy się po hotelach w miastach gdzie znajdujemy pracę... - wzruszyłam ramionami - Nic ciekawego
- Owszem jest:D Mieszkacie same mimo, że nie jesteście pełnoletnie. Nie rozumiem
- Nie mamy rodziców... Nie ma się kto nami opiekować...  - czuję, że już mu za dużo mówię, ale jakoś nie mam siły przestać. No ale muszę mu jeszcze jedną rzecz powiedzieć... - Jest jedna rzecz którą musisz wiedzieć. Jeśli w niespodziewanym momencie ucieknę, a ty zaczniesz się dziwnie czuć, nie zdziw się i nie biegnij za mną, ok? - wyszczerzyłam do niego ząbki
Hej, a jak ja niby miałam to inaczej powiedzieć?
- Nie rozumiem...
- Nie masz tego zrozumieć, tylko masz obiecać, że nie będziesz mnie gonił, bo powstaną sytuacje typu wasz koncert, albo po koncercie, albo zanim do ciebie przyszłam - powiedziałam śmiertelnym tonem - Ok?
- Ok, ok, mam rozumieć, że masz dwie osobowości, a jedna z nich jest zła i zboczona?:D - zaczął chichotać.
Spojrzałam na niego jak na idiotę.
Kurwa, żebym nie musiała niczego udawać przed nim... Żebym mogła mu przyznać rację...
Ale nie mogę, bo będzie tak jak z Marco. Zaprzepaszczę wszystko co zbuduję...
O ile warto cokolwiek budować...
- Jako kto pracujesz? - spytał, wytrącając mnie z rozmyślań
- Jako kelnerka... Teraz:D Wiesz, biegam od stolika do stolika, znoszę to, że faceci łapią mnie za tyłek, a na zapleczu biję się z innymi kelnerkami o napiwek. Wyrywam włosy i sypią się zęby - obydwoje wybuchnęliśmy śmiechem
- Ale masz wszystkie zęby:D - otworzył mi drzwi i wpuścił do hotelu
- Bo to ja wybijam, a nie ktoś mi:D Ja i Lena tam rządzimy:D A reszta się nas słucha:D Nawet szef jest na naszych usługach:D - no co? To prawda:D To dlatego przez kilka dni miałyśmy wolne a mimo to dalej nam płacił:D Powiedzmy, że jest... w transie:D
- Mów dalej, to ciekawe:D - skierował się gdzieś tam, ale nie zwracałam uwagi gdzie, bo zaczęłam paplać dalej. Niech tylko ktoś mi na to pozwoli, a już nie skończę
- Ostatnio mieliśmy takiego faceta, który był ostro nadziany i chciał wynająć całą restaurację, by każda kelnerka była na jego usługi. Ze mnie i z Leny zrobił szefowe i kazał nam się przebrać w coś krótszego. Ja się na niego patrzę, mówię "nie ma mowy, nie będę się dla niego rozbierać". On do mnie, że potrójnie zapłaci, ja mu "wypchaj się, panienki na kase to znajdzie w burdelu" I teraz nie pytaj dlaczego dalej tam pracujemy:D Okazało się, że to jakiś przedstawiciel agencji towarzyskiej , czyli trafiłam:D Chciał nas do siebie zabrać, ale ja mówię sobie hej, ja się nie znam na takich rzeczach, jedyny raz uprawiałam seks i wcale nie mam po tym miłych wspomnień, a Lena to już w ogóle tego nie robiła, więc na co my w burdelu?:D Na wiatowanie tym, które po raz kolejny przeżyły bliskie spotkanie z bogatym sumo? No to ja dziękuję:D - Bill co chwilę wybuchał śmiechem, ale ja to wiem, niemieckie poczucie humoru to żal:D Ich wszystko śmieszy:D albo przynajmniej tak mi się wydaje:D - A gdzie my jesteśmy? - dopiero teraz zauważyłam, że jesteśmy gdzieś gdzie nikogo nie ma
- To tak jakby hotelowy teatr, widzisz? - zakreślił ręką łuk, pokazując wszystkie fotele i na końcu scenę.
- Ło, mieszkam tu już od 2 miesięcy, a nawet nie wiedziałam, że to istnieje:D - glebłam się na środek foteli. Czyt, że jest dużo rzędów tych foteli a ja się glebłam na środkowy rząd, środkowy fotel:D Jasne?:D
Bill usiadł obok mnie
- Tu masz spokój i możemy spokojnie rozmawiać i nikogo nie będzie, bo reporterów tu nie wpuszczają:D
- Weźmy sobie jeszcze popcorn i zróbmy piżamowe party na scenie:D - zaczęłam się rechotać:D Odpierdala mi jak petardzie w Sylwestra :D:D:D:D:D:D:D:D:D:D:D:D:D:D:D:D:D:D:D:D
Bill spojrzał na mnie inaczej.
- Brałaś coś?:D
- Z rana, zanim wyszłam, ćpałam pijąc herbatę malinową nosem:D - o nie! Zaraz spadnę na podłogę chociaż tam nie ma miejsca:D!!
Parsknął śmiechem
- Jakim cudem cię tu zapisali, skoro nie jesteś pełnoletnia?
- Ciiii, oni myślą, że ja mam już 18 lat, jako, że się w styczniu urodziłam:D Tak im trochę pokręciłam:D Krzywy dowód i wszędzie się wcisnę:D A Lena ze mną jako siostra:D
- To nie masz żadnej rodziny w Hiszpanii? I czemu akurat Polska?
- Nie wiem, wirowałyśmy palcem po mapie i jakoś wypadło:D
- A rodzina?
- Oj, musisz o wszystko pytać? To nieestetyczne:D
Wzruszył ramionami
- Mam rodzinę, ale to też tajemnica:D - o shit! MARINA!! - No i właśnie nadchodzi ten moment kiedy ja uciekam, a ty zostajesz - gwałtownie wstałam i wskoczyłam na fotel. - Nie ma chwili do stracenia, cześć Bill, jak się spotkamy, to się spotkamy, pa! - i skacząc po fotelach wyskoczyłam z pomieszczenia, akurat gdy wyskoczyła ze mnie Marina
- O w mordę! Jaka sprytna! - zaczęła się nabijać - Nie lepiej powiedzieć prawdę?
- Nie przyznam się do kogoś takiego jak ty, gdybyś nie wiedziała - mruknęłam
- A skąd wiesz, że za tobą nie idzie? -jej radosny śmiech rozległ się po całym korytarzu
- Bo mi obiecał. A jak usłyszy to uzna mnie za wariatkę i tak czy siak nic nie zyskasz więc zamknij się.
- Ale on idzie za nami.
Zatrzymałam i odwróciłam się.
Bill stał zdziwiony dokładnie naprzeciw mnie 6 metrów dalej.

nota 6


>Marie<

To. Nie. Jest. Śmieszne.
Cała trójka patrzyła na mnie wyczekująco.
Nie zrobiłam się czerwona, to chyba cud.
Ale co za wybór ja mam?…
- ok – odparłam niezrażenie i wstałam.
Bill także wstał, nie spuszczając ze mnie wzroku.
Czuję się tak, jakby czekał na mnie sąd ostateczny. Świetnie. Cudownie.
Wyszłam z „kawiarni”, a Bill poszedł za mną.
Stanęłam.
- O co chodzi?
kurwa, no co jest? Czemu w jego obecności robi mi się słabo?!
- Dobrze wiesz o co. Musimy wyjaśnić sobie kilka spraw. – powiedział twardo, stając do mnie twarzą.
- ah… – udałam, że nagle mnie oświeciło – No to mów.
- To ty mi wytłumacz swoje zachowanie, bo ja pewnych rzeczy nie rozumiem. Najpierw to na koncercie, potem mnie zlewasz, potem jesteś miła, potem… potem… przyszłaś do mojego pokoju, a teraz udajesz, jakby nigdy nic się nie stało! – wybuchnął
UUUuuUUUuu…
Ludzie idący na śniadanie spojrzeli na nas. Posłałam im uspokajający uśmiech. Może nie będą patrzeć dalej?
- Słuchasz mnie w ogóle? – spytał takim tonem, jakby resztkami sił powstrzymywał się od zabicia mnie.
- Oczywiście, że tak, nie da się nie słyszeć tego co mówisz – uśmiechnęłam się
Zacisnął dłoń i rozluźnił ją
- To możesz mi to do cholery wytłumaczyć?
- Nie.
Spojrzał na mnie, jak sądzę, zupełnie nie spodziewając się tej odpowiedzi.
A co ja mam powiedzieć? Że mam klona, który robi z tobą takie rzeczy? Wiesz Bill, ja mam moc, potrafię dużo rzeczy i z mojego ciała wychodzi czasami taka dziewczyna, która psuje mi życie.
Taaaa… -.-
Chyba powstrzymywał się od zadanie dziecinnego pytania „dlaczego” z wyrzutem.
- Cóż… W takim razie nie mam ci już nic do powiedzenia. – i poszedł przed siebie, zostawiając mnie samą.
- Bill! Czekaj! – podbiegłam do niego, ale on wcale nie zwracał na mnie uwagi. Przepychałam się przez ludzi, aż wybiegłam za nim na dwór. – nie rozumiesz, ja pewnych rzeczy nie mogę nikomu powiedzieć!
Stanął i wybuchnął ironicznym śmiechem.
- Nie możesz powiedzieć dlaczego najpierw chcesz mnie zaciągnąć do łóżka, a potem robisz mi dobrze? Nie no… Spoko… Ok, nic więcej nie chcę wiedzieć, naprawdę. – i ruszył dalej
Miałam czerwone policzki. Ewidentnie mnie upokorzył!
- Słuchaj! Skoro tak, to mogłam cię po prostu olać! Pewnie właśnie byłam pierwszą dziewczyną, która ci to robiła, a ty masz do mnie pretensje?! Super! Każdy inny by się cieszył, bo łatwa nie jestem do cholery! – odwrócił się do mnie, jakby na coś jeszcze czekał. No to mu powiem! – Jesteś kurwa jakiś pojebany! Następnym razem w ogóle do mnie nie zarywaj, niedopieszczony prawiczku. – odwróciłam się na pięcie i ruszyłam szybkim tempem do hotelu.
Łzy napływały mi do oczu, nawet nie wiem dlaczego.
I o co właściwie ta kłótnia?…
Prawie niezauważenie wyciągnęłam rękę do góry i z nieba zaczęły spadać pierwsze krople deszczu.
Tuż przy wejściu, ulewa zmieszała się z moimi łzami, które ciurkiem płynęły z oczu.
W drodze do pokoju spotkałam Lenę.
- Wyglądasz jak kupka nieszczęścia – rzuciła ciepło do mnie – Co się stało?
- Jakbyś kurwa nie wiedziała! Przecież ty zawsze podsłuchujesz! I mam ci uwierzyć, że tym razem tak nie było?! – trzasnęłam drzwiami, chociaż wiedziałam, że ona przecież i tak wejdzie za chwilę do pokoju.
Usiadłam na łóżku, zrzucając z siebie przemoczone ubrania
A jednak myliłam się.
Nie weszła.
Gówno mnie to gdzie polazła.
Glebłam się w samej bieliźnie pod kołdrę.
Dlaczego w ogóle się z nim pokłóciłam? I dlaczego mnie to boli?
A jeśli nie będzie chciał ze mną rozmawiać? I pojedzie z powrotem do Niemiec?…
Trudno. Nie tylko on żyje na tym świecie.
Z tą myślą zapadłam w głęboki sen.

Obudziłam się o… looknęłam na zegarek… o 19.30
Dziwne… To godzina moich urodzin…
Nagle poczułam przemożną chęć przeczytania pamiętnika mojej i Leny mamy.
Wiem, że w Hiszpanii jest jeszcze jeden pamiętnik. Ale ona opisywała tam zupełnie inne rzeczy.
Tam pisała coś o magicznych rzeczach, tu o swoim prawie normalnym życiu.
Wyciągnęłam z torby gruby zeszyt oprawiony w prawie doszczętnie zniszczoną okładkę ze skóry.
W środku kartki były także gdzieniegdzie zniszczone.
Pamiętam jak pierwszy raz go zobaczyłam na stoliku w sypialni rodziców. Chciałam go wziąć i poczytać, ale do pokoju weszła mama i zabrała mi go.
- Nie otwieraj go, dopóki nie ujawnią się twoje magiczne moce – powiedziała wtedy – Bo jeśli zrobisz inaczej, zniszczysz go. Ten pamiętnik mogą czytać osoby, które mają moc… – pogłaskała mnie po głowie.
Cóż… Moja ciekawość była na tyle potężna, że otworzyłam go zanim skończyłam 12 lat.
Nie wiem dlaczego nie zniszczył się cały.
Pamiętam, że zapłonął mi w rękach.
Do pokoju wbiegła moja mama i zaczęła na mnie krzyczeć.
Zaczęłam płakać i nagle płomienie ustały.
Potem mama uśmiechnęła się.
- Będziesz silna, dużo silniejsza niż inne, które mają moce. – powiedziała i przytuliła mnie. – A to co jest zawartością tego pamiętnika, zrozumiesz w swoim czasie.
I nie wiem, kiedy ten czas nastąpi, bo to co pisała tam moja matka, zawsze było dla mnie niewiadomą.
Powiedziała, że jeśli będę miała jakieś problemy, muszę otworzyć pamiętnik na jakiejkolwiek stronie a znajdę odpowiedź.
Nie otwierałam pamiętnika od 3 lat, od kiedy umarła mama.
Dotknęłam okładki. Jest ciepła od kiedy wybuchnęła ogniem.
Za radą mamy otworzyłam pamiętnik gdziekolwiek.
Wypadły mi strony 1930-1945
Nigdy nie zwracałam uwagi na szczegóły tych stron.
Nie były ponumerowane od początku do końca, tylko różnie. Raz 1237 a kolejna kartka odznaczała się nr 1910.
Zaczęłam czytać.

To był ten dzień, kiedy po raz pierwszy magia połączyła się z tym, co czuję w moim sercu.
Obudziłam się o 19.30, godzinie, o której się urodziłam. Już po przebudzeniu wiedziałam, że coś się stanie.
Spałam 7 dni.
Nie wiem co się działo. Mojej siostry nigdzie nie było.
Ktoś zapukał do drzwi mojego pokoju.
Szybko się ubrałam i otworzyłam drzwi.
Stał tam on.
Roberto wyciągnął do mnie rękę z bukietem kwiatów.
- Chciałem cię przeprosić. Nie wiem co we mnie wstąpiło. Może miałaś swoje… Zapomnijmy o tym Felicio, proszę cię… Wiem, że znamy się zaledwie kilka dni, ale… To może być to, nie zaprzepaśćmy tego… Wybaczysz mi?
Roześmiałam się.
I wtedy wiedziałam, że go kocham.
Powiedziałam, żeby wszedł do środka.
Moje serce biło z zawrotną prędkością, jak zawsze, gdy byłam blisko niego.
Wtedy on spojrzał na mnie, a

Tu kartka się urywa. Świetnie.
I co w tym ma być? Moi rodzice się poznali i?
Też…
A! Obok tego, na kolejnej stronie było wklejone zdjęcie mojego ojca. A pod nim rysunek jakiejś broszki.
Dziwne… Nie widziałam tego u mojej mamy…
Miała piękny wzór, jakby róża, przepleciona z innymi kwiatami, a po środku ogniste serce.
Westchnęłam i chowając pamiętnik do torby, stwierdziłam, że muszę się umyć
Ale najpierw znów położyłam się spać.
Wstałam w końcu. Ciekawe ile mnie nie było na tym świecie hehehe
A swoją drogą… O co w tym chodzi?…
Obudziłam się wtedy kiedy mama.
(Wszystkie trzy urodziłyśmy się o tej samej godzinie)
A wtedy wszedł mój tata…
Chyba nie przyjdzie tu Bill?!
EEeeee… WRÓĆ!!!
Czy ta odpowiedź…
Przypomniało mi się, że chciałam się umyć.
Weszłam do łazienki i spojrzałam w lustro. Wyglądam tak jakbym niedawno co poszła spać… E… Gubię się…
Umyłam się (jednak) w ekspresowym tempie.
Lena, możesz przyjść? Wiem, że mnie słuchasz, ciołku
Wynika z tego wszystkiego, że… Zakochałam się w Billu, mimo, że go nie znam, a on nie chce mnie znać.
Cóż… Gorzej być nie może.
Do pokoju ktoś wszedł.
Wyczochrałam włosy i szybko przeczesałam je szczotką
- No nareszcie! Chciałam… – urwałam, gdy wychodząc z łazienki zobaczyłam stojącego Billa na środku pokoju – Co ty tu robisz? – spytałam najostrzej jak potrafiłam. Eh… To pewnie nawet by nie przecięło galaretki…
- Bo ja… Lena powiedziała… – zaczął wyłamywać sobie palce, w ogóle na mnie nie patrząc. Takiego go jeszcze nie widziałam. – Lena powiedziała, że ty… – podniósł głowę i spojrzał na mnie błyszczącymi oczyma. Wiedziałam, że jego nieśmiałość prysła niczym bańka mydlana – Powiedziała, że się ucieszysz, że przyjdę, więc przyszedłem – ruszył do mnie i niespodziewanie biorąc moją twarz w obydwie dłonie, pocałował mnie.
Dreszcze przebiegły przez całe moje ciało i z wielką ochotą oddałam się tej magicznej chwili.
Potem mnie mocno przytulił.
- Nie wiem już sam o co właściwie poszło. Im dłużej się nad tym zastanawiałem, tym bardziej zdawałem sobie sprawę, że jestem głupi. Nie wiem też co się dzieje, ale jedyna rzecz, która mi ciągle wpada do głowy, jest to, że chcę cię bliżej poznać. Daj mi jeszcze jedną szansę.
To brzmi dziwnie. Mam wrażenie, że minęło kilka miesięcy, a nie kilka godzin.
Nic z tego nie rozumiem.
To samo mu powiedziałam.
Westchnął.
- Spotkałem Lenę, spytała mnie, co się stało, to jej powiedziałem, że się pokłóciliśmy. Ona jakoś się tak dziwnie uśmiechnęła i powiedziała, że powinienem się z tobą spotkać, że się ucieszysz  Cieszysz się?
- Nie wiem, Chyba się nie wybudziłam  Nie dawaj sobie zbyt wielkiej nadziei. Wszystkiego ci nie powiem przecież
Przez jego twarz przemknął cień żalu, ale nie dał po sobie tego znać.
- Chodź ze mną – odsunął się ode mnie i podał mi dłoń
- Gdzie?
- Nie wiem  Tam gdzie nas poniesie

nota 5


>Marie<

- Co zamierzasz… – zaczął, ale nie dokończył.
Marina odskoczyła od niego z uśmiechem satysfakcji.
I tu się mylisz, a może nie…
Wskoczyła we mnie, aż lekko mnie odrzuciło, ale przynajmniej już miałam lepszą swobodę ruchów.
Bill patrzył na mnie jakby wyczekująco…
- Nie wiesz dlaczego tak się zachowujesz? – spytałam słodziej niż poprzednie zdania
- Co masz zamiar…
- A może to przeze mnie? – podeszłam do niego na niebezpieczną odległość (czyt. nasze usta prawie się stykały) – Chciałbyś mnie dostać, co? Chciałbyś zrobić ze mną co tylko ci się spodoba, co? Chciałbyś mnie wykorzystać, żeby się zaspokoić?
Patrzył na mnie najpierw nie wierząc własnym uszom, a potem jego wyraz twarzy zmienił się na bardziej zdecydowany.
- Czemu zostałaś? Masz zamiar mnie kusić? Czy może mi się tak po prostu oddać?
- A co byś chciał?
Przyjrzał mi się z cwanym uśmieszkiem.
- Osobiście wolę, żebyś mi się tak po prostu oddała
- Hm… Zobaczę co da się zrobić – pchnęłam go na łóżko, usiadłam na nim i roześmiałam się – Aż chciałoby się cię wykorzystać…
- To zrób to!
Zachichotałam i pochyliłam się nad nim.
- Jeeeesteś tego pewny?
- Jasne, że jestem!
Moja zdolna rączka powędrowała do jego bokserek.
Wiem, że teraz Lena wszystko podsłuchuje, ale mówi się trudno!
Bill jęknął! Ha!  Ja to jestem jednak zdolna  
Ho ho ho ho
Doprowadzę go do orgazmu i z czystym sumieniem pójdę spać
No. A nie Marina
Zapragnęłam go pocałować. Nie wiem dlaczego. Ale zrobiłam to.
Dziwne…
Z Marco było inaczej… Nawet jeśli chodzi o jakieś tam pocałunki…
Miał delikatne i zmysłowe usta, które potrafiły doprowadzić do wariactwa. Nawet z mojej strony!
Ścisnęłam mocniej rękę na jego „conieco”
Jęknął, co bardzo mi się spodobało.
Jego kolczyk obił się o moje zęby. Fajne uczucie…
Dłonie chwilowo spoczęły na moich biodrach, po czym zaczęły się kierować ku górze.
Lekko zadrżałam, ale wiedziałam, że nie mogę z nim tego zrobić. Nie mogłabym mu czegoś takiego zrobić…
Zaczęłam się o niego ocierać, w sposób iście seksowny
Znów jęknął, a zawartość jego bokserek coraz bardziej dawała o sobie znać.
Uśmiechnęłam się zmysłowo i ostatni raz go całując w usta, przesunęłam się niżej i wyciągnęłam jego członka na światło dzienne  
Taaaa… Tylko czeka, aż mnie zerżnie. Ale co to, to nie
Chwyciłam go obydwiema rękoma i zaczęłam przesuwać nimi w górę i w dół. W górę i w dół.
Bill jęczał z niewyobrażalnej rozkoszy (tak myślę  ), a ja ledwo nad sobą panowałam.
Gdy zbliżał się do końca, niewiele myśląc, lekko go polizałam.
Zawsze chciałam to zrobić      
Nie… Nie mam zamiaru tego połknąć. NIE NIE NIE!
Nie jestem na to psychicznie gotowa
Ręce Billa ścisnęły kurczowo pościel, a ja niemal robiłam mu loda.
Hah
W ostatnim momencie się odsunęłam, a on wytrysnął na łóżko.
Spojrzał na mnie, próbując odzyskać… a raczej unormować oddech.
- Było miło, muszę iść – to powiedziawszy z czystym sumieniem, wyszłam z jego pokoju, wędrując do swojego, by nasłuchać się gadania siostry.

<LENA>

Marie!!! ty zboczuchu!!!!
o ja!!!
Ja się nie przyznaje, że jesteś moją siostrą!!!
TY…
TY….
AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!
Robiłaś prawie Billowi LODA!!!
No jacie!!!
O żesz kurwa jego mać:D
No ja cię nie znam:D
O! Marie właśnie weszła do naszego pokoju!!!
- Ty zboczuchu!
- Ja??:D –
- A kto!?:D – i’m so crazy:D – ja cię nie znam! Wiesz, że ja nie mogę uprawiać sexu i chciałaś mi zrobić smaczek!:D
Marie się opluła:D
Haszysz (#)
:F
- nikt ci nie broni sexu:P
- Ty dupo!
- Ja?! – oburzyła się
Marie zaczęła chrumkać i upadła na podłogę tarzając się po naszym kolorowym dywanie:D
- To nie jest śmieszne ty dupo! Wiesz co się stanie jak się prześpisz z Billem! – to nie jest śmieszne!
- Będzie mu dobrze:D  :D:D:D::D:D::DD::DD::D:D:D:D:D
- Zwiesiłam sie! Do kurwy ! – Alleluja!
No to jeszcze chwilę pogadałyśmy i poszłyśmy sobie lulu:D

>Marie<

Shiiiiiiiiiiiiiiiiiittttttttttttt!!!!!!!!!!!!!!!
Ale jak mu wczoraj prawie loda robiłam, to mogłam chociaż pomyśleć o tym jakie będą tego konsekwencje!
Ej, no bo kurwa! Co ja mu powiem, jak go spotkam?!
- hehe
Odwróciłam się gwałtownie w stronę Leny, która z uśmieszkiem i zamkniętymi oczami leżała na wyrku.
- ALE ŚMIESZNE!!
- Trzeba było myśleć wcześniej, nie wściekaj się na mnie  – otworzyła aczki i looknęła na mnie – Masz dwa wyjścia. Albo stwierdzisz przed sama sobą, że cię do niego ciągnie z wzajemnością i coś z tego będzie, albo nie będziesz się do niego odzywać. No chyba, że trzecie wyjście, to to, że będziesz gadać jak gdyby nigdy nic  Trzeba wstać na śniadanie
- Już idą?
- No:D Właśnie wychodzą z pokojów
- Nieeeee… Ja dzisiaj nigdzie nie idę!
Lena zachichotała. Dobrze wiedziałam, że nie chodzi jej o to, co powiedziałam
- Co kto mówi?
- Bill do Toma: Wczoraj zapomniałem ci powiedzieć, że spotkałem się z tą Marie – superrr… – Tom do Billa: Tak? I jak było?, Bill: Złapały nas fanki, więc uciekliśmy do jakiegoś opuszczonego domu i czekaliśmy gdy pójdą, aż nagle się super rozpadało, potem coś się jej stało w ręce, bo krwawiły, ale nagle to znikło… Nie rozumiem o co chodzi… Ona jest taka… inna…
Upsss…. Lena spojrzała na mnie groźnie, ale nic nie powiedziała
- Bill mówi dalej: Ale to nie koniec. Wieczorem… Teraz się zaciął, bo nie wie jak dokładnie powiedzieć jak się czuł. To wtedy gdy Marina u niego była  O:D Przemówił  Powiedział: Potem do mnie przyszła i… Tom wpada mu w słowo i mówi, że uprawialiście seks. Bill zaprzecza, mówi, że przyszła i… znowu się zaciął. Tom znów wpada mu w słowo i mówi, że zrobiłaś mu dobrze. Sądzę, że Bill zburaczył się teraz tak samo jak ty, bąknął coś, żeby nie zrozumiał cię źle, że wcale nie jesteś łatwa itd. Lol.. a ciekawe skąd on to wie – posłałam jej mordercze spojrzenie – czy ja mówię, że jesteś łatwa?  Mówię, że on już cię kocha  Co ty robisz z tymi facetami?
- O przestań  Już zaraz, że kocha
- Tom mówi, że jeśli nie będziesz się do niego odzywać, to znaczy, że nie jesteś łatwa  To już wiesz co masz robić
Ale super, nie ma co…
- Gdzie są?
- Już usiedli przy stoliku. Idziemy?
- Muszę się najpierw ubrać… – powiedziałam zrezygnowana
Raz dwa trzy i już mam ciuchy na sobie
Marina jakaś grzeczna… Ale to dobrze, nie będzie mi może przeszkadzać dzisiaj. Mam już jej po dziurki w nosie.
Zeszłyśmy na dół i zatrzymałam się tuż przed wejściem do… E… restauracji, czy jak to tam
- Ja tam nie idę. – powiedziałam stanowczo
Lena roześmiała się
- Przede mną nie musisz udawać
- Ale ja naprawdę się wstydzę! Jeśli on mnie odebrał jako jakąś… kurwę?!
- Nie odebrał. Uwierz mi. Wiem co on myśli, ale zostawię to dla siebie. On sam się boi twojej reakcji na to wszystko.
- Mam tam iść?…
- Przecież nie siądziemy przy ich stoliku, nie?
Pieprzyć to! Raz kozie śmierć!
Weszłam do środka i zajęłyśmy pierwszy lepszy stolik, jak się okazało, siedzieliśmy na miejscach Toma i Billa z wczoraj, a oni siedzą na naszych miejscach
Na przeciw mnie był Bill i to już nie było śmieszne…
- Co podać? – spytał kelner, który właśnie do nas podszedł
- Herbatę poproszę, nie jestem głodna – odparłam
- Zauważył cię – powiedziała po hiszpańsku Lena.
Lekko drgnęłam, ale mimo usilnych chęci, nie spojrzałam na niego.
Lena zamówiła swoje śniadanie (znowu rogalik) i chrząknęła.
- Bill powiedział Tomowi, że jesteśmy tutaj.
Znów nie spojrzałam na niego. Jestem dobra.
- Tom proponuje, żeby się przyłączyli do nas.
Wyplułam herbatę, której właśnie się napiłam i zaczęłam głośno kaszleć.
- Co?! Nie mogą! – krzyknęłam
- Usłyszą! Zamknij się!  – jej oczy niebezpiecznie błyszczały… O nie… tylko nie jej zwariowane pomysły… – Bill się zastanowił i powiedział, żeby do nas podeszli, w końcu co takiego się może stać. To jego słowa, nie moje
- Kurwa! Tylko nie to! – zniżyłam głos do szeptu – Może wyjdziemy? Proszę…
- Nie. Masz z nim porozmawiać. Nie możesz uciekać, jeśli cię do niego ciągnie.
SHIT!
Poczułam jak palą mnie policzki, nie mogłam powstrzymać rumieńca, który niczym wąż z zakazanego drzewa wypełzł na moją twarz (kurwa, co za porównanie?!)
- I nie kłam, że myślisz inaczej. Wiem co myślisz i musisz z nim pogadać, dla dobra ogółu. Marina może cię tylko wpędzić w gorsze tarapaty.
Boże… Czemu ona jest taka poważna? Co jej jest?
- Będę bawić się w swatkę  :D:D::D:D:D:D::D:D:D:D:D
KURWA!!!!!!!! WIĘC TO JEJ PLAN!!!!!!!!!!
- Nie zrobisz tego. bo ja wyswatam cię z tym Tomem!
- Ok  Zakład? :F
- Zakład – wystawiłam rękę, ucisnęłam jej dłoń, a czyjaś kolejna, która nagle się pojawiła, je przecięła.
- Nie wiem, co to za zakład, ale sądząc po waszych minach, musi brzmieć fajnie  – Tom uśmiechnął się. Za nim stał… BIILLLLLLLLLL!!!!! NIEEEEEE!!!!!!!!!!
Swatka?
- Swatka – powiedziała po polsku Lena i uśmiechnęła się do chłopaków. – Przysiądźcie się i opowiedzcie nam coś o sobie :F Założyłyśmy się o to, że wasze byłe was rzuciły, a nie odwrotnie  Znaczy ja mówiłam, że one was, a Marie, że wy ich  Więc kto wygrał?
- A jaka jest nagroda?  – spytał Dredowłosy
- Jeśli ja wygram, Marie powie mi co robiła z Billem, kiedy ja prawie spałam, a jeśli ona, to…
ŻE CO?!?!?!?!?!?!?! Spojrzałam szybko na Billa, ale on nie zaszczycił mnie swoim spojrzeniem, więc odwróciłam się do Leny.
- Lena zrobi to co ja jej każę  A mam bardzo ciekawy plan  Więc?  – spojrzałam porozumiewawczo na Toma. Może i ja nie umiem czytać w cudzych myślach, ale jestem spostrzegawcza i widzę, że Tom zwyczajnie leci na moją siostrę
Starszy Kaulitz usiadł obok mnie, więc Bill niejako zmuszony, usiadł na przeciw mnie.
Super…
Nie spojrzeliśmy równocześnie na siebie ani razu. Cóż… Może wcale mu się nie podobało?…
- A jeśli obie odpowiedzi są poprawne?
- E… Cóż… To chyba obydwie wygrają… – odparłam cicho
- Ja rzuciłem swoją ostatnią laskę, a Bill został niestety porzucony na pastwę losu przez nikczemną dziewczynę, której imienia nie pamiętam  Bill, pamiętasz kto to był?
Bill pokręcił głową. Tym razem spojrzał na mnie.
Zaczęło mi się niebezpiecznie robić gorąco. Niedobrze.
- Możemy pogadać na osobności? – spytał po chwili
- Do kogo to było? – spytałam głupkowato
Posłał mi spojrzenie, w którym nie było już ani śladu wstydu.
- Do ciebie oczywiście – to spojrzenie mnie przeszywało na wylot! Lena, nie słuchaj, chcę pójść z nim do łóżka!
Siostra zachłysnęła się powietrzem i lekko odkaszlnęła.
Kurwa, mówiłam!
- Więc możemy?

nota 4


>Marie<
- E… Co robimy? – spytałam, gdy ONE były coraz bliżej i najwyraźniej miały mnie staranować wszerz i wzdłuż…
Przecież nie będę ich odpychać, jeszcze ktoś zauważy, że mam powera!
Bill chwycił mnie za rękę!
- W tył zwrot! – rzucił i zaczęliśmy biec w nieznanym mi kierunku
- Ale… Ale Bill! Ja nie znam tej części miasta!
- Wszystko jedno, trzeba wiać! – roześmiał się
Obejrzałam się za siebie. Fanki nie były wcale daleko!!
AAAAAAAAAAAaaaaAAAAaaaaAA!!!!!
KEIN ZURUCK!!!
Trza brać nogi za pasa!
- Jakiś stary budynek! – looknął na mnie rozbawiony do granic możliwości – Jak wejdą za nami, to wypróbuję chwyt z mojego teledysku i skoczymy z dachu żeby przed nimi zwiać  :D:D
Mimo wszystko wybuchnęłam śmiechem i zniknęliśmy z oczu buszdziewczętom (czyt. laski z buszu).
Wbiegliśmy po schodach na górę. Szok  Fajnie tu
Spojrzałam przez okno.
- To nie jest śmieszne, one tam stoją
Stanął obok mnie.
- Faktycznie… Coś mi się wydaje, że nici z cywilizowanej randki hahahah
Spojrzałam na niego. TO   W C A L E   N I E  J E S T  R A N D K A A A A A A A A A A A A ! ! ! ! ! ! !
- One nie pójdą?…
Przystawiłam dłonie do szyby.
Co by tu zrobić…
Nigdy nie próbowałam zmienić pogody…    
Ciekawe czy mi się uda…
W sumie… jest ładna pogoda….
Eh… ok… spróbujmy
Kurwa… a jak pójdzie szyba?
A trudno
- Nie wiem, chyba nie – znów wzruszył ramionami, gdy ja całkiem skutecznie próbowałam wywołać deszcz.
Nagle niebo przeszył piorun i strzeliła szyba.
Odrzuciło mnie do tyłu.
Uhh… kurwa… moje biedne ręce!!
- Nic ci nie jest? – Bill podbiegł do mnie
- Nie wiem, chyba nie…
KURWA! Zamiast deszczu mam burzę!
Chciałam tylko deszcz, nie ulewę!
Wiedziałam, że coś nie wypali!
Super…
- Dłonie ci krwawią!
- Co? – rzuciłam okiem na rany.
Łaaaaaa… krew się leje jakby normalnie żyłę szlag trafił      – Eh… zaraz przejdzie, nie martw się
- Co ty gadasz! Przecież…
- Oj, zamknij się, panikujesz gorzej niż dziewica przed zerżnięciem.
Spojrzał na mnie z deka zdezorientowany chyba.
- Jesteś naprawdę niesamowita
- Wiem  Naprawdę jestem
Pokręcił głową i pomógł mi wstać.
- Nie mam niczego, czym mógłbym ci to obandażować, więc może…
Nie słuchałam go dalej, tylko wystawiłam ręce za okno. Deszcz spłukał krew, a ja miałam już czyściutkie dłonie      czasami te zdolności się przydają
- Jakim cudem ja nie mam żadnych ran? – spytałam głupkowato
W końcu on nie może wiedzieć, że naprawdę jestem inna
- Jak to nie masz? – chwycił mnie za nadgarstki – Nie… To niemożliwe…
- W końcu sam powiedziałeś, że jestem niesamowita – uśmiechnęłam się słodko
- Ale.. Ale… – westchnął zrezygnowany – Skoro nic ci nie jest… To co teraz?
- Ty mnie się pytasz? To nie ja cię prosiłam, żebyś się ze mną spotkał. A tak poza tym, to fanki uciekły przed… -  mój wywód przerwał potężny huk w oddali. No nie mówcie, że coś się przeze mnie zjara albo coś, bo padnę  – No właśnie, przez burzę.
Kurwa… Powiedziałabym mu wszystko i mogłabym wtedy naprawić pogodę, ale kurwa nie mogę!
- Zadzwonię po kogoś i nas stąd zabierze – wyciągnął telefon
- Jak cię piorun pierdolnie, to nie będzie moja wina, wiesz?
Zmarszczył czoło, jakby mu gówno po twarzy spływało.
- Ej no… to co teraz?
Ale z niego ciota… ŻALLLLL!!!!!!!!
- Wychodzi na to, że sobie tu posiedzimy – przeze mnie.
eH…
Chyba go coś oświeciło, bo nagle się ucieszył
- Będzie czas, żebyś mi opowiedziała coś o sobie

<Lena>

AAA!!!
aa!!!
aaaaaaaaaaaaaaa!!!
Nie…
To nie jest orgazm:D
gfbnrslgjnblioptegn fvp[-c0ibh nsd.;bk ljncpx;fkhndlthn
Jestem niewinna!
ha:D
no więc… Tom i ja (jak to pojebanie brzmi:D) idziemy do discoclubu!!! To nie jest żart!!!
ON KUPIŁ WEJŚCIÓWKI na DISCOCLUB!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Żal!!!
No, ale żeby nie zrobić mu przykrości to z nim idę;D
ifjckn vdsv kxvbnv vsdjlv bkn,mbfhn,cmczliovn,dsmjcbkvlbm,
No ok… Już jesteśmy w środku:D
OooOOOOOoOOOO…
Oni tu puszczają Mandarynę!!!!!
AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAaa!!
- Uciekajmy stąd:D – szepnęłam do niego
Niech tylko nie zrozumie tego tak jak nie powinien:D  
Nie nie nie:D Ja nie taka dupodajka:D
dkljbh dkjfghbvoidgunlkgb pohcp;bndlnb;dgnb;m;’dndg
- Nie podoba ci się tu?
- No wiesz… To tak jakby puszczali w Niemczech Nene i jej najstarsze piosenki… Po prostu, tyle razy tego słuchałeś, że już dłużej nie możesz:D
- AAaaAAaA:D Ok – no to wyszliśmy z tego clubu:D yeahhh:D
- Dokąd teraz?:D – ponowił temat wieczoru
- Głodna jestem:D
- Fast foody?:D
- genialne:D – i podreptaliśmy do najbliższej… e…. budki z fast foodami:D yeah:D
yeah yeah yeah:D
- 2 hamburgery, 2 porcje frytek, 2 cole i kurczak:D – powiedziałam szybko zanim Tom się wciął:D
- Tyle zjemy?!
- No co?:D To dopiero przystawki:D Co na deser?:D Lody?:D
hihiihihiihihihihi:D
Trzeba go skutecznie odstraszyć:D No bo przecież ja mu dupy nie dam:D
Westchnął i… się roześmiał!!!!
<zapowietrzenie>
- Co?:D – spytałam głupio
- Nic:Dhvoerwhfvsfvbfngn sfngbpfbpdhgrbs<-śmiech
mruknęłam krótkie „aha” po czym usiedliśmy i czekaliśmy na żarło. Przyszło szybko:D
haha:D
No to zaczęliśmy jeść:D Przy tej budce są stoliczki, nie? No i tak siedzimy:D
No, ale… To jest niesprawiedliwe, że mi się tak dobrze z nim gada… Bardzo niesprawiedliwe…
Może będzie tym jedynym któremu zezwolę na…
KURWA!!! LENA nawet o tym nie myśl!!!!
Co ja daje!!!!
Przecież zajdę w ciążę!!
Tak być nie może!!!
wdech i wydech.
- nic ci nie jest?
Spojrzałam na niego
Dlaczego on jest taki idealny?!
- Nie…
Jedliśmy ciągle gadając, a ja coraz bardziej miałam ochotę na sex….
Ale przecież nie zajdę w ciążę w wieku niecałych 17 lat!!!
nie ma mowy.
tralalala
tak jak myślałam, nie dało rady jednak tego wszystkiego zjeść:D
Zostało pół kurczaka:D
LOL:D
A przecież, jak byłam z Marie to zawsze jemy to samo i jakoś nic nie zostaje:D
błah:D
- Dokąd teraz? – spytałam szczęśliwa
No wiecie… Happy to moje drugie imię:D
- Może…
Przeczytam mu w myślach…
„Do mojego pokoju? Kurwa… Tom, przecież to za wcześnie, jeszcze sobie pomyśli nie wiadomo co… „
- Więc? – po chwili ciszy dodał:
- Może spacer po parku?
LOL:D
LOL:D
On się powstrzymuje:D
„Jakim ja jestem debilem…”
- No to idziemy:D A potem mnie odstawisz pod mój pokój:D
- ok
No i zaczęliśmy sobie okrążać cały park. Po 2 godzinach wróciliśmy do hotelu.
Zamknęłam drzwi do naszego pokoju i rzuciłam się na wyrko. Marie spała na swoim. Wszystko było git… Ale… Marina zniknęła…

>Marie<

- Obudź się! – krzyczała mi nad uchem siostra, aż skutecznie wyrwała mnie ze snu.
- Co znowu?… – jęknęłam, nie otwierając oczu
- Marina poszła… gdzieś…
- Jak to gdzieś?! – szybko usiadłam na łóżku i looknęłam na siebie. KURWA!! Znowu jestem pół kolorowa!! – Gdzie ona jest?!
- Czekaj… zaraz ją posłucham, to może wyczaję gdzie jest…
Tylko nie u Billa… Błagam…
- Marina mówi, że… – wybuchnęła śmiechem – Jest u Billa
- No i z czego rżysz?! Znowu będę miała przez nią problemy!
- Bez przesady, przecież nie przyjdzie tutaj nie?
- Pierdolę… – glebłam z powrotem na łóżko – Co ona mu znowu gada?
- Mówi do niego… On leży chyba na łóżku, bo położyła się obok niego i zaczęła go smyrać po całym ciele… Co za zboczeniec hahahah:D
Zawsze się zastanawiałam, jak ona słyszy co kto robi, ale chyba słyszy te impulsy wysyłane do mózgu, co ma człowiek robić, czy jakoś tak…
- I?
- I mówi mu, że dzisiejszy dzień był wspaniały, że chcesz się z nim spotkać jutro, że chcesz poczuć jego ciało tak blisko jak tylko się da… lol… ale wyobraźnia
- A on?
- on myśli, że ma jakieś omamy i stara się jej nie słuchać, ale to oczywiście niemożliwe
- I?
- Ona chce go doprowadzić do erekcji! – wybuchnęła takim rżeniem, że rzez moment myślałam, że ona oszalała albo wzięła tabletki antykoncepcyjne, przeterminowane oczywiście
- No i? Wychodzi jej to? XD I co mu mówi?
- Mówi mu… ok, to mówię jakbyś to ty mówiła  Więc ona mówi, że wie, że chciałby cię dostać, że chciałby się z tobą pieprzyć, że jesteś na wyciągnięcie dłoni, tak samo chętna. Że przy tobie mógłby zrealizować swoje największe seksualne pragnienia, że z przyjemnością wzięłabyś jego… no wiesz, do ust…
RZYG!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
- Bill myśli, że zaraz się spuści błshahahahduifhfibnjzowdjvbgfiojbvbkljmnoxf
hokpobjviocnogfdjvoi bnbfnxklmgfclnfg
- I co dalej? Spuścił się?
- Jeszcze nie
- No dobra, dalej… Ale.. zaraz… Ona go dotyka tam i w ogóle?
- E.. No tak  Swoją drogą to chyba jest w tym dobra, bo Bill zaczyna wzdychać      
- Nie nie nie… – Jak już, to ja mam go dotykać, nie ona!!!!
- Marie!
- No co?!
- Nic!
- Co dalej! Jestem zdesperowana! Ty! A jak ona go przerżnie?!
- To zrób coś!
- Ok  – wstałam i wyszłam na korytarz.
O nie! Marina nie powinna się do tego wtrącać.
Zapukałam do jego pokoju.
- Cześć Bill! To ja! Otwórz drzwi! – hahahaha  Wolę nie wiedzieć jak teraz wygląda, ty kurwo, wytnę ci piersi za karę!
Może się powtarzam, ale to skuteczne jest
- Marie? – spytał jakby zduszonym głosem… Jaaaaaa…. Marina! Oderwę ci łeb!
- No  Otwórz drzwi!
YES! Chyba idzie do drzwi!
- Nie… czekaj…
- Na co?
- Ten… zaraz… Poczekaj… chwilę…
Zaczęłam chichotać jak jakaś ćpunka.
- A co ty tam robisz?  Chowasz jakąś kurwę do szafy?  Pamiętaj, że niektóre mają za duże piersi i możesz je nie domknąć
- Co ty! Ja przecież nie…
- Jesteś prawiczkiem?!
- Że co?! – otworzył drzwi
Spojrzałam na jego twarz. Ah… te policzki całe czerwone…
O! Nie ma koszulki!
…
…
I spodni!
…
…
..
.
OOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOO!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

- Bill… – zaczęłam słodkim głosem, aż jeszcze bardziej się zaczerwienił – Co ty tutaj sam robiłeś? – spojrzałam wymownie na jego nieco.. ekhem… na jego bokserki.

- Ja?…
Pokiwałam głową z debilnym uśmieszkiem
- Ja?… Sam?… Nie… – pokręcił głową – Ja nic…
- Taaaakk?? I ja mam ci uwierzyć?
Wydał z siebie ni to urywany szloch, ni parsknięcie śmichem ni to jęk. Jest dobry
O! Ty kurwo jedna! Co ty jeszcze tu robisz?!
Marina podeszła powoli do Billa i położyła dłonie na jego biodrach. I coraz niżej… i coraz niżej…
Miałam wrażenie, że Bill zaraz się spuści na moich oczach. Taa… Ciekawe jakby z tego się tłumaczył
- Może zostawić cię samego?…
- O Boże… Nie… Znaczy… Boże… – oparł się o framugę drzwi – Nie wiem co się dzieje, jednak może idź…
- A może zostanę? – nie czekając na jego odpowiedź, wepchnęłam go do środka i zamknęłam za sobą drzwi.

nota 3


>Marie<

Kretyni, kretyni, kretyni…
Westchnęłam i ubrałam na strój kąpielowy spódniczkę i krótką koszulkę.
Zbiegłam w klapciuchach na dół, przy okazji mijając Billa, który o coś mnie pytał, ale zważywszy na to, że nie odpowiedziałam, dał sobie spokój. Dziwne… A zdawało mi się, że wczoraj chciał ze mną uprawiać seks… To że akurat mówiła za mnie Marina właściwie nie zmienia postaci rzeczy.
Poczułam promienie słońca już po wyjściu na świeże powietrze.
Sexy
Hahaha
Gdzie to się Lena podziewa do kurwy jednej!
Ten tamten ją zatrzymał czy jaka cholera???
eH… Nie chce sama tu siedzieć…
Glebłam się na wolny leżak i ściągnęłam ubrania (strój został oczywiście na ciele! ).
Cieplutko…
aH…
Oh…
Uh…
Eh…

Zamknęłam oczy i oddałam się przyjemności wylegiwania się na słońcu.
Jak ktoś mnie zgwałci, to nie powstrzymam się od użycia mojej broni tajemnej
Z resztą… ten gwałt to nie mi by narobił szkód
Hahahah
Odpięłam górną część stanika i położyłam się na brzuchu.
Czy ja przypadkiem nie robię tego celowo?
Cóż… sama nie jestem tego pewna
Ok… leżę sobie
Eureka po prostu
Gorrrrącooo…
Nigdy jeszcze tak nie jarało w Polsce.
W Hiszpanii może, ale tu?…
Eh… Cholera, ale ja marudzę
HEHE
Ok…. leżę sobie dalej, a Leny ani śladu…
mierda! (*hiszp. cholera)
Nagle poczułam jak po moich plecach spływa coś mokrego.
NIEEEEEEEEEEEE!!!!!!!!!!!!!!!!!!
GWAŁT NA MOICH OCZACH!!!!
- Zostaw mnie w spokoju do jasnej cholery! – warkęłam
- Czemu się tak od razu bulwersujesz? Nie chcę tylko żeby takie sexy ciałko było narażone na zbyt mocne promienie UV, nie?
Ten Bill jest co najmniej jebnięty!
- Co cię interesuje moje ciało? Lepiej zajmij się sobą. – odparłam chłodno
- Marie…. Nie bądź taka, chcę się tylko zakumplować… – jego palce spoczęły na moich plecach i zaczęły delikatnie wcierać krem w skórę.
- Obchodzisz mnie tylko co zeszłoroczny śnieg w górach w Hiszpanii, odwal się… – ziewnęłam ze znudzeniem
- Nie ma mowy – czułam, że się uśmiecha. Eh… z takim wytrzymać, to człowiek cholery dostaje!
Gdzie Lenaaaaaaaa???…
No dobra, pewnie wie co się tu dzieje i specjalnie mnie tu zostawiła!! Wrrrr!!!
Pogryzę ją jak tu przyjdzie!
 :D:D:D:D:D:D
Szczerze mówiąc… nawet jest mi przyjemnie…
Ale to debil, więc to całkiem logiczne
HOHOHOHOH
Ok… nie odzywam się do niego
A on nadal nawala mi krem na moje plecy! ZBOK!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
- Kiedy skończysz? – spytałam po 2 minutach
- Jak krem się skończy
- To nie jest śmieszne, nie mam zamiaru pływać w kremie.
Wybuchnął śmiechem.
CIOTA!!!!!!!!! hohohoho
- Aż tyle go znowu nie mam

<Lena>

Szybko skoczyłam do naszego Zimmerka i przebrałam się w swój sexy zielony kostiumik kąpielowy.
Równie szybko znalazłam się na dole i poszłam na basen.
Bill i Marie byli sobie tam. Razem!!
LOL:D
Zaczaiłam się na ganeczku i zaczęłam czytać w ich minds:D
„Jaką ona ma miękką skórę… ” Bill! Ty zboczuchu:D
„Co za debillll…” Marie! Tak trzymaj:D
„Szkoda, że nie jesteśmy sami… ”
A no faktycznie:D Basen pełen ludzi jest:E
- Dlaczego jesteś do mnie uprzedzona? – spytał po chwili czarnowłosy.
- Bo mam swoje powody. Do wszystkich jestem uprzedzona więc nie marudź.
- Czy to da się zmienić w moim przypadku?
OOooOoOooOOooOooOOoooooOooooo… On się w niej buja?:D Niemożliwe:D
„Błagam… Powiedz, że tak…” – Bill, Bill… Nadzieja matką głupich…:D
- Wszystko się da jak się chce. – odparła wymijająco.
” Kurwa, niech on przestanie smarować, bo zaraz go porwę do jakiejś pustej łazienki!”
O!
błahahahhhahahahah:D
- Czyli mam u ciebie szanse? – spytał pochylając się bardziej nad jej ciałem (to był szept do ucha dla niewiedzących).
„Boże jaka ona piękna…”
„Boże niech on się odsunie!”
LOL:D
- Może tak, może nie… – rzuciła
Przesunął ręce na jej brzuch (ona leżała na brzuchu, nie?:D To tak… Sexy wygląda:D) baidgvouefgbvfwpivbgepvhpf
- Spotkamy się dziś wieczorem? – szepnął
- Nie mam czasu…
„Ale bredzę!!!” Marie… Zdecyduj się:D
- Z tego co wiem, to Tom zaprosił twoją siostrę… Wynika z tego, że masz całkiem dużo wolnego czasu… – uśmiechnął się
„Czemu on ciągle smaruje mnie tym kremem skoro już dawno się skończył?”
hahah:D
- Lena nie obiecała mu, że z nim gdzieś pójdzie.
O….:D
- Ale tu nie chodzi o nich, tylko o nas… Masz czas i pewnie nie wiesz jak go wykorzystać… – wstał i rozejrzał się po basenie.
Większość ludzi się na niego (albo na nich) gapiła:D
Ja też:D
- Zastanowię się czy poświęcę ci mój cenny czas. – ułożyła się wygodniej i wyrzuciła Billa z myśli.
Zdolna jest:D
To teraz ja!!:D
Podbiegłam do nich i się grzecznie przywitałam
- yo:D – spojrzałam na TH-boya. – coś ty taki przygaszony? Mówiłam ci że nie masz u mojej siostry szans:D Nie załamuj się:D – i klepnęłam go w plecy:D
To nie miało być silne:D nie nie nie:D
Ale wpadł do basenu:D
plum plum:D
I make-up poszedł sie  jebać:D
Marie odwróciła się w stronę wody i lekko się uśmiechnęła
„Dobrze mu tak:D”
Popieram siostra:D

>Marie<

Hahahahahahahah  DEBILLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLL
Naburmuszony wyszedł z wody, obrzucił Lenę nieciekawym spojrzeniem, a mnie nawet nie zaszczycił jakimkolwiek zainteresowaniem. I ja mam się z takim spotkać? Phi! Niedoczekanie!
- Czytałaś nam w myślach – rzuciłam do niej
- Ja? – spytała niewinnie
- Nie, ja, jasne, że ty! Wiesz co? Czasami uważam, że to naprawdę chamskie z twojej strony.
- Dlaczego? dlatego, że wiem, że mimo tego co mu mówiłaś, chcesz się z nim spotkać?
AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
- Nie szokuj się tak, taka prawda
- Nie znam cię już.
- O rany, Marie…  Co za problem? Idziesz, rozmawiacie, takie tam – wzruszyła ramionami
- A jak w najmniej oczekiwanym momencie uwolni się Marina? I… I… – nie dokończyłam, ale ona i tak wiedziała o co chodzi. W końcu czyta mi w myślach od dziecka…
W tym samym momencie poczułam ucisk w całym ciele.
- Kurwa, Marina się szykuje do wyjścia!
Nie, nie nie! Nie dam tej cholerze wyjść!
Tak.. tylko jak ja mam ją zatrzymać, jeśli leżę na brzuchu?????
NIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!!!!!!!! <beczy>
Jak pójdzie do Billa, to ją zabiję!!
Rozległ się typowy sexy i słodki śmiech.
- Marina, zamorduję cię… Chciałam choć raz odpocząć od ciebie… – mruknęłam zrezygnowana
- Ciągle marudzisz i w ogóle nie myślisz o mnie. Ja potrzebuję seksu – powiedziała lekko.
Jęknęłam, ale nie tak, no wiecie
- Czemu to ja ciebie dostałam w spadku?
- Nie wiem, ale mi to nie przeszkadza, razem tworzymy zgrany team
Wybuchnęłam śmiechem.
- Nie wiem, gdzie ty widzisz ten zgrany team, naprawdę…
- No dobra, nieważne  Idę poszukać jakiegoś zgrabnego tyłka  I jak ci z Billem idzie? – spytała na odchodnym
Pierwszy raz czułam się zażenowana.
- Idź i nie wracaj, ok?
- Wiedziałam, że dobrze wybrałam  Pa, słoneczka
- Zaczynasz się jarać Marie  – powiedziała Lena
- Zawiąż mi te sznureczki, to się odwrócę.
Zrobiła o co prosiłam i wszystkie te promienie UV (debil!!) zaczęły mi parzyć twarz. Yeeess, będę usmażona jak kotlet do hamburgera…
Lena zachichotała.
- Chociaż udawaj że nie czytasz, ok?
- Ok  – uśmiechnęła się
Kurwa i jak tu normalnie myśleć???
To jest nie fair!
- Gdzie polazła Marina? – spytałam
- Nie wiem, nie widziałam – wzruszyła ramionami
- Jeżeli będzie… nie… znowu się zaczyna….
Przymknęłam oczy.
Nienawidzę tego, że gdy ona uprawia seks, to ja czuję się prawie tak samo…
Wiem, że robi to celowo, bo na dobrą sprawę mogłabym tego nie czuć.
Ale ona mnie torturuje, aż ledwo nad sobą panuję.

<Lena>

Ah ta Marina…
Ciekawe kogo sobie upatrzyła tym razem…
Żaaaalll…
Posiedziałyśmy jeszcze troch na słońcu aż Marina się uspokoiła:D (czyt. że przeżyła orgazm:D) i poszłyśmy do pokoju.
Jak tu zimno:D
No, ale serio:D
Bosh!!! ja mam randkę!!! Z Tomem Kaulitz!!!!! To aż dziwne!!:D
No nie?:D

>Marie<

Jest 19.00 z hakiem…
Nie ma tego pedała!
A Lena wyszła już pół godziny temu!
O nie! Nie ze mną takie numery!
Ok… Co by tu porobić…
Pójdę na miasto! Ha! I Bill mnie nie znajdzie!
Ho ho oh oh
Oh… otworzyłam drzwi
- Eh… Miałam nadzieję, że jednak nie przyjdziesz…
Bill uśmiechnął się promiennie
- Też się cieszę, że cię widzę
Chrząknęłam coś nieznacznego.
- Wchodzisz, czy ja mam wychodzić?
Zamrugał oczami.
- Ty wychodzisz
No to zamknęłam drzwi na klucz i stanęłam przed nim.
Brrr, mamo boję się  :D:D:D:D:D:D:D
Hahahahahahah
- Gdzie idziemy? – spytała siląc się na obojętny ton głosu
- Pożyjemy, zobaczymy  To ty znasz te miasto, nie ja
- Nie bądź taki pewny, ja tu za długo nie mieszkam.
- Nie? Czyli jesteś jednak Hiszpanką?
Zeszliśmy ze schodów  wyszliśmy na dwór.
- Jestem.
- To co tu robisz?
- Mieszkam, nie widać?
Westchnął, ale najwyraźniej nie miał zamiaru zrezygnować.
- Ja też tu tymczasowo mieszkam, nie?
- No i?
- No to mów
- Mieszkam, bo się przeprowadziłam – wzruszyłam ramionami – Łącznie z siostrą, oczywiście.
- Musisz mi odpowiadać tak ogólnikowo?
- Może muszę, może… – nie dokończyłam, gdyż nagle zza rogu wybiegła na nas zdziczała fanka… o nie… jest ich więcej… CAŁE TŁUMY!!!!!!