czwartek, 18 kwietnia 2013
nota 6
>Marie<
To. Nie. Jest. Śmieszne.
Cała trójka patrzyła na mnie wyczekująco.
Nie zrobiłam się czerwona, to chyba cud.
Ale co za wybór ja mam?…
- ok – odparłam niezrażenie i wstałam.
Bill także wstał, nie spuszczając ze mnie wzroku.
Czuję się tak, jakby czekał na mnie sąd ostateczny. Świetnie. Cudownie.
Wyszłam z „kawiarni”, a Bill poszedł za mną.
Stanęłam.
- O co chodzi?
kurwa, no co jest? Czemu w jego obecności robi mi się słabo?!
- Dobrze wiesz o co. Musimy wyjaśnić sobie kilka spraw. – powiedział twardo, stając do mnie twarzą.
- ah… – udałam, że nagle mnie oświeciło – No to mów.
- To ty mi wytłumacz swoje zachowanie, bo ja pewnych rzeczy nie rozumiem. Najpierw to na koncercie, potem mnie zlewasz, potem jesteś miła, potem… potem… przyszłaś do mojego pokoju, a teraz udajesz, jakby nigdy nic się nie stało! – wybuchnął
UUUuuUUUuu…
Ludzie idący na śniadanie spojrzeli na nas. Posłałam im uspokajający uśmiech. Może nie będą patrzeć dalej?
- Słuchasz mnie w ogóle? – spytał takim tonem, jakby resztkami sił powstrzymywał się od zabicia mnie.
- Oczywiście, że tak, nie da się nie słyszeć tego co mówisz – uśmiechnęłam się
Zacisnął dłoń i rozluźnił ją
- To możesz mi to do cholery wytłumaczyć?
- Nie.
Spojrzał na mnie, jak sądzę, zupełnie nie spodziewając się tej odpowiedzi.
A co ja mam powiedzieć? Że mam klona, który robi z tobą takie rzeczy? Wiesz Bill, ja mam moc, potrafię dużo rzeczy i z mojego ciała wychodzi czasami taka dziewczyna, która psuje mi życie.
Taaaa… -.-
Chyba powstrzymywał się od zadanie dziecinnego pytania „dlaczego” z wyrzutem.
- Cóż… W takim razie nie mam ci już nic do powiedzenia. – i poszedł przed siebie, zostawiając mnie samą.
- Bill! Czekaj! – podbiegłam do niego, ale on wcale nie zwracał na mnie uwagi. Przepychałam się przez ludzi, aż wybiegłam za nim na dwór. – nie rozumiesz, ja pewnych rzeczy nie mogę nikomu powiedzieć!
Stanął i wybuchnął ironicznym śmiechem.
- Nie możesz powiedzieć dlaczego najpierw chcesz mnie zaciągnąć do łóżka, a potem robisz mi dobrze? Nie no… Spoko… Ok, nic więcej nie chcę wiedzieć, naprawdę. – i ruszył dalej
Miałam czerwone policzki. Ewidentnie mnie upokorzył!
- Słuchaj! Skoro tak, to mogłam cię po prostu olać! Pewnie właśnie byłam pierwszą dziewczyną, która ci to robiła, a ty masz do mnie pretensje?! Super! Każdy inny by się cieszył, bo łatwa nie jestem do cholery! – odwrócił się do mnie, jakby na coś jeszcze czekał. No to mu powiem! – Jesteś kurwa jakiś pojebany! Następnym razem w ogóle do mnie nie zarywaj, niedopieszczony prawiczku. – odwróciłam się na pięcie i ruszyłam szybkim tempem do hotelu.
Łzy napływały mi do oczu, nawet nie wiem dlaczego.
I o co właściwie ta kłótnia?…
Prawie niezauważenie wyciągnęłam rękę do góry i z nieba zaczęły spadać pierwsze krople deszczu.
Tuż przy wejściu, ulewa zmieszała się z moimi łzami, które ciurkiem płynęły z oczu.
W drodze do pokoju spotkałam Lenę.
- Wyglądasz jak kupka nieszczęścia – rzuciła ciepło do mnie – Co się stało?
- Jakbyś kurwa nie wiedziała! Przecież ty zawsze podsłuchujesz! I mam ci uwierzyć, że tym razem tak nie było?! – trzasnęłam drzwiami, chociaż wiedziałam, że ona przecież i tak wejdzie za chwilę do pokoju.
Usiadłam na łóżku, zrzucając z siebie przemoczone ubrania
A jednak myliłam się.
Nie weszła.
Gówno mnie to gdzie polazła.
Glebłam się w samej bieliźnie pod kołdrę.
Dlaczego w ogóle się z nim pokłóciłam? I dlaczego mnie to boli?
A jeśli nie będzie chciał ze mną rozmawiać? I pojedzie z powrotem do Niemiec?…
Trudno. Nie tylko on żyje na tym świecie.
Z tą myślą zapadłam w głęboki sen.
Obudziłam się o… looknęłam na zegarek… o 19.30
Dziwne… To godzina moich urodzin…
Nagle poczułam przemożną chęć przeczytania pamiętnika mojej i Leny mamy.
Wiem, że w Hiszpanii jest jeszcze jeden pamiętnik. Ale ona opisywała tam zupełnie inne rzeczy.
Tam pisała coś o magicznych rzeczach, tu o swoim prawie normalnym życiu.
Wyciągnęłam z torby gruby zeszyt oprawiony w prawie doszczętnie zniszczoną okładkę ze skóry.
W środku kartki były także gdzieniegdzie zniszczone.
Pamiętam jak pierwszy raz go zobaczyłam na stoliku w sypialni rodziców. Chciałam go wziąć i poczytać, ale do pokoju weszła mama i zabrała mi go.
- Nie otwieraj go, dopóki nie ujawnią się twoje magiczne moce – powiedziała wtedy – Bo jeśli zrobisz inaczej, zniszczysz go. Ten pamiętnik mogą czytać osoby, które mają moc… – pogłaskała mnie po głowie.
Cóż… Moja ciekawość była na tyle potężna, że otworzyłam go zanim skończyłam 12 lat.
Nie wiem dlaczego nie zniszczył się cały.
Pamiętam, że zapłonął mi w rękach.
Do pokoju wbiegła moja mama i zaczęła na mnie krzyczeć.
Zaczęłam płakać i nagle płomienie ustały.
Potem mama uśmiechnęła się.
- Będziesz silna, dużo silniejsza niż inne, które mają moce. – powiedziała i przytuliła mnie. – A to co jest zawartością tego pamiętnika, zrozumiesz w swoim czasie.
I nie wiem, kiedy ten czas nastąpi, bo to co pisała tam moja matka, zawsze było dla mnie niewiadomą.
Powiedziała, że jeśli będę miała jakieś problemy, muszę otworzyć pamiętnik na jakiejkolwiek stronie a znajdę odpowiedź.
Nie otwierałam pamiętnika od 3 lat, od kiedy umarła mama.
Dotknęłam okładki. Jest ciepła od kiedy wybuchnęła ogniem.
Za radą mamy otworzyłam pamiętnik gdziekolwiek.
Wypadły mi strony 1930-1945
Nigdy nie zwracałam uwagi na szczegóły tych stron.
Nie były ponumerowane od początku do końca, tylko różnie. Raz 1237 a kolejna kartka odznaczała się nr 1910.
Zaczęłam czytać.
To był ten dzień, kiedy po raz pierwszy magia połączyła się z tym, co czuję w moim sercu.
Obudziłam się o 19.30, godzinie, o której się urodziłam. Już po przebudzeniu wiedziałam, że coś się stanie.
Spałam 7 dni.
Nie wiem co się działo. Mojej siostry nigdzie nie było.
Ktoś zapukał do drzwi mojego pokoju.
Szybko się ubrałam i otworzyłam drzwi.
Stał tam on.
Roberto wyciągnął do mnie rękę z bukietem kwiatów.
- Chciałem cię przeprosić. Nie wiem co we mnie wstąpiło. Może miałaś swoje… Zapomnijmy o tym Felicio, proszę cię… Wiem, że znamy się zaledwie kilka dni, ale… To może być to, nie zaprzepaśćmy tego… Wybaczysz mi?
Roześmiałam się.
I wtedy wiedziałam, że go kocham.
Powiedziałam, żeby wszedł do środka.
Moje serce biło z zawrotną prędkością, jak zawsze, gdy byłam blisko niego.
Wtedy on spojrzał na mnie, a
Tu kartka się urywa. Świetnie.
I co w tym ma być? Moi rodzice się poznali i?
Też…
A! Obok tego, na kolejnej stronie było wklejone zdjęcie mojego ojca. A pod nim rysunek jakiejś broszki.
Dziwne… Nie widziałam tego u mojej mamy…
Miała piękny wzór, jakby róża, przepleciona z innymi kwiatami, a po środku ogniste serce.
Westchnęłam i chowając pamiętnik do torby, stwierdziłam, że muszę się umyć
Ale najpierw znów położyłam się spać.
Wstałam w końcu. Ciekawe ile mnie nie było na tym świecie hehehe
A swoją drogą… O co w tym chodzi?…
Obudziłam się wtedy kiedy mama.
(Wszystkie trzy urodziłyśmy się o tej samej godzinie)
A wtedy wszedł mój tata…
Chyba nie przyjdzie tu Bill?!
EEeeee… WRÓĆ!!!
Czy ta odpowiedź…
Przypomniało mi się, że chciałam się umyć.
Weszłam do łazienki i spojrzałam w lustro. Wyglądam tak jakbym niedawno co poszła spać… E… Gubię się…
Umyłam się (jednak) w ekspresowym tempie.
Lena, możesz przyjść? Wiem, że mnie słuchasz, ciołku
Wynika z tego wszystkiego, że… Zakochałam się w Billu, mimo, że go nie znam, a on nie chce mnie znać.
Cóż… Gorzej być nie może.
Do pokoju ktoś wszedł.
Wyczochrałam włosy i szybko przeczesałam je szczotką
- No nareszcie! Chciałam… – urwałam, gdy wychodząc z łazienki zobaczyłam stojącego Billa na środku pokoju – Co ty tu robisz? – spytałam najostrzej jak potrafiłam. Eh… To pewnie nawet by nie przecięło galaretki…
- Bo ja… Lena powiedziała… – zaczął wyłamywać sobie palce, w ogóle na mnie nie patrząc. Takiego go jeszcze nie widziałam. – Lena powiedziała, że ty… – podniósł głowę i spojrzał na mnie błyszczącymi oczyma. Wiedziałam, że jego nieśmiałość prysła niczym bańka mydlana – Powiedziała, że się ucieszysz, że przyjdę, więc przyszedłem – ruszył do mnie i niespodziewanie biorąc moją twarz w obydwie dłonie, pocałował mnie.
Dreszcze przebiegły przez całe moje ciało i z wielką ochotą oddałam się tej magicznej chwili.
Potem mnie mocno przytulił.
- Nie wiem już sam o co właściwie poszło. Im dłużej się nad tym zastanawiałem, tym bardziej zdawałem sobie sprawę, że jestem głupi. Nie wiem też co się dzieje, ale jedyna rzecz, która mi ciągle wpada do głowy, jest to, że chcę cię bliżej poznać. Daj mi jeszcze jedną szansę.
To brzmi dziwnie. Mam wrażenie, że minęło kilka miesięcy, a nie kilka godzin.
Nic z tego nie rozumiem.
To samo mu powiedziałam.
Westchnął.
- Spotkałem Lenę, spytała mnie, co się stało, to jej powiedziałem, że się pokłóciliśmy. Ona jakoś się tak dziwnie uśmiechnęła i powiedziała, że powinienem się z tobą spotkać, że się ucieszysz Cieszysz się?
- Nie wiem, Chyba się nie wybudziłam Nie dawaj sobie zbyt wielkiej nadziei. Wszystkiego ci nie powiem przecież
Przez jego twarz przemknął cień żalu, ale nie dał po sobie tego znać.
- Chodź ze mną – odsunął się ode mnie i podał mi dłoń
- Gdzie?
- Nie wiem Tam gdzie nas poniesie
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz