wtorek, 16 kwietnia 2013

notka 12


Narracja Nelly
Chyba mi żyłka wyjdzie
Ich nie ma w jego pokoju
To jest dla mnie nie do pojęcia, że zrobili nas w kokoszki
- Zabić! – krzyknęłyśmy równocześnie z drugą połową mózgu i z hukiem zatrzasnęłyśmy drzwi od pokoju.
- Chyba bycie miłym działa na naszą niekorzyść… – zauważyła smętnie Kelly
- Nie da rady… trzeba znormalnieć – powiedziałam, a moja best friend pokiwała głową
Zeszłyśmy ze schodów.
- Szkoda, że szkoła zamknięta, bo jutro nie będzie mi się chciało zasuwać do tego gimka… – powiedziała Kell
- W ogóle… ja bym poszła dzisiaj, bo nudy jak cholera! – usiadłam na kanapie
Uu… Kell ma plan, jak się nie nudzić! Ale i tak nie jest zbyt super, bo mi się jeszcze mózg do końca nie zregenerował, to jej pewnie też nie.
- Mam plan! – krzyknęła Kelly
- No skapnęłam się… mów
- Idziemy na miasto?
- Wiedziałam, że nie będzie to super plan, ale jest nawet nawet – uśmiechnęłam się – Mam trochę kasy… może pójdziemy na jakieś zakupy? Muszę się rozerwać, po siedzeniu w tym domu razem z wariatami – wyszczerzyłyśmy ząbki 
Jak pomyślałyśmy, tak zrobiłyśmy… znaczy poszłyśmy na miasto
- Słyszałam, że jest tu jakieś coś typu centrum handlowe, tylko że 5 razy mniejsze… – Kelly wybuchnęła śmiechem… hmn… faktycznie… dziwnie brzmi – No dobra… to by w ogóle nie wyglądało na centrum… ale słyszałam, że jest tu jakiś duuuży sklep
- Chcesz iść?
- A co nam szkodzi? Przecież tam chyba nie jest niebezpiecznie, i można przy okazji pojeździć wózkami – wyszczerzyłam ząbki… kocham wózki A szczególnie jazdę nimiprawie jak samochodem…
- O pamiętasz – Kell zaczęła się brechtać – Dwa lata temu na wakacjach u mojej ciotki hahahahahahhaahahahohohihiuhuhbłaaahhaha
O faktycznie, pamiętam!
- Z tym samochodem

  – hahahahahahabłaaahuahuhauhauhuahaaalalabuuu – prawie płakałam ze śmiechu – Te wyścigi były świetne! – powiedziałam, jak się trochę uspokoiłam – Tylko rodzice byli wściekli hahaha
- To dlatego, że się tego po nas nie spodziewali hahaha… teraz by nam swoich samochodów nie dali – znowu brechnęłyśmy, aż stara babcia, która obok przechodziła, złapała się za serce. Prawie by upadła, ale jakiś chłopak ją podtrzymał, a tak chyba myślała, że on chcę ją obrabować, i nie dość że dostał torebką to mu jeszcze stara kobiecina f*cka wystawiła… Ludzie tu mają naprawdę fantastyczne maniery
Pozazdrościć
A tak gdyby ktoś nie wiedział o co z tymi wakacjami chodziło…
Motyw był taki, że dwa lata temu moja i Kell rodzina pojechała do jej ciotki.. Wiem… sama się zdziwiłam, że jej ciotkę moi rodzice znają
No więc mój tata miał wtedy… nie pamiętam… chyba jakiegoś renault’a czy coś… Kelly tata miał chyba dewoo… chyba to nie tak się piszę.. no mniejsza o nazwy.
Nudziło nam się jak cholera, bo nasi rodzice sobie pogaduszki urządzili. A my przecież nie nadajemy się na takie nudy… znaczy, to był nasz pierwszy poważny wybryk haha
Postanowiłyśmy się trochę rozerwać, więc wzięłyśmy sobie samochody starych, oni oczywiście nie zauważyli heh. Urządziłyśmy sobie wyścig na ulicy… jak w two fast and two farious haha ( nie wiem czy poprawna nazwa)
No i motyw był taki, że droga się za szybko skończyła, a za drogą było jezioro, a tam kaczki…Panie świeć nad ich duszą… zginęły na miejscu… niech spoczywają w spokoju…samochody z resztą też.
Po godzinie, postanowiłyśmy że powiemy starym prawdę.
Powiedziałyśmy, że nie mamy czym wracać do domu.
Na pytanie co się stało z samochodami, powiedziałyśmy, że kaczki urządziły sobie balangę. a my im przeszkodziłyśmy, bo za głośno kwakały… a że umarły z wrażenia, jaki wywarł na nie widok latających samochodów, to już nie nasza wina.
Ale był ochrzan… to już nie było takie ciekawe, nie będę opowiadać
Wracając do teraźniejszości…
Doszłyśmy do tego duużego sklepu…
- Myślisz, że tam coś będzie? – spytała mnie niepewnie Kell
Szczerze mówiąc… też miałam wątpliwości…


Narracja Kelly
Przekroczyłyśmy próg tego… Rzekomego… Dennego… „Centrum handlowego”… Nie dorównywało na pewno naszemu kochanemu centrum z Warszawy
Dupa! Jedno wielkie g*wno! Gdzie jest nasza fontanna Gdzie jest nasz kochany minibar Pierdolić Magdeburg! Ja chce do Warszawy
Pierwszą rzeczą, która rzuciła nam sie się w oczy były… Wózki
ekhem… Czyżby Nell się podjarała O kutwa! Błahahahahaha
Złapała mnie za rękę i zaczęła się trząść jak jakieś niewyżyte psychicznie dzieciątko 
- Czy ty myślisz o tym co myśli mój mózg?D – zapytałam
- A ty myślisz o tym, żeby wskoczyć na kierownika i zrobić napad?
- e… nie
- No to nie
- Dobra, powaga Napad to zły pomysł, bo jak nas policja złapie to mama Geosia nas rozdziabi i będziemy miały szlaban
- Żeby tylko – powiedziała Nell – No to robimy napad?
- E… Wolę na wózeczkach się pobawić – i zaprezentowałam swój słynny diabelski uśmieszek nr. 9 A’la szalony naukowiec
Kochana Nelly dopiero zobaczyła wózki
Ludzi przy wejściu wcale nie było, więc pobiegłyśmy niestety nikogo po drodze nie potrącając 
Złapałam pierwszy z kolei i pchnęłam niby przypadkowo przed siebie prosto na półkę z konserwami. Nell jednak złapała go (znaczy ten wózek) i powiedziała
- Ja chcę pojeździć! 
- To wskakuj! Zaraz ożywimy to nudne centrum DD 
Wykonała moje polecenie i już po chwili siedziała grzecznie w wózeczku
- Czy jesteś gotowa na scenę niczym z horroru?- zapytałam
- TAK
- Czy jesteś gotowa walnąć o wszystko co stanie ci na drodze? 

- e… Co?
- Czyli tak – i nie zważając na krzyki jakiejś je*niętej klientki zaczęłam biec z wózeczkiem przed siebie ile sił w nogach, bez możliwości zatrzymania.
Wjechałyśmy do części chemicznej, a potem do papierniczej. Ale widok ołówków i temperówek nie jest zbyt interesujący więc zrobiłyśmy kółko i wróciłyśmy do części spożywczej. Niestety jestem na tyle inteligentna że pomyliłam zakręty i zamiast pustej drogi obrałam kierunek… Na puszki z ananasami
Mówiłam ze jestem inteligentna?
Narracja Nelly

Panie kapitanie! Zbliża się wielka skała Panie kapitanie! Nie zdążymy jej ominąć! Gdzie są koła ratunkowe?
Puszki ananasów? Nie miałaś gdzie jechać? Nienawidzę ananasów
I wielkie J*BBBBBB!
- O cholera, chyba straciłam czucie… – zaczęłam gadać do siebie, ale na tyle cicho, że nawet gdyby ktoś tu był, to na bank by mnie nie usłyszał….

Narracja Kelly

ŁUBUDU!
- Ku*wa, zabiję tego kto to … Kelly? – do moich uszu dobił się przez puszki głos Dreda…Dreda?
- Tom? 
Leżałam w/na/pod stercie/tą puszek i nie widziałam gdzie podziała się Nell, ani skąd do cholery dochodził głos tego Homoidioty… 
Zaczęłam się wiercić próbująć się uwolnić od zbędnego bagażu, ale okazało się to trudne. nie mogłam się podnieść… 

Dopiero teraz zauważyłam skąd dobiegał ten głos…O kurwa!
Ja leżałam na Dredzie!
Aaaaaaaaaaaaaaaaa!
- Ku*wa Złaź ze mnie! – krzyknęłam
- Ale to ty na mnie leżysz – odparł spokojnie
Boże jaki cwel! Dlaczego on jest taki opanowany? Ja tego nie rozumiem! A gdzie jest Nell?
- Nell, ratunku Rettung fur mich! Wo bist du?
- Hier! Rette mich auch! Tu jest Szczotka! – dodała po polsku bardzo piszczącym i przestraszonym głosem
Zobaczyłam rękę wystającą spod sterty puszek obok mnie i… Sexoholika
Dużo tych puszek nie ma co…
- Już idę! Nie odchodź – powiedziałam i znowu próba wstania zakończyła się niepowodzeniem
- Może pomóc? – spytał Dred i uśmiechnął się jak cwel(aaaaaaaaaa)
Gdzieś tam, nie wiem gdzie ktoś się darł i w ogóle… ale kogo to obchodzi Teraz?
- Nie! Dużo zrobiłeś! I jeszcze do tego żeście nasz oszukali! Więc wal się! – miał dosyć zdziwioną minę – na co sie gapisz? Pomóż mi wstać!
Znowu się uśmiechnął(nie nie nie!) i jakimś cudem(nareszcie) pomógł mi wstać(oczywiście najpierw musiał sam wstać, ale to mu poszło aż nadto szybko, dobry jest).
- Dzięki, a teraz bierz nogi za pas póki możesz uciekać, bo jak nie to cię zabiję!
- O co ci chodzi?
- jak to o co? Jesteś niedorozwiniętym neandertalem, czego chcieć więcej? 
- Nie rozumiem cię… 
- Czego ty do cholery nie rozumiesz?
- No … ciebie!  
- A co ja nie po niemiecku mówię?!
- nie, ale nie o to chodzi! Zawsze jak coś zrobię nie tak to od razu się do tego przyczepiasz! jak powiem coś nie tak to od razu się na mnie wściekasz, a jak tylko będę chciał wyjaśniać, to nie dajesz mi dojść do słowa!
Troszeczkę mnie zatkało bo nie spodziewałam się, że ON podniesie na MNIE głos! Już ja mu pokaże!
- Słuchaj… – zbliżyłam się do niego na niebezpiecznie bliską odległość – Nie podnoś na mnie głosu… – zaczęłam już swój monolog, ale stało się coś okropnego!
On mi przerwał, ale w sposób iście okrutny
Położył mi palec na ustach i zbliżył się do mnie jeszcze bardziej. Nie wiem czemu, ale słowa nie mogłam już powiedzieć 
- Zamknij się na chwilę – powiedział i szybko pochylił się nade mną i pocałował w policzek – pocałowałbym cię wcześniej i w usta, ale nie byłem pewny czy mnie nie ugryziesz
Ugryźć Ja Tez coś… On Mnie pocałował?
OMG!
NEIN
Odepchnęłam go od siebie i pobiegłam do sterty puszek gdzie była Nelly. Okropnie piekła mnie twarz!
- Hier! – usłyszałam głos (bardzo piszczący)
Podeszłam i złapałam ją za rękę po czym wyciągnęłam z ananasowego świata
- Uciekajmy zanim ktoś to zobaczy – powiedziała
- za późno… – powiedziałam bo zobaczyłam zbliżającego się kierownika
Narracja Nelly

No i dupa blada…
- Co obimy? – spytała cicho Kell po po polsku ( P.S. To „Obimy” ma być SPECJALNIE)
- A jak myślisz? – pociągnęłam ją za rękę i zanim gościu do nas doszedł, ja wskoczyłam do wózka, i pojechałyśmy sobie mijając Szczotkę ( zdziwioną) i Dreda ( zagapionego w Kell… nie ingeruję…) i tłuszczyka, który tu pracuje ( bleee ohydnie grubiutki…i zdecydowanie za dużo krzyczał)
Wyskoczyłam z wózka, pomachałyśmy pedałkom i wybiegłyśmy ze sklepu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz