poniedziałek, 15 kwietnia 2013
część V
Breeze zauważyła, że w szkole już nie jest tak jak było wcześniej.
I wiedziała, że powodem tego była jej znajomość ze znanym na cały świat zespołem.
Niemal wszystkie dziewczyny patrzyły na nią z nieukrywaną nienawiścią, ale postanowiła, że nie będzie zwracać uwagi na zaczepki typu „zdzira”, „suka”, „dziwka” lub „puszczalska”. Nie będzie, bo żadne z tych słów nie było prawdą i nie obchodziło jej, czy ktoś innym może uwierzyć dziewczynom, które rozsiewały plotki, że puściła się z Billem Kaulitz i on ją rzucił, bo mu się szybko znudziła.
Czuła się tylko gorzej, bo do szkoły chodziła sama i była do tyłu z materiałem. Bo przecież w internetowej szkole nie będzie kropka w kropkę to, co było w normalnej szkole akurat pod jej nieobecność.
Na lekcjach nie potrafiła sie skupić. Nie tylko dlatego, że zawsze na jej ławkę wpadły karteczki z treścią „Byłaś aż taka zużyta, że miał cię dość?” lub „Już nikt cię nie zechce… Chociaż i tak by nikt cię nie chciał” albo też „Gdybyś nie była łatwa, może dawałabyś mu jeszcze przez kolejne kilka dni”. Powodem także był Bill, o którym nie miała wieści, chociaż sama nie chciała o nic pytać. Siren kilkadziesiąt razy do niej dzwonią, aż wyłączyła telefon całkowicie.
Zdała sobie sprawę, że po tym burzliwym „czymś”, nie jest zdolna normalnie funkcjonować, bo w ciągu niecałych 24 godzin zdała sobie sprawę, że jest poważnie zakochana w Billu Kaulitz, a ona jak raz się zakocha, to łatwo jej nie przechodzi.
Z ponurymi myślami wyszła ze szkoły. Starała się iść z pogodną miną, bo zauważyła, że od kiedy tylko wróciła, wszędzie kryją się jacyś reporterzy. I nie wiedziała, czy chodzi im o Billa, czy też o Georga, z którym spędzała ostatnio więcej czasu. Nie obchodziło jej to. Ale nie chciała, by uwieczniali ją na zdjęciach ze smutkiem na twarzy, by Bill mógł sie do woli cieszyć. Tego by nie zniosła.
Zauważyła jeszcze coś, co wcale nie poprawiło jej humoru.
Za nią szedł mały tłumek dziewczyn i była wręcz pewna, że nie idą za nią przez przypadek.
Szybko przeanalizowała sytuację. Miała jeszcze ze trzy minuty drogi do domu, na mieście kręciło się mało ludzi, może dlatego, że dzisiaj wcześniej kończyła. Dziewczyn było przynajmniej 5, a ona była sama. Czy mogła się spodziewać cudu, czyli bezpiecznego powrotu do domu?…
*
Billowi nie chciało się wstawać, mimo, ze słyszał krzyki matki i Toma, a potem jeszcze Siren.
Powinien się wciąć, ale nie sądził by to coś pomogło. Więc lepiej, żeby sami rozwiązali sytuację.
Nie rozumiał dlaczego jego matka tak dziwnie się zachowywała. Nigdy taka nie była…
Przewrócił się na drugi bok na łóżku.
Czy dzisiaj był gotowy?
Nie.
A czy będzie kiedykolwiek gotowy?
Pewnie też nie.
Nienawidził się dołować, ale nie mógł przestać. To było bardzo nieprzyjemne uczucie.
No bo co by jej powiedział? I w ogóle jakby ją zmusił, by go posłuchała?
To drugie wydawało mu się być gorsze.
Nie miał zamiaru się dzisiaj zwlekać z łóżka. Nie pamiętał kiedy ostatnio mógł tak długo leżeć.
I to było najlepsze w dniach wolnych od wszystkiego.
Gdyby jeszcze nie musiał myśleć…
*
- Uciekasz? – spytała jedna złośliwie, gdy zrównała krok z brunetką. Zaraz dołączyły do niej kolejne i kolejne.
- Wracam do domu, czy to takie dziwne? – Breeze zmarszczyła brwi. – Coś ode mnie chcecie, czy z nudów zaczepiacie nieznajomych?
- Patrzcie jaka pyskata się znalazła… – jedna, wyglądająca na fankę emo wybuchnęła śmiechem – Nie zaczepiamy cię bez powodu, dziewczynko. Chcemy się czegoś dowiedzieć i mamy nadzieję, że wszystko nam wyśpiewasz jak na spowiedzi.
- Przykro mi, nie byłam u spowiedzi od komunii, już nie wiem jak ona się odbywa, poza tym zawsze kłamałam – odparła Breeze zachowując zimny ton, chociaż wiedziała, że tamte mają przewagę i jeśli nie zdąży ich powstrzymać przed dojściem do domu, będzie nieciekawie…
Ta sama dziewczyna złapała ją mocno za ramię. Poczuła ból, ale dalej nie panikowała.
- Słuchaj – zaczęła fanka – Jeśli…
- Puść moją rękę, ok? – spytała lodowato Breeze
- Ou, czyżbyś zaczęła się złościć? Ale wiesz, że nie masz z nami szans nie? Nie wiesz? – ścisnęła ją jeszcze mocniej za rękę i brunetka była już pewna, że będzie miała siniaka. – No to ja ci mówię. Nie masz z nami szans, suko.
- Nie jestem waszego pokroju, nie wiem czy zdajesz sobie z tego sprawę – zauważyła wolno – Poza tym możecie przejść do sedna tej zachwycająco miłej pogawędki jaką toczymy? Bo jak na razie mi grozisz, a ja nie wiem dlaczego. No i może w końcu puściłabyś moją rękę, co? Nie lubię, gdy ktoś mnie obmacuje, szczególnie kiedy to są dziewczyny. – zauważyła w oddali swój dom i w końcu zaczęła się uspokajać. Pomyślała, że następnego dnia przyjedzie samochodem, ale po chwili doszła do wniosku, że nie przeżyłaby, gdyby ktoś zniszczył jej Mercedesa.
- Oh, oczywiście, udawaj dalej, że nie wiesz o co chodzi. Któremu dałaś dupy, co? Georgowi czy Billowi? A może także i Tomowi? I Gustavowi?
- Ta, a może jeszcze i Jostowi i reszcie? – zauważyła zdegustowana – Błagam, robicie się coraz bardziej żałosne… Jak takie chętne jesteście to po prostu im dajcie, a nie, szukacie tych, które rzekomo uprawiały z nimi seks. Wiecie – zaczęła rzeczowym tonem – Myślę, że jednak lepiej to się przeżywa na żywo, a nie słuchając jak było, czy nie?
Jeszcze tylko 50 metrów i dom… Jak dobrze…
- Słuchaj mała – dziewczyna szarpnęła ją i nie mając wyboru, brunetka musiała się zatrzymać.
- Halo, jestem wyższa, patrz co mówisz, ok? – uśmiechnęła się złośliwie. Dziewczyna chwyciła ja za podbródek, a Breeze ją za rękę, wbijając jej prawie paznokcie w skórę – Nie pozwalaj sobie.
- Jeśli ty się nie uspokoisz, suko, inaczej sobie wszystkie porozmawiamy, czy wyrażam się jasno? – spytała cicho
- Ou, chcecie mnie pobić za to, że znam waszych idoli? Szczere… – znów się uśmiechnęła – Obawiam się, że jeśli nie zabierzesz swojej extra super dłoni, będziesz miała po mnie pamiątkę – spojrzała na rękę dziewczyny, w której jej paznokcie już dawno się wbiły i zaczęła lecieć krew. – Baaardzo nieestetyczne… – nie wiedziała jakim cudem nie zaczęła jeszcze uciekać. Nie wiedziała też, jakim cudem była taka odważna… Ale jej to było obojętne… Już tyle razy była bita… Jak to znowu się zacznie, nie będzie już różnicy…
- Dziewczęta… Zabierzcie ją ode mnie – powiedziała spokojnie, chociaż na jej twarzy pojawił się cień bólu.
Poczuła mocne szarpnięcie i po chwili poczuła jak zderza się boleśnie z ziemią. Nie zdziwiła się. W końcu – jak naliczyła – było ich 8.
Kolejna się do niej zbliżyła.
- Chciałabyś coś powiedzieć? – spytała słodko
- No – roześmiała się – Jesteście żałosne, a wasze postępowanie nie różni się od postępowania dzieci, które biją i płaczą, gdy zabierze się im zabawkę. No i chyba to wszystko, bo wy – dziewczyny myślące jak pięciolatki – nie zrozumiecie więcej, jeśli zrozumiecie chociaż i to… – westchnęła.
Kolejna się do niej zbliżyła.
- Mamy nadzieję, że to nie był Bill, a jeśli dowiemy się, że tak, dostaniesz mocniej – zamachnęła się i kopnęła ją z całej siły w bok, aż Breeze przeturlała się prawie dwa metry dalej.
Fanki zaśmiały się i poszły, zostawiając ją samą.
Jeśli nic się jej nie złamało oznacza to, że Bóg się nad nią zlitował i podarował jej mały cud…
*
Śniadanie nie było przyjemnie, mimo, że Gordon próbował wszystkich rozśmieszyć.
Obiad był gorszy, bo Gordon dał sobie spokój z żartami.
Kolacja była najgorsza, bo próbując się dogadać, Tom znów pokłócił się z matką.
Siren czuła się okropnie, ale starszy Kaulitz kazał się jej nie przejmować.
Jak mogła to robić, jeśli kłótnie były powodowane przez nią?!
W łazience nie wytrzymała z emocji i popłakała się.
Nie było nawet Breeze, która swoim czasami chłodnym postępowaniem stawiała ją na nogi.
A ona nie chciała być ciągle w konflikcie z mamą bliźniaków…
Przełykała łzy, nabierając gwałtownie powietrze, wydawała z siebie urywany szloch.
To było takie nie fair w stosunku do niej. Przecież nie zawiniła!
Nie kłamała, do niczego nikogo nie zmuszała ani kierowała Tomem, bo przecież nikt tego nie potrafił.
Usłyszała pukanie, ale nie była w stanie odpowiedzieć. Nie była zdolna zapanować nad płaczem.
Ktoś powtórnie zapukał, ale gdy tym razem też nie odpowiedziała, do środka wtargnęła pani Kaulitz.
Widząc ją, dziewczyna jeszcze bardziej zalała się łzami.
- Co ci jest? – spytała beznamiętnie Simone
Siren potrząsnęła głową. Nie mogła wydusić ani jednego słowa.
- Możesz mi odpowiedzieć? Stało się coś?
- Bo… – próbowała wytłumaczyć, ale nie była pewna, czy w ogóle ułoży zdanie – pani… Nie-nie-nienawi-wi-dzi mnie… – zakryła twarz dłońmi.
Pani Kaulitz zaczęła nagle współczuć młodej dziewczynie. Nie wiedziała dlaczego. Chyba przez to, że płakała…
- No bez przesady, już ubzdurałaś sobie, że nienawidzę, po prostu…
- Jestem nikim! Wiem! – osunęła się na podłogę i zaniosła się płaczem
- Siren, nie przesadzaj, naprawdę – Simone podeszła do niej i poklepała ją po plecach – Spróbuj mnie zrozumieć, matkę sławnych bliźniaków… Ty też byłabyś przezorna…
- Ale ja nie zaszłam w ciążę dla pieniędzy i zabawy! Jak pani może mnie posądzać o taką głupotę?! Dziecko nie jest zabawką!
- Wiem, Siren, wiem…
- Nie chcę się z nikim kłócić, szczególnie z panią, jeśli mamy przebywać ze sobą… Tom i pani się ciągle atakujecie, przeze mnie… – przetarła oczy – To moja wina…
- Przepraszam, Siren, źle cię oceniłam… Napijesz się ze mną herbaty? Uspokoisz się… Nie możesz w tym stanie… Nie pomyślałam… – pomogła jej wstać i zaprowadziła ją do kuchni
*
Breeze nie wiedziała jakim cudem wstała, doszła do domu, a matka niczego nie zauważyła.
Teraz leżała w łóżku czując, jak ból rozprzestrzenia się po jej całym ciele.
Najwyraźniej Bóg się ulitował nad nią.
Bok ewidentnie był opuchnięty, ale żebra były całe.
Zastanawiała się jak teraz zaśnie. Nie wyobrażała sobie tego jako wspaniałe odejście od problemów jak zwykle. Teraz to będzie bolało. Bo zawsze zasypiała na tym boku, które teraz było poszkodowane.
- Chciałaś, to masz – mruknęła do siebie i przykryła się szczelniej kołdrą. – Nie trzeba było ich prowokować. Te małe, głupie i pojebane fanki zawsze atakują w obronie głupiego i pojebanego Billa. A kto jest poszkodowany? Breeze! – wyciągnęła ręce w parodii gestu zwycięstwa. – Jee. Ale super. Jestem wielka. – mówiła bez entuzjazmu. – A pewnie jutro po szkole będzie jeszcze gorzej, bo wymyślą sobie, że widziały mnie jak się z nim całowałam i obedrą mnie ze skóry… Hm… Ciekawa perspektywa na przyszłość… Czyżbym się cofnęła? Gdzie mój rzekomy ojczym? Tak super mocno mnie bił… Tak… to były czasy – ciągnęła z ironią – Ciągły płacz, aż w końcu obojętność na wszystko co się dzieje… Suuuper… No i po co ja z nimi jechałam? Boże, ale to bez sensu… – przewróciła się na obolały bok i syknęła – A teraz spróbujmy spać… Tak… Naprawdę cię nienawidzę, Bill… – westchnęła i zamknęła oczy
*
Środa. Połowa tygodnia minęła na nic nierobieniu. Był z siebie dumny.
*
Tom nie rozumiał dlaczego wczorajszej nocy Siren była tak szczęśliwa. Udawał, że śpi, ale tą radosną energię czuł w powietrzu, jakby rozpyliła jakieś perfumy.
A gdy dzisiaj patrzył na nią, jak śpi, widział uśmiech na jej twarzy.
Coś musiało sie stać.
I o godzinie 11.07 otworzyła oczy.
- Już nie śpisz? – spytała, gdy nad sobą ujrzała Toma
- Od dawna – pocałował ją lekko, ale w niej i tak zaczęło się wręcz gotować. Postanowiła, że jednak nic z tym nie zrobił. Przynajmniej nie teraz. Musiała się pochwalić.
- Nie zgadniesz – uśmiechnęła się szeroko
- Zdradzasz mnie?:D
- Nie jestem twoja, nie mogłabym tego uznać za zdradę, ale mniejsza z tym:D Wyobraź sobie, że wczoraj twoja mama mnie przeprosiła!
- O:D Co jej zrobiłaś? Zagroziłaś, że ją zakopiesz w ogródku?:D
Parsknęła śmiechem i potrząsnęła głową.
- Mój beznadziejny płacz ją przekonał:D
- Płacz? – zdziwił się, a kiedy Siren się zgodziła, kontynuował – Jeżeli czułaś się źle mogłaś ze mną porozmawiać, przecież…
- No dobra, było minęło:D Grunt, że twoja mam zmieniła zdanie o mnie i to się liczy:D
- Oh… Każdy sposób jest dobry – uśmiechnął się do niej łobuzersko i schylił się by pocałować jej szyję – A pewnie… – zaczął między pocałunkami – Mamusia… – pozostawiając przyjemne dreszcze na skórze, przesuwał się ku dekoltowi – Znów nam… – pociągnął zębami na pierwszą wstążkę z siedmiu, które związywały koszulkę nocną od góry do pasa. – Przeszkodzi…
Siren zacisnęła usta i spojrzała na niego. Zaczęła oddychać znacznie szybciej od chwili gdy pierwszy raz ją dzisiaj pocałował.
Sytuacja zaczynała robić się niebezpiecznie podniecająca…
Przełknęła ślinę i czekała co za chwilę nastąpi.
- Ale… – ciągnął dalej, uwalniając ją z drugiej wstążki – Dzisiaj… – dotknął językiem jej nagiej skóry, aż mięśnie Siren napięły się. – Nikt… – przesunął się do góry i polizał jej podbródek – Mnie nie powstrzyma – szepnął przy jej uchu
Siren zacisnęła mocniej zęby, by nie krzyknąć kiedy jego ręka powędrowała pod jej koszulkę od rozwiązanej strony.
Wręcz błagała, by dzisiaj nikt nie otworzył drzwi w nieodpowiedniej chwili…
*
- Źle się czujesz? – spytała troskliwie wychowawczyni patrząc na bladą Breeze – Może idź do pielęgniarki, albo lepiej idź do domu, co?
- Może jest w ciąży – dziewczyna w ławce przed nią zaczęła chichotać wraz ze swoją przyjaciółką.
- Nic mi nie jest, proszę pani, po prostu… Mam zły dzień… – powiedziała zakrywając policzki, by nauczycielka nie przyglądała się dłużej jej bladej twarzy.
- Ale jak coś będzie nie tak, mów od razu, ok?
- Dobrze…
Godzina wychowawcza ciągnęła się w nieskończoność… Ale na myśl o tym, że lekcje za chwilę się skończą, przerażała ją jeszcze bardziej. To dlatego było jej tak słabo.
Dzisiaj z rana zauważyła, że na boku ma ogromnego siniaka, a na ręce odcisk dłoni w fioletowym kolorze.
I jedno i drugie bolało jak cholera.
Niestety dzwonek zadzwonił.
Bardzo niechętnie wstała i zamierzała wyjść, ale wychowawczyni zawołała ją do siebie.
- Możemy porozmawiać? – spytała
- Nie ma sprawy, o czym? – stanęła przed biurkiem nauczycielskim.
- Słuchaj, nie wiem dokładnie o co chodziło z tym przenoszeniem, ale zauważyłam, że odkąd tu znów jesteś, dziewczyny w szkole patrzą na ciebie jakoś… nieprzychylnie… – powiedziała kobieta.
Breeze parsknęła śmiechem.
- Nieprzychylnie? One wszystkie chcą mnie zabić – prychnęła
- Breeze, nie żartuj, ja mówię poważnie.
- Ja tym bardziej – postawiła plecak na podłodze i uniosła swoje ubrania.
- O-One cię pobiły? – spytała cicho
- Nie, to było tylko niewinne kopnięcie, dzisiaj prawdopodobnie będzie gorzej – wzruszyła ramionami zakładając z powrotem plecak – No ale to już nieważne, mogę już iść?
- Ty oszalałaś? Nie mogę tego tak zostawić! – nauczycielka wstała gwałtownie z krzesła
- Bez obaw, jestem po pierwsze przyzwyczajona, po drugie przejdzie im, jak tylko zrozumieją, że jestem niewinna – ponownie wzruszyła ramionami
- O czym ty mówisz, Breeze? Muszę to zgłosić, prze…
- Nie trzeba, potem może być tylko gorzej – zaczęła machać rękoma – Psychiczne fanatyczki mogą być zbyt niebezpiecznie jeżeli idzie o imię ich idola – powiedziała konspiracyjnie – Jeśli ja nie będę nic robić, one pomyślą, że jednak mówiłam prawdę z tym, że nie przespałam się z Billem Kaulitz ani jego załogą hotelarską, więc niech się pani nie przejmuje, ok? Proszę – spojrzała błagalnie na kobietę – Mam zrujnowane życie, nie chcę, żeby z tych gruzów został tylko pył. To by było dla mnie za dużo… – odwróciła się i wyszła. Na szczęście zszokowana wychowawczyni nie zdążyła zareagować.
Nie było żadnej drogi na skróty. Ani nie było bezpieczniejszej ulicy. Musiała iść tą samą drogą co wczoraj.
- A to na przyszłość, żebyś się nas dalej bała i nie miała nadziei, że czegoś nie znajdziemy na twój temat – ta sama dziewczyna co wczoraj, kopnęła ją, tym razem w drugi bok i poprawiła wcześniejsze miejsce ataku.
*
Bill w końcu się zdecydował.
Przez kilka dni zbierał się w sobie z pozytywnym skutkiem. Dzięki Siren, która w końcu się dodzwoniła do Breeze, wiedział, że brunetka znowu chodzi do szkoły. Więc jeśli wyruszy z rana – czyli według niego koło dziesiątej – brunetki nie będzie w domu.
Oczywiście to wszystko było tak jak zaplanował. Pojedzie do niej po rzeczy, żeby nie mogła się już wycofać i poinformuje jej mamę, że jej znowu nie będzie.
Gdy wychodził z domu, złapała go jego matka.
- Gdzieś idziesz? – spytała mimochodem
- No, jadę do miasta po prezent dla siebie – uśmiechnął się tajemniczo i wręcz wybiegł z domu.
*
Breeze westchnęła przeglądając się w lustrze w łazience szkolnej.
Zaraz miała być ostatnia lekcja – matematyka.
Spojrzała na zegarek. 13.57, za trzy minuty koniec przerwy.
Westchnęła jeszcze raz i wyszła z pomieszczenia.
Najchętniej w ogóle by się nie ruszała. Wszystko ją bolało. Od stóp po głowę. Co nie znaczy, że wszędzie oberwała przez ostatni tydzień. Pewnie dzisiaj będzie tak samo i wreszcie trafi do szpitala. Coś w końcu musi się połamać…
Ruszyła na drugie piętro, ale zatrzymało ją dziwne zachowanie dziewczyn.
Wszystkie wlepiły się w okna, jakby zobaczyły coś nadzwyczajnego.
- O Boże, to on! – pisnęła jedna i zaczęła potrząsać dziewczyną obok
- To niemożliwe! – krzyknęła kolejna – Tutaj?!
- O Boże, to on!
- Myślisz, że to ma coś wspólnego z… tamtą? – pytały siebie nawzajem
Breeze zmarszczyła czoło i zastanowiła się, czy w ogóle podchodzić do okna.
Wpadło jej do głowy, że one mogę mówić o NIM, ale jak one same zauważyły, to by było wręcz niemożliwe. No i przecież nie mogłoby chodzić o nią, nie?
Potrząsnęła głową.
Czemu to wszystko wskazuje na to, że to jednak ON?!
Zamrugała oczami. Młodzież, która ją przepychała by dostać się na schody pomrukiwała wściekle, ale ona wcale się nie ruszyła. Tłumek fanek, bądź też nie, zwiększał się, ale ona nie odważyła się zejść te kilka schodków na dół i pokonać 10 kroków do okna, przy którym stały dziewczyny.
Owy tłumek zaczął piszczeć i krzyczeć.
Stwierdziła, że to jednak może być prawda, ale ona dalej nie miała odwagi…
Dziewczyny zaczęły machać i jeszcze bardziej się wlepiać w okno, a potem przesunęły wzrok na drzwi, które się nagle otworzyły.
Breeze wstrzymała oddech.
Modliła się by to nie był on.
By to był on.
Ale co ona by mu wtedy powiedziała?
Co by zrobiła?
Ujrzała nogę.
Przełknęła ślinę. Dla niej trwało to jak na filmie spowolnionym tak, żeby każdy mógł ujrzeć każdy szczegół i detal głównego bohatera w kulminacyjnej sytuacji.
To była ta sytuacja.
I to był ten bohater.
Bo od razu wiedziała, kto nosi takie buty i spodnie.
Stanęła jak sparaliżowana, gdy zobaczyła osobę, która niemal co noc prześladowała ją w snach. Czasami miłych, czasami nie.
Zdała sobie sprawę, że to nie był żart, ani figiel jej umysłu.
W jej szkole był Bill Kaulitz i najwyraźniej przyjechał do niej.
Zastanawiała się wcześniej co zrobi.
Teraz już wiedziała.
Zanim on zdążył się rozejrzeć, ona już pobiegła na górę po schodach tak szybko, że sama się siebie zdziwiła.
Bill zmarszczył czoło. Szkoła w środku zdawała się być jeszcze większa, niż ostatnim razem jak tu był.
Jak dobrze pamiętał, Breeze miała teraz matematykę, a że akurat zadzwonił dzwonek, powinna być pod klasą. Chyba, że wieść o nim rozniosła się szybciej niż by się ktokolwiek spodziewał, to Breeze prawdopodobnie znajdowała się teraz w łazience. Tak podejrzewał.
Tłum dziewczyn rzucił się ku niemu.
Westchnął i uśmiechnął się do nich.
- Bill! Bill Kaulitz! – piszczały – Dasz nam autografy?!
- Jasne – ponownie westchnął rozglądając się. Nie sądził by jakimś cudem była na dole po dzwonku, gdy matematyka była na drugim piętrze. Bo ona zawsze była punktualna. Perfekcyjnie punktualna.
Szybko nabazgrał kilka autografów i ruszył po schodach na górę mijając przy okazji nauczyciela od owego przedmiotu.
Pokonywał kilka schodków na raz nie zwracając uwagi na to, że wszyscy się na niego gapią i wytykają palcami. Nie rozumiał dlaczego jego osoba spowodowała takie zamieszanie, skoro był tu już kilkanaście razy…
Dotarł pod klasę, gdzie stali uczniowie. Jako, że był całkiem wysoki znów rozejrzał się szybko, ale Breeze między ludźmi nie było.
Czyli jednak wieść się rozniosła.
- Kogoś szukasz? – spytał chłopak stojący obok niego.
Nazywał się tak jak jego przyjaciel – Gustav. Zapamiętał go z jednej z lekcji biologii, kiedy przez przypadek zbił akwarium z ukochanymi rybkami nauczyciela.
- Tak, to logiczne, że Breeze – powiedział, jakby to było tak jasne jak słońce – Widziałeś ją może?
Serce biło mu niespokojnie, od tygodnia jej nie widział, nie mógł się doczekać spotkania. Chociaż może być ono niemiłe…
- Chyba ją widziałem, jak biegła do tej łazienki – pokazał na pomieszczenie na końcu korytarza.
- Eh… Tak jak myślałem, znaczy, że wieść za szybko się rozniosła… No cóż, dzięki Gustav – poklepał go po plecach, kiedy ten wchodził za resztą uczniów do klasy.
- A ty dzisiaj znowu na nasze lekcje? – spytał nauczyciel z uśmiechem
- Nie, chyba raczej nie:D – wyszczerzył do niego zęby – Ale jeszcze może kiedyś wpadnę:D Gdy pan tłumaczy, nagle wszystko staje się jasne:D Na matematyce nigdy tak nie miałem:D
- O dziękuję:D
Obydwoje parsknęli śmiechem
- No to do widzenia – Bill uśmiechnął się i ruszył w stronę końca korytarza.
Breeze zastanawiała się, czy Bill może być pod klasą.
Mógł być, bo przecież wiedział gdzie co jest i tym bardziej kiedy.
Westchnęła zirytowana. Że też poszła do tej łazienki…
Było już kilkanaście minut po dzwonku. Jeszcze nigdy nie spóźniła się na żadną lekcję.
Znowu wszystko przez niego!
Tylko kłopoty!
Potem zaświtało jej coś innego.
Skoro wiedział, że nie ma jej na lekcji, może pomyśleć, że jest tam, gdzie na serio jest, więc znając jego styl bycia i myślenia, mógłby wejść do łazienki damskiej. Ale go tu nie ma co znaczy, że musi być gdzie indziej!
Pogratulowała sobie pięknego pomysłu i postanowiła, że w końcu wyjdzie i pójdzie na lekcje.
Chwyciła za klamkę i lekko uchyliła drzwi by wyjrzeć przez szparę.
Nie zauważyła go.
Odetchnęła z ulgą i wyszła.
- 13 minut spóźnienia na lekcję, Breeze, to do ciebie niepodobne – usłyszała za sobą i tak gwałtownie odskoczyła, że zdziwiła się, że nie upadła.
Zanim się odwróciła, usłyszała, że drzwi od łazienki się zamykają.
Nie mogła się z powrotem schować…
Przełknęła ślinę i powoli obróciła się.
Bill siedział przy ścianie ze skrzyżowanymi nogami.
Wyobrażała go sobie tyle razy, ale nigdy, naprawdę nigdy nie myślała, że on naprawdę się tu pojawi!
Ogarnęła ją radość, ale zaraz zastąpiła ją wściekłość i żal za to co wydarzyło się niecały tydzień temu.
- Co ty tu robisz? – spytała drżącym głosem. Nie mogła inaczej, emocje za bardzo nią targały, by mogła mówić jednoznacznym tonem.
Rozejrzał się i wzruszył ramionami.
- Tak jak słusznie zauważyłaś zapewne, przyjechałem – uśmiechnął się – I jeżeli zastanawiasz się po co, to ci powiem, że raczej po kogo, bo oczywiście przyjechałem po ciebie – posłał jej jeszcze szerszy uśmiech.
Zacisnęła zęby by nie wybuchnąć płaczem. Udało jej się to powstrzymać i zastąpiła to odczucie chłodną obojętnością.
- Nigdzie z tobą nie jadę. – powiedziała twardo.
- Wiem, że nie, ale właściwie tu nie miałem zamiaru liczyć się z twoim zdaniem – wstał i otrzepał się – Jesteś już gotowa do podróży, więc lepiej nie przedłużajmy, bo nikt nie wie gdzie jestem:D Mogliby zacząć się martwić:D
Zamrugała oczami. On chyba żartuje!
- Nigdzie z tobą nie jadę, nie wiem czego tu nie zrozumiałeś. Moje zdanie jest bardzo istotne w tym temacie, nie wiem czy to też zauważyłeś. – zmierzyła go morderczym spojrzeniem, ale zauważyła, że to wcale a wcale na niego nie podziałało.
Ruszył do niej, ale ona zaczęła się odsuwać.
- Przestań, Breeze, przyjechałem tu z jasnym celem i nie przeszkodzisz mi w tym – przyspieszył, ale ona także zaczęła się szybciej cofać.
- Kurwa, tobie już na mózg padło od wolnego, czy jaka cholera? Ile razy mam ci tłumaczyć, że nie jadę? – zaczęła podnosić głos – Idę na matematykę i daj mi spokój, kretynie. – odwróciła się i udała, że go nie ma – O losie, co za ćwok, w życiu, totalnie w życiu nigdzie z nim nie pojadę. – gadała do siebie
Bill wybuchnął śmiechem i w podskokach do się przy niej pojawił.
Znów mruknęła coś w stylu „Idiota”, ale zanim dotarła do drzwi, do których brakowało jej tylko kilka kroków, on szarpnął ją za rękę i zatrzymał.
- Co ty kurwa… – urwała, gdy mocno ja chwycił i nagle przez siebie przerzucił – Ała! Co ty kurwa?! – krzyknęła i zaczęła się wierzgać – Kurwa, idioto! Puść mnie!
- Breeze, błagam chyba nie chcesz zwracać na nas uwagi? – spytał z rozbawieniem i szybkim krokiem dotarł do schodów
- Właśnie, że chcę! Kurwa, tobie już zupełnie odjebało?! – zaczęła go bić po plecach, ale on w ogóle nie zwracał na to uwagi. A ją wszystkie siniaki zaczęły jeszcze bardziej boleć. W końcu na brzuch miała największy nacisk, a tam bolało ją najbardziej.
- Tak, bo właśnie mam zamiar cię legalnie porwać i co z tego?
Wydała z siebie dźwięk irytacji.
- Zostaw mnie! Nie możesz! Nie masz prawa! Kurwa! Szlag! Ja pierdolę! Kurwa! PUŚĆ MNIE! – wrzasnęła
- Breeze, bo cię zaknebluję!
Usłyszał, że na trzecim piętrze otworzyły się drzwi, więc jeszcze bardziej przyspieszył. Nie do końca zdawał sobie sprawę, jakim cudem prawie biegł po schodach i się jeszcze nie wywalił.
- Szlag by cię trafił, Bill! Nie masz prawa być taki silny! To przeczy prawom natury! – dalej nie przestawała się wierzgać, ale powoli nadzieja, że ją puści, bledła.
- Jeszcze dużo rzeczy o mnie nie wiesz, Breeze, ale spokojnie, będziemy ze sobą tyle przebywać, że wszystko będziesz wiedziała:D
- Nie ma mowy. Nie jadę z tobą. Nie obchodzi mnie twoja osoba i nie mam zamiaru dowiadywać się o tobie czegokolwiek. – powiedziała ostro
- Kłamiesz – stwierdził lekko – Trzeba cię będzie z tego wyleczyć:D
- Nie będziesz mnie kurwa zmieniać! Ani ja nie zmienię się dla ciebie! Weź się w ogóle zastanów co robisz! – kopnęła go w nogę, aż się lekko zachwiał na ostatnim schodku. – Raz, że zdjęcia obiegną cały świat, że mnie porywasz, a dwa, że ty powinieneś już dawno trafić do psychiatryka o zaostrzonym rygorze! Masz poważne problemy z głową! I na pewno nie tylko ja to stwierdzę!
Poczuła chłodne powietrze. Wyszli na dwór.
- Uspokój się, przecież jeśli ja jestem chory, ty też nie jesteś zdrowa – wybuchnął śmiechem i zwolnił – No. Tak sobie myślę, że będę miał przez ciebie siniaki.
- No i dobrze – chciała powiedzieć „tak jak ja”, ale się powstrzymała – Wszystko twoja wina. Najpierw mnie opieprzasz, potem każesz się wynosić, a teraz mnie porywasz! Chcę zauważyć, że ja kurwa nie chcę cię znać!
- Boże, czemu ty jak zwykle przesadzasz? – westchnął zirytowany. Musiał jednak przyznać, że brakowało mu tych jej zgryźliwości. Przez ten czas kiedy była sam, czuł jakąś dziwną pustkę, nie tylko spowodowaną nieobecnością Breeze, ale także i jej ciętego języka.
Otworzył pilotem zamek i otworzył drzwi – Ok, a teraz lądowanie – jakimś szybkim i niezrozumiałym dla brunetki sposobem, Bill wsadził ją na tylne siedzenia do swojego BMW, a zanim ona zdążyła usiąść, on był już za kierownicą. – No to jedziemy:D Wiedziałem, że się cieszysz – uśmiechnął się do niej patrząc przez lusterko – O Boże, co za mina:D Chyba nie masz zamiaru mnie teraz zadusić na śmierć?
- Poważnie się nad tym zastanawiam – powiedziała jadowicie – Wyprowadzasz mnie z równowagi…
- Jak zawsze – wpadł jej w słowo
- I moja cierpliwość się kończy. Nie zdziw się, gdy poczujesz moje ręce na swojej szyi.
- Nie mogę się doczekać. Wyobrażam sobie, że to musi być przyjemne – odpalił samochód i wycofał patrząc na boczne lusterko – Twoje ręce na mojej szyi kiedy ja będę cię całować – dodał uśmiechając się pod nosem
Breeze poczuła, że się czerwieni. Kiedy ona się tego pozbędzie?…
- Jesteś bardzo niezdecydowany, Kaulitz. Miałam w końcu pozostać dziewicą do końca, prawda? Nie możesz tego naruszać w jakikolwiek sposób. Czy to pocałunki czy coś więcej.
- No cóż, chyba zmieniłem zdanie:D Znacznie lepsze jest życie z dziewicą twojego pokroju. Mniemam, że niewiele jest takich na tym świecie:D
- Nie możesz mnie zabrać ze sobą – powiedziała zmieniając temat – Nie mam ubrań ani innych potrzebnych mi rzeczy.
- O to się nie martw. Masz wszystko w bagażniku:D
Jej policzki stały się jeszcze bardziej czerwone.
- Grzebałeś w moich rzeczach? – spytała oburzona. Nie wierzyła, że to słyszy. Bill widział jej bieliznę! Los musiał być wyjątkowo okrutny, że spotkała takiego kogoś.
Ten natomiast wzruszył ramionami.
- Zapakowałem tylko to, co potrzebne, typu ubrania, kosmetyki, bielizna i takie tam.
- Oh, Boże… Czym ja sobie na to zasłużyłam…? – spytała płaczliwie
- Nie upilnowałaś Siren?:D
Zmierzyła go kolejnym morderczym spojrzeniem.
- A ty Toma.
- Ja się nie skarżę:D
- Chcę usiąść z przodu. – powiedziała ostro
- To siadaj, tylko nas nie zabij:D
Breeze trzęsły się ręce z wściekłości. To było po prostu nie fair!
Przemieściła się na siedzeniu i wystawiła jedną nogę do przodu.
Musiała się nieźle nagimnastykować, a kiedy w końcu usiadła, czuła, że zaraz wybuchnie płaczem od bólu. Bo to nie były takie lekkie siniaki. To bolało przy każdym ruchu. A jeszcze gorzej było przy takiej gimnastyce jak przed chwilą. Zapięła pasy.
- Moja mam o niczym nie wie – wymyśliła kolejny powód, ale pomyślała, że coś musi być nie tak. Przecież Bill musiał się jakoś dostać do jej domu – Moja mama wie?…
- Wie, przecież gdybym cię porwał bez jej zgody, zabiłaby mnie szybciej niżbym zdążył stwierdzić „o nie, nie pomyślałem”
- Znaczy, że się zgodziła?!
*
- Gdzie Bill? – spytał Tom wchodząc do kuchni, gdzie jego mama zaczęła przygotowywać obiad.
Ta wzruszyła ramionami.
- Powiedział, że jedzie po prezent dla siebie do miasta, nie wiem o co chodzi – powiedziała nie przerywając obierania ziemniaków.
- Aha… – w rzeczywistości w ogóle niczego nie zrozumiał. Jaki prezent? – A powiedział kiedy wróci?
- Nie. Gdzie Siren?
- W łazience – odparł zastanawiając się o co może chodzić – A kiedy pojechał?
Podniosła na niego wzrok.
- No teraz widzę jak przejmujesz się swoim bratem – skarciła go – Prawie trzy godziny temu. Myślę, że mógłbyś się zainteresować i zadzwonić do niego.
- Trzy godziny… – nie zwrócił uwagi na to co pani Kaulitz powiedziała później – Prezent… Dla siebie… – myślał drapiąc się po podbródku – A jak się zachowywał?
Simone przerwała obieranie i spojrzała na niego.
- Boże, mogłam nic nie mówić, bo ty zaraz zaczniesz tak namiętnie mędrkować… – przewróciła oczami. – Zachowywał się inaczej niż przez te dni od kiedy tu jesteście. Był uśmiechnięty i jakiś taki… – zaczęła machać rękoma, jakby to miało jej pomóc – No nie wiem… Taki jakiś inny…
- Aha… – zmrużył oczy – Czyli to może oznaczać jedno! – wyszczerzył zęby – Pomogę ci w obiedzie, trzeba przygotować obiad na sześć osób, nie pięć:D
*
- Zaraz… Gdzie my jedziemy? – spytała nagle Breeze po prawie dwugodzinnej drodze.
Bill parsknął śmiechem i spojrzał na nią rozbawiony.
- Jedziemy zupełnie w inną stronę już od początku a ty się pytasz niemal pod koniec?:D Zdolna z ciebie dziewczynka, nie ma co:D
Zmrużyła oczy.
- Nie odpowiedziałeś na pytanie. – to nie była jej wina, że nie uważała. Czuła się potwornie rozkojarzona jego obecnością. Marzyła o tym wszystkim od kiedy tylko opuściła Hamburg! Jak mogła teraz zwracać uwagę na to, co się działo?!
- Jedziemy do Loitsche – wyjaśnił i uśmiechnął się – A gdybyś nie wiedziała…
- Tak, wiem, mieszka tam twoja rodzina… – machnęła ręką znudzona, ale zaraz się zreflektowała co powiedziała – Zaraz – odwróciła się gwałtownie, nie zważając na ból – Jak to? Jedziemy do twojej rodziny? Z jakiej paki? – spytała szybko
- Bo mamy wolne i tam pojechaliśmy?
Znów zaczęła analizować sytuację. Ostatnio robiła to za często. I to wcale nie było fajne.
Jadą do Loitsche. To znaczy, że ma poznać jego rodziców. To znaczy, że prawdopodobnie będą spali w jednym pokoju. To znaczy, że będzie musiała przebywać tylko z Kaulitzową Rodziną i Siren.
- I tak nie masz wyboru:D – rzucił zanim ona zdążyła pomyśleć nad tym co chciała powiedzieć
- No nie…
*
Simone wyjrzała za okno, zdawało jej się, że słyszała dźwięk zamykanej furtki.
Nie myliła się. Zobaczyła swojego syna, który niósł torby, a za nim jakąś dziewczynę.
Zamrugała oczami i przyjrzała się bardziej.
Jej syn był czymś rozbawiony i uznała to za dobry znak. Jego „prezent” najwyraźniej działał jak lek na złe dni.
Dziewczyna-prezent miała czarne włosy i była z na pewno z daleka ładną dziewczyną. Simone zmarszczyła czoło.
Kolejna, która została zmuszona, by tu przyjechać?
Brunetka szła ze skrzyżowanymi rękoma i wściekłą miną.
Kogo oni sobie wybierają?…
- …Własnymi rękoma, pamiętaj:D – usłyszała głos Billa, a potem prychnięcie dziewczyny.
- Możesz już to zrobić, żadna różnica, nie boję się.
Pani Kaulitz przewróciła oczami.
Już teraz zrozumiała co jej syn miał na myśli mówiąc, że cały czas się kłócili.
Wyszła do nich i zlustrowała gościa.
Gość zrobił to samo.
Kobieta pierwsza wyciągnęła rękę gdy skończyła lustrowanie.
- Simone Kaulitz, miło mi – powiedziała cicho
- Breeze Rosenstein, mi także miło panią poznać – uścisnęła jej rękę z dziwnym uśmiechem.
Bill patrzył na sytuację rozbawiony. Spodziewał się, że z brunetką będzie gorzej niż z Siren, ale nie aż tak. Wyniosłość, dumę i dystans widział w oczach i Breeze i swojej mamy. Nie zapowiadało się, żeby przez te ostatnie trzy dni było spokojnie.
- No więc – zaczął doszczętnie rozbawiony Bill – Przywiozłem prezent dla siebie i właśnie pokażę mu gdzie będzie spał:D
Breezer natychmiast się do niego odwróciła.
- Jaki prezent? – spytała chłodno – Chyba nie mówisz…
- Owszem, o tobie:D
Otworzyła usta z oburzenia.
- Żartujesz sobie, Kaulitz? Jaki prezent? – krew jej się tak burzyła, że zapomniała o jego mamie – Nie dość, że mnie bez mojego pozwolenia porwałeś ze szkoły, to jeszcze dla własnej przyjemności?! Zobaczysz – pogroziła mu palcem – Tak ci umilę życie, że już jutro będziesz mnie z powrotem odwoził.
Wziął sie za boki i wybuchnął śmiechem.
Simone nie rozumiała w ogóle postępowania swojego syna. Bo ją dawno by szlag trafił z taką dziewczyną.
- Bez obaw, dogadamy się jakoś:D
Uśmiechnęła się do niego promiennie.
- Żądasz cudu, chyba wiesz
- Nie, cud by nastąpił, gdybyś chciała jutro wracać:D
- Uważaj, bo ostatnio cuda mojej osobie zdarzają się bardzo często, właściwie to codziennie. Prócz tego dnia oczywiście – kłamała, bo cudem było to, że on przyjechał, ale przecież by tego nie powiedziała na głos. Nigdy.
Nie zauważyli, że zaczęli się im przyglądać Siren z Tomem; byli sobą zaabsorbowani, jak zwykle z resztą, gdy się kłócili.
- Widzisz, trzeba zrobić sobie od takich rzeczy wolne:D Więc żebyś się w końcu przymknęła, powiem, że dzielimy jeden pokój i jedno łóżko i w nocy cię zgwałcę, lepiej ci? – patrzył z satysfakcją, jak jej mina rzednie – Wiedziałem:D To pokażę ci gdzie będziemy spać – popchnął ją lekko przed siebie i zniknęli na schodach.
- Taaa… – Tom pokiwał głową – Od razu było wiadomo, że pojawiła się Breeze…
Spojrzał na Siren i oboje wybuchnęli śmiechem.
Simone spojrzała na nich rozkojarzona.
- Nie rozumiem. – powiedziała dobitnie
- Wiemy, mamo – jej syn objął Siren – Skoro mowa o cudach, to stałby się jeden, gdyby ktokolwiek ich zrozumiał:D – powąchał i uśmiechnął się – Obiad jest gotowy?:D Czuję, że jej – spojrzał na blondynkę – Burczy w brzuchu:D Drgania przechodzą na mnie i mi też zaczyna burczeć:D
Simone pokręciła głową i weszła do kuchni.
Po chwili do trójki dołączył Bill.
- Gdyby ktoś czegoś nie zrozumiał… – zaczął, ale Simone mu przerwała
- Bardzo dobrze myślisz, synu. Zauważyłam że nikt z nas nie rozumie tego co sie tu dzieje.
Brunet parsknął śmiechem.
- Więc to jest Breeze, przywiozłem ją żeby poczuć się lepiej, a czuję się lepiej, wiec wszystko jest pod kontrolą:D
- Jak pod kontrolą? Przecież wy się ciągle żrecie! To nie jest normalne! – Simone oparła z hukiem ręce na blacie – Co wy jeszcze wymyślicie?! Najpierw miałam problem z Siren, teraz z nią?!
Bill przewrócił oczami.
- Spokojnie, do jutra powinno jej przejść:D
Breeze rozejrzała się z rezygnacją po pokoju.
Wiedziała, że Bill nie mówił z tym gwałtem na serio, ale faktycznie udało mu się ją uciszyć.
Poczuła, że pogrywała nie fair wobec jego mamy. No bo przecież ona nie jest winna temu, że jej syn jest stuknięty i nadaje się tylko do wariatkowa. Ona wydawała się być w porządku…
Usiadła na łóżku. Było tak wygodne i miękkie, że zachciało jej się spać.
Ale to też nie wypadało.
Powinna iść do pani Kaulitz i ją przeprosić za swoje zachowanie. Przecież nie jest u siebie.
Nie wiedziała dlaczego nie potrafiła się wyzbyć złości do Billa. Przecież przyjechał po nią. Zabrał ją ze sobą. To przecież coś oznaczało.
Tylko nie wiedziała co. I to ją denerwowało. Poza tym nie przeprosił jej. A ona nie będzie miła, jeśli on tego nie zrobi. No i nie jest powiedziane, że będzie po tym łagodniejsza.
Rozejrzała się po pokoju.
Dobrze się w nim czuła i chyba dlatego, że był urządzony podobnie do jej pokoju. Brakowało kilku rzeczy i jej kochanego regału z ulubionymi romansami, które potrafiła chłonąć dniami i nocami.
Przypomniało jej się, że powinien tu być jeszcze ojczym bliźniaków.
Nie widziała go.
Wrócił Bill z jej torbami.
Spojrzała na niego bez wyrazu.
- Co ci? Już nie chce ci się kłócić? – spytał zdziwiony
Westchnęła zrezygnowana.
- Nic mi się nie chce. No i zachowałam się głupio. Przecież nie jestem u siebie. Muszę przeprosić twoją mamę. – powiedziała gapiąc się w podłogę.
- Ou, widzę postępy – usiadł obok niej – Nie martw się, myślę, że jak będziesz normalnie się zachowywać, że jak będziesz taka, jaka jesteś, gdy nie nosisz w sobie złości, będzie ok – uśmiechnął się do niej – Ale wtedy musiałoby mnie tu nie być, więc mogę sobie tylko gdybać co by było, gdybyś była miła – chciał ją rozśmieszyć, bo pierwszy raz ją widział w takim dziwnym stanie. Bo to nie był smutek, ani nie była złość. Coś miedzy tym plus wyrzuty sumienia.
Spojrzała na niego.
- Myślisz, że twoja mama da mi jeść? Nie jadłam nic prócz śniadania. Nie dodałeś tego w swoim skomplikowanym planie porwania:D
Uśmiechnął się do niej ciepło. Cieszył się, że chwilowo lody między nimi topnieją. Ale jak na razie cieszył się z samej obecności Breeze przy nim. Chciał ją objąć i pocałować, ale wiedział czym by się to skończyło. Jeszcze gorszą kłótnią. Bo ona mu nie wybaczy tego co powiedział. Musieli po prostu szczerze porozmawiać.
- I jeszcze jednej rzeczy nie rozumiem. Mój syn się w niej zakochał, a ona go nie cierpi, tak? – spytała Simone, nakładając ziemniaki na talerz.
Obydwoje jej słuchacze pokręcili gwałtownie głowami.
- Musisz to sobie inaczej wyobrazić – powiedział Tom chłonąc ukradkiem widok jedzenia – Oni obydwoje są w sobie mocno zakochani, ale nie potrafią się przełamać by to pokazać, bo myślą, że drugie tego nie czuje. Więc trzymają się wersji „udawać, że nie obchodzi, ale być jak najbliżej”, rozumiesz? No i poza tym, Breeze tak na poważnie ma trudny charakter i serio nie wiem jakim cudem Bill potrafi ją opanować…
- Jakoś nie zauważyłam…
Siren potrząsnęła głową.
- Naprawdę to potrafi, między innymi dlatego, że potrafi jej się odgryźć. Nie hamuje jej często, bo mu się po prostu nie chce. On lubi się z nią droczyć:D
- O kim mowa? Też chcę wszystko wiedzieć:D – do kuchni wszedł nagle Gordon – Kto z kim, gdzie i jak?:D
- Bill pojechał po prezent, zaraz go zobaczysz – powiedziała Simone polewając ziemniaki sosem.
Nie minęła chwila, a usłyszeli głosy.
- Prezent, powiadasz? – Gordon odwrócił się i ujrzał Billa i ciemnowłosą dziewczynę. – Prezent… – pokiwał głową i parsknął śmiechem – Rozumiem, że ty musisz być tą Breeze? – spytał z uśmiechem
- Ktoś coś o mnie mówił? Albo nie chcę wiedzieć, pewnie dla wszystkich jestem potworem:D – wystawiła rękę do „macochy” bliźniaków – Więc tak czy siak jestem Breeze:D Miło mi pana poznać:D
Simone otworzyła szeroko oczy. Zmiana o 180 stopni jest możliwa!
Gordon powiedział jak zwykle coś śmiesznego i wszyscy wybuchnęli śmiechem.
Breeze podeszła do pani Kaulitz.
- Ja… Chciałam przeprosić… Bo ja się często z Billem kłócę, ja przestałam zdawać sobie sprawę gdzie jestem i w ogóle… To nie jest tak, że nie mam szacunku… Jest mi głupio… Niech mi pani wybaczy…
Tym razem i Bill się zdziwił, ale nie dawał po sobie tego znać. niech myślą, że to jego zasługa, jemu to nie przeszkadza.
Simone chrząknęła.
- No cóż… Myślałam, że jednak jesteś potworem… Ale każdy ma swoje wady – poklepała ją po ramieniu, a ta lekko się skrzywiła – Coś się stało?
- Nie… – pokręciła gwałtownie głową – Taki tam siniak, trochę tylko boli – uśmiechnęła się do niej
- JEŚĆ! – krzyknął nagle Tom i wszyscy zaczęli się śmiać.
*
Siren położyła się do łóżka obok Toma, który natychmiast przygarnął ją do siebie. Zrobiło jej się przyjemnie ciepło i bezpiecznie. Wtuliła się w niego i powoli uspokajała swój oddech.
- Myślisz, że Bill i Breeze się pogodzą tak na dobre i będą razem i w ogóle? – spytała po chwili
- wiedziałem, że o to w końcu zapytasz:D – cmoknął ją w głowę – Nie wiem, nie mam pojęcia, ale teraz mnie to nie interesuje:D Myślę teraz nad tym, że będziesz miała przeze mnie barwne życie:D
Roześmiała się cicho.
- No cóż, chciałabym zauważyć, że jednak nie mam nic do gadania:D
- Wiem i dobrze mi z tym:D – przycisnął ją do siebie bardziej – No i jednak zacząłem się zastanawiać czy to będzie chłopiec czy dziewczynka:D
- Ha! – odwróciła się do niego – A jednak!:D Więc o kim myślisz?:D
- Na razie myślę co by było gdyby to był chłopiec:D
- A to ja ci powiem:D Uczyłbyś go gry na gitarze odkąd by skończył 3 latka:D I jak podrywać inne trzylatki:D
Tom wybuchnął śmiechem.
- No przestań:D Nie mam tylko takich rzeczy w głowie:D
Spojrzała na niego udając zdziwienie. Tak jakby nie mogła sobie wyobrazić, że on mógłby myśleć o czymś innym.
- Ta, nie wierzę ci:D
Chłopak pokręcił głową.
- Mam więcej IQ niż ci się wydaje:D Bo ja myślałem o tym, czy będzie miał łatwiej w szkole niż ja i czym by się interesował, i czy by kochał rodziców i czy byłbym zdolny uchronić go przed błędami jakie sam zrobiłem… I w ogóle… No i do kogo byłby podobny… I co mógłbym z nim robić… Jak ojciec z synem, nie?:D
- Łał, jestem z ciebie dumna, to takie mądre:d
- Oj przestań, naprawdę się zastanawiam, czy byłby podobny do mnie, czy do ciebie – powiedział poważnie
- A co byś wolał?
- Pół na pół, bo jedno to niezdrowe jest:D
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz