poniedziałek, 15 kwietnia 2013
część VI
Breeze stała w pokoju i przyglądała się gwiazdom za oknem. Dziś noc była wyjątkowo bezchmurna.
Coś było nie w porządku. Powinna coś powiedzieć, albo tu nie być.
Ona i Bill nie mogą razem przebywać, jeśli nie powiedzą sobie wszystkiego.
Ale czy ona chciała powiedzieć mu wszystko?
Że przy nim czuje się tak dobrze, że gdyby nie była uparta i przestała myśleć trzeźwo, zrobiłaby wszystko byleby chwila spędzana z nim się nie kończyła?
Że przy nim czuje się, jakby on był całym światem i nic innego się nie liczyło?
Że uwielbiała jak ją całował? Że tymi pocałunkami sprawiał, że czuła się słaba… Mógł z nią wtedy robić co chciał. Ona by się na wszystko zgodziła…
Że mimo tych wszystkich dni, kiedy się kłócili bez większego sensu, ona się zakochała bez pamięci?
Co mogła mu powiedzieć, żeby nie brzmiało to tak, że jej życie jest zależne od niego?…
- Piękna noc – szepnął cicho Bill przy jej uchu
Lekko zadrżała i skinęła głową.
I jak mogłaby się spotykać z supergwiazdą?
Nie mogła unikać tego wszystkiego co spotkało ją w szkole…
Ale jego przy niej wtedy nie było…
A gdyby był? Czy by ją ochronił?…
- O czym myślisz? – stanął za nią i lekko ją objął.
Oddała się przyjemniej chwili i nie wyrwała się.
Mimo, że bolało.
- O wszystkim – opowiedziała szeptem. Nie chciała mącić tej cudownej ciszy pełenej magnetyzmu… Jednej z tak niewielu chwil, gdy ona i on tak doskonale do siebie pasowali…
- Tak rzadko wszyscy widzimy cię spokojną… Dlaczego nikomu nie powiesz co cię męczy? – spytał głosem tak kojącym jak balsam na rany
Przecież mogła mu powiedzieć… Dlaczego nie może być spokojna? Tak jak on by chciał?…
- Przecież wiesz co mnie zniszczyło… Słyszałeś… – odparła bez gwałtowniejszych emocji. W jego ramionach czuła się tak bezpiecznie i było jej tak… tak inaczej niż zwykle… Tak jakby znalazła coś, czego człowiek szuka całe życie… a ona była pierwsza…
- Nie chcesz o tym mówić? – głaskał ją miarowo tak gdzie ją najbardziej bolało… Skąd on to wszystko wie?…
- Nie wiem… Nigdy o tym nie mówiłam… Myślę, że to był najgorszy okres mojego życia… – sama nie wiedziała dlaczego mu to mówi. Ta chwila musiała być magiczna – Niedługi okres wcześniej kiedy był jeszcze tata… Myślałam, że wszystko się da naprawić… On nigdy nie miał dla mnie czasu… Nie było go tak często w domu… Miałam do niego o to żal… – czuła, że te wyrzuty sumienia powracają ze zdwojoną siłą, ale nie pozwoliła im wygrać, bo chciała to opowiedzieć Billowi… – I pewnego dnia chciał mnie ze sobą zabrać do Paryża… Najpierw powiedział, że mogę z nim jechać… czułam, że chce wszystko naprawić… Chyba też zauważył, że z jego dziecka nie zostaje już nic… A potem powiedział, że nie jadę… I wtedy coś we mnie pękło… znienawidziłam go, chociaż kochałam go jak nikogo na świecie… A po wylocie… – czuła, że zbiera jej się na płacz – Kilka godzin później… W telewizji podano… Że była katastrofa lotnicza i wszyscy zginęli – głos jej się załamał i jej ciało zaczęło drżeć od niemych szlochów. – On… U-u-ratował… Mi… ży-cie… – wyjąkała i przez jakiś czas milczała – Nie mogłam… się po tym pozbierać… – zaczęła mówić dalej po kilku chwilach. Nie chciała już za tym płakać tak mocno jak wcześniej. Ale wspomnienia nigdy nie zbledły. I nigdy nie zbledną… – Ale moja matka… Szybko znalazła sobie kogoś nowego… Myślę, że tata tak dużo pracował, bo czuł, że jego małżeństwo się rozpada… No i ona znalazła sobie kogoś… Ale Michael nie był miły i dobry jak jej się zdawało – jej ton stał się zimny – Dla matki owszem… Czuły i cudowny… A kiedy jej nie było… Bił mnie za wszystko co zrobiłam źle… I kazał mi nie mówić… Tłumaczył, że jestem niezdarna… a to, że upadłam na podłogę, a to, że się potknęłam i walnęłam o stół, o krzesło, o ścianę, że spadłam ze schodów, że ktoś mnie uderzył… Przestałam czuć… Czuć ból, czuć co znaczy miłość dziecka do matki… On mnie tego nauczył… Wbił mi to tak mocno do głowy, że już nie byłam tą samą dziewczyną co wcześniej. Stałam się taka, jaka jestem teraz… Kiedyś powiedziałam matce… ale jak to bywa w takich wypadkach, nie uwierzyła mi… Więc poszłam na policję… I w końcu złapali go na gorącym uczynku… A matka nagle odkryła, że była niedobra dla swojego dziecka… nigdy jej tego nie wybaczę, choćby pozwoliła mi na wszystko. Nigdy. – westchnęła – Ale nie chcę teraz psuć sobie humoru, porozmawiajmy o czymś innym… Ta twoja macocha wydaje się być śmieszna – uśmiechnęła się, ale Bill nie odpowiedział – No co? Bill, nie myśl o tym… Nie użalaj się… – chciała się odwrócić, ale on jej nie pozwolił. Znów ją zabolało, ale nic nie powiedziała. Przecież on nie wiedział, gdyby nie siniaki, byłoby wszystko ok.
- Jestem głupi, prawda? – schował twarz w jej włosach – Nic nie mów, wiem, że jestem… Bo ja też chcę ci coś powiedzieć… Jak się zachowywałem w stosunku do ciebie i pewnie też będę tak dalej robić… Kłamałem, Breeze… Każde złe słowo, które padło z moim ust, było tylko kłamstwem… I… Cholera, chciałem cię przeprosić… Ale… ale ja tak nienawidzę, kiedy się na mnie wyżywasz… Na mnie jedynym… A ja nie wiem czemu… – chłonął zapach jej włosów, świeżych po umyciu, pachnących szamponem i nią samą. Zdał sobie sprawę, że chciał czegoś takiego od samego początku… chciał ją zdobyć, a prawdopodobnie nigdy mu się to nie uda… Bo ona nie chce czuć…
- To nie tak… – zaprzeczyła, ale nie wiedziała co dalej. Co mogła mu powiedzieć? A co nie? – Ja… Ja… To nie tak…
Bill uśmiechnął się.
A jednak się mylił… Czuła coś…
- Nie musisz… – urwał, gdy gwałtownie się do niego odwróciła – Mówić…
Potrząsnęła głową. Wydawała mu się tak niebiańsko piękna, że wiedział, że ona musi należeć tylko do niego… Choćby miał zrezygnować ze wszystkiego… Musiał zdobyć jej serce w całości.
- Bo ja… – nabrała powietrza – Nie wiem jak to określić – spojrzała na jakiś punkt obok niego – Ty działasz na mnie tak… Tak… Niebezpiecznie… I ja muszę się bronić… Żebym nie została pokonana…
Bill uśmiechnął się czule.
- Nie rozumiesz tego, Breeze… – pogłaskał ją delikatnie – To co czujesz nie jest czymś zwykłym… Nie masz tego zwalczać… Musisz się temu poddać, pozwolić sobie odpłynąć… – wziął jej dłoń i przyłożył do swojej piersi – Czujesz? Ja odpływam… I moje serce bije tak radośnie tylko wtedy, gdy ty jesteś ze mną… Bo bez ciebie… Powoli staję się nikim…
Breeze wstrzymała oddech. Czy jej się wydaje, czy jej serce bije w tym samym rytmie?…
Chwyciła jego dłoń i tym razem ona przyłożyła ją do swojego serca.
- Biją tak samo – szepnęła
Bill posłał jej uśmiech
- Dajmy sobie szansę, Breeze… Bo gdy się nie kłócimy, wszystko jest dobrze…
Wypuściła ze świstem powietrze.
Czy ona dobrze zrozumiała?
Czy ona dobrze zrozumiała?!
- Ch… Chcesz… – zaczęła, ale nie była w stanie się wysłowić
- Chciałbym być z tobą, Breeze – powiedział poważnie – Chciałbym, żebyśmy byli razem…
Słysząc te słowa, dziewczyna poczuła zawroty głowy. Nie spodziewała się takich rzeczy! Nigdy!
- Ja… Ja też chcę… – szepnęła odważnie, chociaż nie wiedziała jakim cudem z jej ust wydobył się jakikolwiek dźwięk
- Twoje serce przyspieszyło – zauważył z uśmiechem
- Twoje też
Patrzyła na niego błyszczącymi oczyma, aż zrobiło mu się gorąco.
Pochylił się nad nią i delikatnie ją pocałował z taką czułością, jakiej jeszcze nigdy nie doświadczyła. Zarzuciła mu ręce na szyję i pierwszy raz poczuła się tak szczęśliwa. Bo właśnie się stała dziewczyną Billa Kaulitz.
*
Siren obudziła się dość wcześnie. Była głodna. Dlatego wczoraj zostawiła sobie koło łóżka ciasteczka, które upiekła mama bliźniaków. Ugryzła jedno i spojrzała, czy Tom aby się od tego nie obudził.
Ale spał dalej.
Ciasteczka były kokosowe.
Przypomniało jej się, o czym rozmawiali wczoraj w nocy.
A co by było gdyby to była dziewczynka?
„Pewnie bym ją rozpieszczał, ale to tak jak syna, każde dziecko bym rozpieszczał”
Zauważyła, że lubił o tym rozmawiać. Lubił snuć plany na przyszłość.
I zauważyła, że bardziej chciałby, żeby to była córka, nie syn. Chociaż syna też by kochał.
Ale ona nie wiedziała co mu przyniesie bocian i jak na razie nie chciała wiedzieć. Chociaż jej kobieca intuicja mogła jej co nieco podpowiadać…
Przyglądała się mu jak obrazkowi, którego trzeba opisać.
Gdyby pierwszy raz go zobaczyła…
Powiedziałaby, że ten człowiek śpiący jest szczęśliwy i spokojny. Że nie martwi się o nic, że wszystko ma pod kontrolą.
Ale ona wiedziała, że nie wszystko jest pod jego władaniem.
Bo każdy, nawet ktoś taki jak Tom Kaulitz może coś poczuć, coś co nim zawładnie do końca.
*
Bill pierwszy raz od tylu dni wolnych wyspał się.
Pomyślał, że musi być późno, ale skoro Breeze leżała obok niego, znaczyło, że musi być przynajmniej przed dziewiątą. Spojrzał na zegar na ścianie. a jakże, wcale się nie mylił, była 08:23.
Odwrócił wzrok do dziewczyny obok niego.
Próbował rozróżnić co było snem a co jawą.
Doszedł do najpiękniejszego wniosku. Breeze jest jego dziewczyną i to wcale mu się nie śniło!
Chciał ją obudzić, ale zauważył coś ciekawego. Jej górna część piżamy (miała koszulkę z długim rękawem i krótkie spodenki) się dosyć sporo podwinęła.
Każdy by zareagował i także zareagował na to Bill.
Upewnił się, że Breeze nadal śpi i lekko uniósł kołdrę.
To co zobaczył niemal go odrzuciło.
Jej brzuch i boki były pokryte licznymi fioletowymi i lekko żółtawymi siniakami!
Drugą ręką lekko pogładził skórę.
Breeze skrzywiła się, ale gdy chciała się przewrócić, ból ją obudził.
Spojrzała zdezorientowana na Billa, gdy przypomniała sobie wczorajszą sytuację, uśmiechnęła się, ale gdy zauważyła, że trzyma kołdrę, jej mina zrzedła.
- Skąd to masz? – spytał cicho ale za to dobitnie
Złapała kołdrę i chciała się przykryć, ale nie pozwolił jej na to.
- Skąd to masz? – powtórzył, a kiedy nie doczekał się odpowiedzi, wstał z łóżka
- Gdzie idziesz? – spytała słabo
- Poczekaj, zaraz wrócę – i zniknął za drzwiami
Wiedziała, że powinna mu w końcu powiedzieć, ale wczoraj już i tak powiedziała mu wszystko co tak bardzo bolało ją psychicznie. Dlaczego miała się spowiadać z tego co bolało ją fizycznie?
Wrócił po niecałych dwóch minutach trzymając w ręku jakieś pudełko.
- Co to jest? – spytała przestraszona
- Maść – odparł krótko i wyciągnął z pudełka tubkę. – Mama miała ją zawsze w szafce, bo z Tomem byliśmy bardzo zdolni i często się biliśmy z kim popadnie. Nasmaruję cię tym i ból i sińce szybciej znikną.
- Nie, zaraz – wyciągnęła rękę kiedy chciał wsmarować maść w jej brzuch – Nie opłaca się, musiałbyś smarować wszędzie, ręce, brzuch, plecy, nogi… – pokręciła głową – Nie opłaca się.
Zmierzył ją wściekłym spojrzeniem, ale wiedziała, że to nie na nią jest zły.
- Kto ci to zrobił? – wycedził
- Może lepiej smaruj, ja nie będę się odzywać – uśmiechnęła się do niego.
Nozdrza rozszerzyły się, kiedy gwałtownie wydychał powietrze.
- I tak mi powiesz. – podwinął jeszcze trochę jej koszulkę i delikatnie zaczął wsmarowywać maść – Bardzo cię boli? – spytał troskliwie, jak gdyby przed chwilą go nie nosiły negatywne emocje.
Uśmiechnęła się do niego.
- Mam powiedzieć szczerze, czy trochę ściemnić?:D Pewnie wolisz prawdę, no to mówię: Zajebiście mnie boli, ale już się przyczaiłam.
- Staram się to robić delikatnie, ale nawet jak lekko cię dotknąłem, ty przez sen się skrzywiłaś… – wycisnął znowu substancję na palce – Wyżej chyba nie masz siniaków?
Poczuła, że się czerwieni.
- Nie, nie mam – uśmiechnęła się
- Chociaż tu – odetchnął – Ok, to jak byś mogła, przewróć się na plecy.
- Ok, ale ostrzegam, na plecach i na bokach jest najgorzej.
- Nie strasz mnie, Breeze, wystarczająco mnie odrzuciło, kiedy zobaczyłem brzuch – powiedział zmartwiony – Za dzień lub dwa przejdzie… Ja i Tom aż takich obrażeń nigdy nie mieliśmy… Czemu nie chcesz powiedzieć kto to był?
- Bo to głupie – odparła z twarzą w poduszce
- Przestań, Breeze, nic w tym śmiesznego nie jest, ani tym bardziej głupiego. Możesz mi powiedzieć?
Słyszał jak westchnęła.
- To twoje fanki mnie tak urządziły. A w szkole brali mnie za kurwę, zdzirę, puszczalską itd. Większość uważała, że ci dałam, a ty mnie rzuciłeś bo ci się znudziłam. – wyrzuciła
Bill przerwał smarowanie z otwartymi ustami.
- A teraz uznają, że jesteś ze mną z litości. – dodała
- Boże… nie wiedziałem, że to aż tak utrudnia życie – szepnął zszokowany
- Nieważne, smaruj dalej, teraz jestem tu, z tobą i nikt mnie nie tknie
Bill czuł się okropnie, a jednocześnie przepełniony dumą. Bo fanki atakowały Breeze, ale on mógł ja chronić.
*
Siren wyciągnęła z lodówki margarynę, wędliny i paprykę. Uwielbiała kanapki z właśnie tym warzywem. A teraz jej tak potwornie burczało w brzuchu, że nie miała zamiaru czekać na to, aż pani Kaulitz wróci ze sklepu, czy gdzie tam poszła.
Odłożyła wszystko na stół i zaczęła smarować chleb.
- Jesteś już tak zdesperowana, że sama robisz sobie śniadanie? – nagle w kuchni pojawił się Tom w samych bokserkach, co lekko wyprowadziło ją z równowagi.
- Jestem cholernie głodna i jak czegoś nie zjem, to wciągnę wszystko co się porusza:D
Chłopak wybuchnął śmiechem i ruszył do niej.
- Pomogę ci, nie chce zostać zjedzony, jeszcze nie teraz:D – usiadł i rozejrzał się – A co mam robić?
Siren wzruszyła ramionami.
- Co chcesz, możesz smarować, kroić, nakładać…
- No to smaruję:D – wstał i usiadł z powrotem z deską i nożem. Ziewnął i zabrał się za smarowanie – Wy wszyscy musicie tak wcześnie wstawać? – spytał przecierając oczy
- A tobie ktoś kazał się budzić?:D – zaczęła kroić paprykę – Mogłeś se spać, nie marudź teraz:D
- Nie chciałem pozostać sam:D A z resztą, przynajmniej ci pomogę i nikogo nie zjesz:D – wyszczerzył do niej zęby
Siren potrząsnęła głową i roześmiała się.
Była szczęśliwa. Nie chciała tego wszystkiego, ale to się samo stało. I ona się z tego ogromnie cieszyła.
Spojrzała na Toma, który smarował w skupieniu chleb.
I on chyba też się cieszył, chociaż nie mogła do końca uwierzyć, że on mógł się tak zmienić za jej sprawą…
Nagle odskoczyła od stołu i pisnęła.
- Ałłł… – jęknęła patrząc na swój palec, na którym w szybkim czasie pojawiła się krew.
Tom roześmiał się i wstał.
- Ale z ciebie słodka niezdara – uśmiechnął się – Chodź, opatrzymy ci to – pociągnął ją lekko za rękę ku łazience.
- Ałaaa… To boli… – chuchała na palec, ale ból ani na chwilę nie zelżał. W jej oczach pojawiły się łzy.
- Już drugi raz się tniesz, jeszcze uznam to za jakiś nałóg, albo coś:D – roześmiał się i wyciągnął z szafki buteleczkę – Trzymaj palec nad zlewem – polecił i polał ranę wodą utlenioną – Jeszcze masz ślad po poprzednim skaleczeniu, jak ty to robisz, że tniesz ten sam palec? – uśmiechnął się do załzawionej dziewczyny – Bardzo boli? – spytał troskliwie
Siren tylko skinęła głową.
Blondyn przepłukał ranę zimną wodą.
- Oj, zaraz przestanie, zobaczysz – mimo polania wodą, palec nadal był zakrwawiony, a krew wcale nie miała ochoty się zakrzepić. Tom niewiele myśląc wziął jej rękę i włożył jej palca do swoich ust. Poczuł smak krwi. Wyciągnął z szafki opakowanie plastrów.
Dziewczyna przyglądała mu się z rozszerzonymi źrenicami.
Ból i ciepło jego ust sprawiało, że czuła się, jakby rana pulsowała.
Zrobiło jej się słabo. Zawsze tak reagowała na bliskość Toma. Trzymał jej palec w swoich ustach. Niby rzecz niewinna, ale jakże pobudzająca wyobraźnię i zmysły.
Przełknęła ślinę. Niemal natychmiast zapomniała o bólu, a na jej policzkach pojawił się lekki rumieniec.
Tom spojrzał na nią zaciekawiony. Czyli ona czuje się dokładnie jak ja, pomyślał zadowolony. Czuje ten dziwny prąd, który przepływa między nimi, gdy się dotykają.
Natychmiast nabrała głęboko powietrza, gdy lekko polizał jej palec, nadal trzymając go w swoich ustach.
- Tom… – szepnęła prawie bezgłośnie
Poczuł, że krew zaczyna szybciej krążyć w jego ciele. Nie rozumiał, jakim cudem Siren potrafi na niego tak działać, że mimo iż tylko szeptała, sprawiała, że myślał tylko o jednym.
Nie wiedział, czy się powstrzymać, czy też na nią rzucić. A jej wzrok wcale a wcale nie ułatwiał mu zadania.
Wrzucił pudełko do zlewu.
Dotknął delikatnie jej dłoni i zaczął przesuwać swoje palce wzdłuż ręki. Na jej skórze powstała gęsia skórka.
Nie odzywali się, ale ich gesty mówiły same za siebie.
Sam dotyk mówił, jak bardzo potrzebują swojej bliskości. Jak bardzo ogarnia ich pożądanie.
Jego druga ręka powędrowała pod jej koszulkę i zaczęła błądzić po jej ciepłym ciele.
Z jej ust wydobyło się cichutkie westchnienie.
Jego oczy zaszły mgłą, ale jakimś dziwnym sposobem nie potrafił przyspieszyć.
Delektował się każdym oddechem, każdym drgnięciem, każdym ruchem Siren. To było takie inne…
Wszystko działo się tak, jakby on i ona pierwszy raz się widzieli, jakby to miał być ich pierwszy wspólny raz. Dokładnie wykonywali poszczególne ruchy, jakby jedna nieuwaga mogła zniszczyć wszystko.
W ich zachowaniu jeszcze nigdy nie było tyle delikatności co teraz.
Siren podniosła wolną rękę i położyła ją na jego klatce. Miał taką miłą w dotyku skórę…
Przysunęła się do niego bliżej.
Chciała go pocałować, ale on trzymał jej palec w ustach.
Dotknęła jego policzka. Widziała, że każdy ruch z jej strony go podnieca. Tak samo było z nią.
Przysunął się jeszcze bliżej, niemal stykali się ciałami. Lizał jej palec, patrząc na jej piersi, które zaczęły się wznosić i opadać w jeszcze szybszym tempie.
Jedną rękę położył na jej pośladki, drugą zaczął się zakradać pod stanik.
- Tom… – nie potrafiła powiedzieć nic więcej… a może nie chciała?
Ktoś zamienił jej uczucie w obsesję. Tak. Miała obsesję na punkcie Toma. I na punkcie jego dotyku. I na punkcie seksu z nim.
Jakimś cudem odpiął jej bieliznę i…
Nagle w drzwiach stanął Gordon.
- A tu jesteście, bo się zasta… – urwał i otworzył szeroko oczy.
Tom i Siren natychmiast od siebie odskoczyli, co wywołało jeszcze gorszy efekt.
Siren miała odpięty stanik, a przez bokserki Toma wyraźnie było widać co sie działo, a właściwie miało stać.
Obydwoje zrobili się czerwoni, a Gordon wybuchnął śmiechem.
- Nie zamknęliście drzwi – uśmiechnął się do nich i znów wybuchając śmiechem, wyszedł z łazienki.
- O… Opatrzę ci lepiej ten palec – wyszeptał Tom i chwycił za plastry.
*
- Myślicie, że oni kiedykolwiek wyjdą? – spytała Simone, siadając do stołu z kubkiem gorącej kawy.
To i Siren siedzieli zadumani i nie odzywali się. Każde z nich zastanawiało się nad dzisiejszym rankiem. Zachowywali się inaczej niż zwykle. nie mogli tego zrozumieć.
Gordon wzruszył ramionami.
- Jeżeli nie zejdą w ciągu pięciu minut, zaczniemy jeść bez nich i tyle – wyszczerzył zęby na widok jajecznicy i kanapek
Simone zmarszczyła czoło. Było już po jedenastej, jeszcze nigdy tak długo nie czekała z jedzeniem, ale dzisiaj chciała by wszyscy byli tu razem. Chciała wiedzieć co jest z Breeze i Billem. Chciała wiedzieć wszystko. Chciała by na nowo włączyli ją do swoich spraw. Przez karierę tyle się zmieniło…
Uśmiechnęła się słysząc kroki na schodach.
- No i masz ich w końcu – Gordon się roześmiał.
- …przez cały dzień? – spytała z rozżaleniem dziewczyna.
- Najpierw się wchłonie, dopiero potem będziesz mogła się wykąpać – odpowiedział jej Bill
- Ale to jest okropne, koszulka się przylepia do ciała… – weszli do kuchni – Dzień dobry – powiedziała radośnie
- Nareszcie – Simone uśmiechnęła się – Dzień dobry, siadajcie, zanim jajecznica ostygnie – wskazała na dwa miejsca po jej lewej stronie.
- Łaaał – Bill ogarnął wszystko wzrokiem – Teraz dopiero poczułem jaki jestem głodny…:D – chciał usiąść, ale się powstrzymał – Tylko najpierw umyję ręce – podszedł do zlewu
- A ja będę śmierdzieć… – mruknęła do siebie Breeze i zajęła miejsce naprzeciw swojej przyjaciółki.
- Co mówiłaś? – spytała Siren
- A nic tam, tak sobie paplam – parsknęła śmiechem.
Blondynka znacząco spojrzała na Toma. Ewidentnie coś się wieczorem stało, że Breeze jest taka spokojna.
Dredowłosy skinął głową.
- No dobra! – Bill klasnął w ręce i usiadł obok brunetki – Jemy póki jesteśmy głodni:D
Simone i Gordon spojrzeli na niego jak na idiotę i uśmiechnęli się. To był właśnie ich Bill.
- Smacznego – dodał Tom i wszyscy odpowiadając również „smacznego”, zabrali się za jedzenie.
Breeze dziwnie się czuła. Niepewnie, jednak swojsko.
W ciszy jadła jajecznicę. Była potwornie głodna, jak z resztą wszyscy.
Czuła na sobie ukradkowe spojrzenia Billa. Sprawiało jej to niemałą przyjemność, lubiła, a wręcz uwielbiała być w centrum zainteresowania Billa.
Jak to się stało, że tak pękła? I to dla niego? Dla Billa, którego tak nienawidziła?…
Niewielki jest krok od nienawiści do miłości…
Wzdrygnęła się. Miłość… To poważne słowo…
Uchwyciła zmartwione spojrzenie Billa.
- Nic mi nie jest – zapewniła go
Gordon przyglądał się parze. Nie rozumiał o czym mówiła mu wczoraj Simone. Przecież ta dziewczyna wcale nie jest agresywna, a wręcz przeciwnie. Wydawała się być krucha i delikatna…
Poza tym czuł znajomy zapach.
Taki, który czuł w dzieciństwie Billa i Toma…
Zastanawiał się dlaczego tak szybko wydorośleli…
Czy dobrze zrobili poświęcając się karierze?…
A potem mu nagle wpadło co to za zapach.
Rozejrzał się po wszystkich i zawiesił wzrok na Breeze.
- Biłaś się? – spytał wolno ze zdziwieniem
Brunetka podskoczyła i spojrzała na niego z przerażeniem.
- Ja?… Nie… Nie biłam… – pokręciła gwałtownie głową.
- To czemu masz na sobie tą maść, którą Simone zawsze smarowała bliźniaków? – drążył świdrując ją wzrokiem
- Nieważne, Gordon – powiedział cicho Bill przerywając ciszę, gdyż Breeze nie wiedziała co odpowiedzieć.
Gordon wzruszył ramionami, ale za to kontynuowała Simone.
- Ale ja chcę wiedzieć co się dzieje. – powiedziała z naciskiem.
Breeze już miała na języku ciętą odpowiedź, ale się powstrzymała. Przecież nie mogła być niemiła. Nie mogła tego zrobić, za bardzo chciała zdobyć przychylność mamy Billa.
Postanowiła powiedzieć prawdę. Bo w końcu to chyba nie było nic złego, że to ona oberwała, a nie ktoś…
Wstała i podwinęła lekko koszulkę ukazując wielki siniak na brzuchu.
- Chyba muszę się trzymać Billa, żeby nie oberwać od jego fanek – powiedziała rozbawiona, by rozluźnić sytuację. Ale nie rozluźniła… A może nawet pogorszyła?…
- To nie są fanki do cholery, jeśli cię atakują – mruknął Bill, ściskając widelec, aż zbielały mu kostki.
- To dziwne, mówiły, że są – powiedziała z ironią. – A wiesz co jest w tym najzabawniejsze? – spojrzała na niego z udawaną radością – Że nie mogę wrócić, bo mnie zabiją. Porwałeś mnie i teraz musisz mnie zatrzymać, chyba, że chcesz mnie mieć na sumieniu, ale raczej tego nie polecam. – uśmiechnęła się do niego słodko.
Denerwowało go, że jest wyżej niż on, więc wstał i zmierzył ją spojrzeniem.
- Świetnie, w takim razie zostaniesz ze mną przez długi, długi czas. – wyszczerzył zęby.
Wszyscy przyglądali im się w skupieniu. Ale to było normalne, bo ich zachowanie wobec siebie zawsze wszystkich zastanawiało. Relacje między nimi nie były proste. Nikt nigdy nie wiedział, czy zaraz nie wybuchnie wojna. Oni też tego nie wiedzieli.
- Proszę, a kiedy ci się znudzę? Co wtedy? Wyrzucisz mnie do kosza, żeby inni nie widzieli?
- Jeśli się tobą znudzę, wtedy pomyślę.
- A czy ty myślisz o mnie? – i nie czekając na odpowiedź, odsunęła krzesło i wyszła z kuchni.
Bill westchnął i spojrzał na zegarek.
- I to było na tyle – usiadł – 11 godzin i 28 minut bez kłótni. Mogę sobie pogratulować – rozejrzał się po domownikach – No co? Czemu nie jecie? – wysilił się na słaby uśmiech.
- Nikt jak zwykle nic nie rozumie – wyjaśnił Tom
Brunet wzruszył ramionami.
- Powiem o co chodzi, jak sam zrozumiem – odparł i zabrał się znów za jajecznicę, która była już właściwie zimna.
Siren miała przeogromną nadzieję, że ona i Tom nigdy nie będą się tak zachowywać. Że po kłótniach będzie wystarczyła tylko rozmowa i wszystko będzie znowu ok…
Wpadła w dziwny nastrój. Nie smutny, nie wesoły, ani nie zły…
Jej rozmyślania przerwał dźwięk telefonu. Telefonu Toma.
Dredowłosy westchnął i spojrzał na wyświetlacz.
- Chyba jednak znowu zmienię numer, bo coś za dużo ludzi do mnie dzwoni – stwierdził i po naciśnięciu zielonej słuchawki, przystawił aparat do ucha – Tak?
- T-t-tom… Ka-ka-aulitz? – spytała jakaś dziewczyna, najwyraźniej zdenerwowana
- A ty kim jesteś? – spytał siląc się na uprzejmość. Wszyscy wbili w niego wzrok, czekając na wyjaśnienia. Wzruszył ramionami.
- Ja… Ja… Aleksandra…
- Przykro mi, nie znam żadnej Aleksandry – przewrócił oczami – Słuchaj, nie mam teraz czasu, więc…
- Poczekaj! – w jej tonie słychać było desperację – Bo… Muszę ci coś powiedzieć, muszę się z tobą spotkać w cztery oczy!
- Słuchaj, ee… Jak… A, Aleksandra. Nie mam teraz czasu, rozumiesz? – tłumaczył jak małemu dziecku – Mam wolne. Mam zamiar z tego korzystać. Więc nigdzie się z nikim nie spotkam, ok? – powoli tracił już cierpliwość, zaczął postukiwać palcami o blat stołu.
- A… Ale… Ja muszę…
Super. Brakowało mu tylko teraz jakiejś zapłakanej dziewczynki, która koniecznie chciała z nim rozmawiać.
- Aleksandra. – powiedział stanowczo – Jako, że mam dobry humor, pozwalam ci powiedzieć o co ci chodzi przez telefon. Mówisz, albo się rozłączam, jasne? – spytał zirytowany.
- Tak… Ja… Ja… Jestem z tobą w ciąży – wydusiła
Tomowi opadły ręce
- Tylko tyle? Ok, no to cieszę się bardzo, setki do mnie dzwonią z tym samym, więc nawet nie mam zamiaru się pytać czy mówisz prawdę. Nara. – nacisnął czerwoną słuchawkę i rzucił telefon na stół.
Bill parsknął śmiechem.
- A to dziwne, że dzwoni do ciebie fanka w rzekomej ciąży po twoich kilku tygodniach wstrzemięźliwości:D
- Co znowu? – spytała Simone
- Nic ciekawego, mamo, dzwonią do mnie jakieś natrętne fanki z tekstem „Muszę ci coś powiedzieć, jestem z tobą w ciąży” – powiedział naśladując dziewczęcy przerażony głos. Razem z bratem wybuchnęli śmiechem.
Siren skierowała na niego zdziwiony wzrok.
- A skąd wiesz, że to nie jest prawda? – spytała
- Właśnie – podchwyciła Simone, a Gordon pokiwał głową.
- Halo, dzwonią do mnie setki z takimi tekstami, nikt by w to nie uwierzył.
- Ale ja jestem w ciąży… – powiedziała cicho Siren.
Spojrzał na nią.
- Bo nie użyłem prezerwatywy – rzucił z uśmiechem, jakby się śmiał z własnej głupoty
- Z innymi może też nie użyłeś – jej nastrój coraz bardziej spadał ku stacji „SMUTEK-ZŁOŚĆ-ROZŻALENIE”
- Nie skarbie, z innymi zawsze używałem, tylko przy tobie jakoś mi nie wyszło – posłał jej przewrotny uśmiech
- Nie pamiętałeś o tym, zajarzyłeś dopiero wtedy, kiedy ci o tym powiedziałam, może z innymi też tak było… – myśl, że mogło być więcej takich jak ona, przerażała ją. On starał się ja uspokoić, ale ona sama się napędzała i znajdowała coraz to silniejsze argumenty, które jeszcze bardziej ją dobijały.
Znów irytacja przejmowała nad nim kontrolę. Nie zwracał już w ogóle uwagi na resztę. Odwrócił się do blondynki całym ciałem tak, że ich kolana się stykały.
- Siren, słuchaj. Dobrze wiem o tym, że zapomniałem. Ale to jest logiczne. Bo ty jesteś w tym tak dobra, że nie da się myśleć trzeźwo. – z przyjemnością patrzył jak jej policzki robią się czerwone.
- Tom, nie przy nas – jęknęła Simone.
- To możecie wyjść, ja jeszcze nie skończyłem:D – uśmiechnął się figlarnie nie odrywając wzroku od Siren.
Simone wstała, Gordon także. Bill niechętnie podniósł się z miejsca. Lubił słuchać takich rzeczy. A z ust Toma nie słyszał tego nigdy. Ale nie miał wyboru i wyszedł z kuchni razem z rodzicami.
Dziewczyna nie odzywała się, więc Tom kontynuował.
- Poza tym… Ciebie jedyną poznałbym w tłumie, gdybym miał rozpoznać z którą uprawiałem seks, wiesz? – wsunął dłoń w jej blond włosy i uśmiechnął się szerzej – Jesteś niesamowicie inna, a to mi się w tobie podoba… I przysięgam, że przy żadnej innej się nie zapomniałem tak jak przy tobie – przysunął się i lekko ją pocałował. – Zaufaj mi, one wszystkie ściemniają – obwiódł palcem jej usta i uśmiechnął się.
*
Stała w pokoju od 15 minut. Przez te 15 minut w ogóle nie myślała.
Breeze położyła się na łóżku i zaczęła się zastanawiać nad swoim zachowaniem. Właściwie nie wiedziała o co jej chodziło.
Poza tym czuła się okropnie. Ubrania się wręcz do niej przylepiały.
Znowu zrobiła scenę i znowu zacznie tego żałować. Chociaż właściwie to już żałowała. No ale co ona na to mogła poradzić? Ona po prostu już taka była.
Jej rozmyślania przerwało wtargnięcie do pokoju.
Bill przyniósł tacę z kanapkami.
- Pomyślałem, że możesz być głodna, bo nie zjadłaś do końca śniadania. – uśmiechnął się do niej ciepło.
- Dzięki – odparła nie zaszczycając go swoim spojrzeniem.
Bill westchnął i usiadł obok niej na łóżku.
- Możesz mi powiedzieć dlaczego właściwie jesteś zła? – spytał delikatnie dotykając jej dłoni na pościeli.
Nie odwróciła wzroku od poduszki.
- Nie wiem – odparła szczerze – Po prostu jestem zła – wzruszyła ramionami.
Bill roześmiał się i mocniej ścisnął jej dłoń.
- Myślisz, że kiedyś przetrwamy dobę bez żadnej kłótni?:D
Odwróciła się do niego.
- Wątpię:D
Z jego twarzy nie schodził uśmiech, ale czuła, że spoważniał.
- Ale dlaczego nie możemy się chociaż raz zachowywać jak na dziewczynę i chłopaka przystało? – spytał nie odrywając wzroku od jej oczu. Lubił w nie patrzeć. W łazience tydzień temu spostrzegł, że mają iście głęboki odcień zieleni, a w zestawieniu z czarnymi włosami dawały nieziemski wygląd. Ale on doskonale zdawał sobie sprawę, że Breeze jest piękna. Zdawał sobie sprawę, że wpadł nie tylko ze względu na jej charakter.
Wzruszyła ramionami.
- Nie wiem, to chyba trudne, nie? – spytała cicho.
Dziwnie się czuła, gdy była z nim sam na sam. Nigdy nie przypuszczała, że to właśnie przy nim tak się będzie czuła. I myślała o tym za każdym razem. Ona i Bill. Bill i ona. Razem. Niedorzeczne, a jednak prawdziwe.
Teraz trzymał jej dłoń, a przez jej ciało przechodziły dziwne dreszcze. Tylko przez ten dotyk.
Jak on to robił?
- Nie wiem, gdybyśmy się postarali, może by nam się udało, nie sądzisz? – niebezpiecznie zaczął przybliżać swoją twarz do jej twarzy. Zatrzymał się w chwili gdy ich nosy niemal się stykały.
- Nie wiem, przez ciebie przestaję myśleć – szepnęła, czując, że wręcz topi się w jego brązowych tęczówkach.
Uśmiechnął się szerzej i lekko musnął ustami jej usta.
- Ja przy tobie też, to chyba jakiś znak – patrzył na nią nie mogąc się nadziwić, że wreszcie ją ma. Nie wiedział jakim cudem, ale miał ją.
Delikatnie dotknął palcami jej policzka. To tak jakby wpadły w jego ręce największe skarby świata. Ona nimi była.
Była niewinna i krucha, wiedział o tym. Była taka, tam w środku. A on to odkrył, odkrywał za każdym razem, gdy byli tylko we dwoje. Nie kryła się już przed nim. Przed nim jedynym…
Czyżby właśnie odkrył szczęście?
Znów ją pocałował. Długo i subtelnie. Jego myśli non stop wirowały wokół jednej myśli, która pewnie nie da mu spokoju, póki nie wcieli jej w życie. Ale kiedy mógł to zrobić? 3 miesiące? Pół roku? Rok? Myślał o tym, ale nie potrzebował tego natychmiast. Bo miał zamiar uczyć ją wszystkiego od podstaw i na każde ćwiczenie będzie musiała przeznaczyć dużo czasu.
Chociaż musiał przyznać, że uczyła się szybko i sprawnie.
Ruchy jej warg zaczynały go doprowadzać do skrajnego obłędu. W zastraszającym tempie. I czuł, że za chwilę przestanie nad sobą panować. Jeśli nie przestanie.
Ale ona nie miała zamiaru przestać i właśnie to odkrył.
Breeze wsunęła dłonie w jego włosy i nagle zapragnęła czegoś bardziej intymnego.
Ale to on miał ją uczyć, więc czy ona ma prawo coś sama zacząć?
Poza tym nie wiedziała jak zacząć, a to już był niejaki problem.
Oderwała się od niego tylko i wyłącznie po to by nabrać powietrza.
Zadziwiła i siebie i jego. Usiadła mu na kolanach i uśmiechnęła się chytrze.
Jego żołądek zaczął wykonywać dziwne akrobacje. Przełknął ślinę i zmierzył ją wzrokiem pełnym podziwu.
- Naprawdę szybko się uczysz – wyszczerzył zęby
Roześmiała się gardłowo, co przyprawiło go o jeszcze silniejsze dreszcze.
- No ja myślę, jestem bardzo pojętną uczennicą:D
- A do jakiego poziomu chcesz dzisiaj dojść? – sunął palcami po jej lewej nodze, czuł nawet pod materiałem jeansów, że jej mięśnie się napinają.
- Nie za daleko i nie za blisko – odparła wyzywająco
- Sama przerwij gdzie będziesz chciała, bo ja prawdopodobnie się nie zatrzymam – powiedział i przyciągnął ją do siebie.
Breeze ochoczo przylgnęła do jego ust. Nie rozumiała magii pocałunku. Dlaczego człowiek uwielbia całować, dlaczego to sprawia taką przyjemność.
Dlaczego to działało jak narkotyk – bo ona już się uzależniła.
Jego usta wygięły się w lekkim uśmiechu, a potem poczuła jego język na podniebieniu.
Chciała krzyknąć, ale z jej ust wydobył się tylko jęk. Nagle zrobiło jej się gorąco, jakby wokół był ogień, jakby oni sami także płonęli.
Przysunęła się do niego jeszcze mocniej. Ich ciała dzieliły już tylko ubrania.
Breeze przestała nad sobą panować z chwilą, gdy jego język zaczął penetrować wnętrze jej ust.
Wszystko było dla niej nowe. Wszystko, łącznie z uczuciem bezwładności. To tak jakby była zabawką w jego rękach. Bawił się tak jak on chciał. On ustalał reguły.
Nie wiedziała jednak, że się myli. Bo gdy ona wyruszyła do kontrataku, to on poczuł się jak marionetka.
Całował wiele razy, ale ten pocałunek przebił wszystkie.
Bo zaczął myśleć tylko o tym, by zerwać z niej wszystkie ubrania.
Pożądanie zapaliło się w nim gwałtownie i natychmiastowo.
Zaczął sunąć rękoma w górę, zatrzymując się na pośladkach. A potem bardzo delikatnie ruszył wyżej.
Breeze czuła ból. Ale ten ból dziwnie dawał rozkosz.
Rozkosz wypełniała ją po brzegi.
Jego palce dotarły do stanika, a usta przeniosły się do ucha.
- Skarbie, powstrzymaj mnie – wyszeptał. Jego oddech był gorący, parzył ją, sprawiał, że chciała krzyczeć. Przełknęła ślinę. Nie chciała przerywać. A tym bardziej nie chciała, gdy zaczął lizać jej szyję. Znowu jęknęła, a oddech przyspieszył jeszcze bardziej. Odchyliła głowę na bok, a jego dłonie zaczęły podwijać jej koszulkę do góry – Zrób coś, nie panuję już nad sobą… – cholernie chciał by przestała, a jednocześnie błagał ją, by nie przerywała. Tak bardzo go pociągała, że zrobiłby wszystko, byleby tylko zaciągnąć ją do łóżka. Ale nie chciał być taki jak Georg. Więc był rozbity. A ona wcale mu nie pomagała. Na dodatek czuł, jak ciało oddziela się od umysłu. Nie potrafił tego kontrolować. Jego dłonie zaczęły rozpinać stanik. Wykonały zadanie z łatwością. Wydał z siebie jęk z niemą prośbą w oczach. Ale ona tego nie widziała – Skarbie, błagam…
Czuła się, jakby dryfowała w oddali od niego. Ale słyszała, że o coś błagał. Czegoś kazał jej nie robić…
Wszystko jednak zdawało jej się być na miejscu. Tam gdzie być powinno. Perfekcyjnie na miejscu.
Chciał ją rozebrać…
To znaczy, że…
Otworzyła gwałtownie oczy i pchnęła go na łóżko.
Bill z ulgą odetchnął i uśmiechnął się.
- Dzięki:D
Ciężko jej się oddychało. Była zamroczona jego dotykiem, jego pocałunkami. Nie rozumiała dlaczego przerwała. Nie rozumiała dlaczego nie chciała przerywać.
- Masz do czynienia z Breeze Rosenberg i… – zaczęła ale Bill jej przerwał
- Wiem, dlatego tak mi odbiło:D
Uśmiechnęła się przewrotnie, czerwieniąc się. Zapięła stanik.
- I nie może ci tak odbijać. Jestem dziewicą, jakbyś nie pamiętał:D
Pokiwał energicznie głową i roześmiał się.
- Mówiłem, żebyś mnie powstrzymała, bo ja nie dam rady? Mówiłem:D Odkryłem, że przy tobie przestaję się kontrolować nie z własnej woli:D
Dopiero teraz odczuła tą władzę jaką nad nim ma. Gdy siedziała nad nim, a on jej mówił, że nie potrafi się powstrzymać.
Uśmiechnęła się i wzięła do ręki kanapkę z tacy obok jego głowy.
- Zapamiętam:D
*
Tom nagle wybuchnął niepohamowanym śmiechem.
- Co właściwie cię tym cieszy? – spytała jego matka. Zastygła w swojej czynności – sypaniu herbaty do kubka.
- Reakcja Siren:D – odparł chichocząc.
Spojrzała na niego, czekając aż rozwinie temat.
- To nie za duży stres jak dla niej? – spytał przestając się śmiać – Nie chcę żeby sytuacja znowu się powtarzała tak jak to było z tobą.
Simone odetchnęła. Myślała, że chodzi o coś gorszego, ale jak tylko o to, to nie było powodu do zmartwień.
- Słuchaj, znając życie, to on przyjmie to o wiele łagodniej niż ja, nie przejmuj się – poklepała go i z powrotem zajęła się herbatą.
- Aha… Ok… To zadzwonię… A zaraz. – zmarszczył czoło – Breeze też z nami jedzie?
Wzruszyła ramionami.
- Myślisz, że sprawa się pogłębiła od wczoraj?
- Co masz na myśli? – oparł się o stół zastanawiając się kiedy w końcu będą podróżować i kiedy będzie częściej z Siren sam na sam.
- No wiesz… chodzi mi o to czy oni są razem, czy jak. Ja potrzebuję jakichś konkretów, nie tak jak u ciebie i Siren – mruknęła oburzona.
- Ah… – chwilę się zadumał. Nie wiedział właściwie dlaczego blondynka nie jest jego dziewczyną. To brzmiało tak niebezpiecznie. Tak ukracało wolność, której właściwie i tak już nie miał… – Co mówiłaś? – spytał, gdy jego matka zaczęła wywiercać mu dziurę oczami.
- Pytam o Breeze i Billa!
- A!:D – zaczął machać rękoma, by jego mama się uspokoiła – Nie wiem, ale to wygląda inaczej niż wczoraj. Myślę, że należy się spytać Billa, Breeze albo ich obydwojga, muszę zadzwonić – uniósł palec do ust, gdy Simone chciała coś dodać – Dzwonić:D – wyciągnął telefon i wybrał numer z książki telefonicznej. – Dzwonię:D – przystawił „słuchawkę” do ucha i czekał. Usłyszał pierwszy sygnał, potem drugi i trzeci.
- Tom! Miło, że dzwonisz!
- Cześć tato… Słuchaj, możemy dzisiaj do ciebie wpaść?
- Do mnie? – zdziwił się
- No tak, wiesz, tak porozmawiać i w ogóle… Dawno się nie widzieliśmy i tak dalej, poza tym, mamy dla ciebie kilka wieści – mrugnął porozumiewawczo do matki
- Ou – ojciec bliźniaków przez chwilę się zastanawiał, aż w końcu dodał – Ok, teraz mamy 13:47 więc może wpadnijcie tak na 15:00? Ile kubków herbaty przygotowywać?
Tom parsknął śmiechem.
- Myślę, że cztery, tato:D
- Aha! Ok, to czekam – roześmiał się – To trzymaj się synu, cześć
- Cześć:D – rozłączył się i westchnął – Więc problem Breeze mamy z głowy, już powiedziałem, że będzie:D
Simone pokręciła głową.
- O której wyjazd? Zdążycie zjeść obiad?
- Raczej nie, u taty jesteśmy umówieni na piętnastą, więc lepiej już się zbierać. – odepchnął sie od stołu i schował telefon do kieszeni – Idę powiedzieć reszcie – w podskokach pobiegł po schodach na górę. Najpierw zahaczył o pokój brata. – Zbierać się dzieci! – klasnął w dłonie udając, że sytuacja w której Breeze siedziała na Billu i jadła kanapki wcale go nie dziwi – Jedziemy do Magdeburga!
Brunetka przełknęła kęs i zrobiła minę nic nie rozumiejącej dziewczynki
- Po co?
- Do taty:D – i nie czekając na oburzenie, zamknął drzwi. Doszedł do swojego pokoju. Wszedł do środka i oparł się o ścianę. Przyjrzał się uważnie blondynce przeglądającej zdjęcia na półkach. Miała słuchawki na uszach, nie usłyszała, że ktoś wszedł. Miała na sobie jasne, prawie białe rybaczki i czarno-białą koszulkę w pasy.
Uśmiechnął się. Wyglądała wręcz cudownie. Miło by było teraz położyć ją na łóżku i…
Potrząsnął głową rozwiewając marzenia i podszedł do niej. Objął ją od tyłu.
- Tom… – mruknęła z uśmiechem. Ściągnęła słuchawki.
- Nawet się nie przestraszyłaś – powiedział z wyrzutem i pocałował jej kark.
- Bo kto miałby odwagę mnie macać, prócz ciebie, hę?:D
- Nie macam cię:D Macają tylko zboczeńcy:D
- A ty nim nie jesteś?:D Wykorzystujesz biedne napalone fanki:D
- Nie są biedne, jeśli są napalone:D – obydwoje wybuchnęli śmiechem – Poza tym pragnę zauważyć, że powinnaś zastosować tu czas przeszły moja droga:D
- O – odwróciła się do niego twarzą – A gdzie, mój drogi?:D
- WykorzystYWAŁEM – podkreślił – Teraz wykorzystuję tylko ciebie:D A ty mnie, więc ty też jesteś zboczeńcem najwyższej klasy:D
- Phi! – prychnęła udając oburzenie – Ja nikogo nie wykorzystuję!
- To znaczy, że ja też nie:D Więc wracamy do punktu zwrotnego. Kto tu jest zboczeńcem?:D
- Hm… Może nasze dziecko?:D
- Wypluj, jeśli to syn, to dziewczyny same będą się na niego rzucać:D Jak ty na mnie:D Żadnego wykorzystywania:D
Wybuchnęła takim śmiechem, że była pewna, że każdy ją w tym domu usłyszał.
- Jak miałam inaczej zwrócić na siebie uwagę?:D
- Nie wiem, uważam, że to bardzo fajne:D I odważne:D Widziałaś resztę dziewczyn? One też chciały seksu, a żadna się nie odważyła:D
- Właśnie:D Trzeba wiedzieć czego się w życiu chce:D I brać póki gorące:D
- Ja ciągle jestem gorący:D
Znów zaniosła się śmiechem
- Lub według ciebie brać co nie przestaje parzyć:D
- Hej, to miłe:D – wsunął ręce pod jej koszulkę – Mój dotyk parzy? – spytał szeptem
Spojrzała na niego wzrokiem, który nagle stał się zamglony.
- Czasami… – przymknęła oczy i odchrząknęła – Nie powiedziałeś, czy gdyby to była córka, to byłaby zboczeńcem:D
- Naszej córce każdy facet padałby do stóp. Ona wybrałaby najlepszego, takiego którego każdy by chciał za zięcia i nie byłaby zboczeńcem:D Bo wcale nie musiałaby wykorzystywać:D
- Hm… Znów punkt zwrotny, kto jest zboczeńcem?:D
- Już nie wiem:D Może Bill?:D
- Nieeee – pokręciła głową – Breeze go temperuje:D A Breeze też nie jest, bo jest za niewinna:D
- Jaka niewinna? Przecież znęcała się psychicznie nad Georgiem i moim bratem:D
- Robiła to nie-świa-do-mie – przesylabowała – Ona jest taka niewinna, że każda inna dziewica wysiada:D
- Nieprawda, widziałem ją ostatnio na kolanach Billa, musisz to cofnąć:D
Spojrzała na niego zdziwiona i zaczęła się śmiać.
- Cofam:D Na tym świecie nikt nie jest święty:D Kto jest zboczeńcem do cholery?:D – tupnęła nogą – Chcę wiedzieć – zaczęła marudzić jak pięciolatka na widok lizaka
- Powiedzmy, że prezenter vivy, pasuje?:D A nie! Georg! I koniec tematu:D Jedziemy do taty:D Szykuj się:D
*
- Jak to… „do taty”? – spytała słabo Breeze schodząc z Billa.
Ten wzruszył ramionami i usiadł.
- No wiesz, każdy ma o… – umilkł na chwilę, by dobrze sformułować zdanie nie raniąc dziewczyny
- Wiem, że każdy ma! Ale… My z Siren zostajemy, tak? – spojrzała na niego błagalnie
- Nie, dlaczego niby?:D
- No bo go nie znamy!
Zaczął się śmiać i wstając chwycił brunetkę w swoje objęcia.
- No to go poznacie:D – pocałował ją w policzek – Po to tam jedziemy, skarbie:D Żebyście go poznały:D
Próbowała się wyrwać, ale nie miała na to siły.
- Ale ja nie chcę…
- Breeze, czemu panikujesz?:D Będzie jak z mamą i Gordonem, było tragicznie?
Pokręciła niemo głową.
- No właśnie:D – znów ja pocałował, tym razem w kącik ust – Więc czego ty się obawiasz?
- Nie wiem… – odparła zgodnie z prawdą – To tak zobowiązuje… – dodała po chwili zamyślenia.
- Do czego? – zdziwił się – Przecież ja poznałem twoją rodzinę, czy to mnie do czegoś konkretnego zobowiązuje?
- No ale wtedy… To było w innych okolicznościach… I w ogóle…
Uśmiechnął się. Jej argumenty, choć bezsensowne, wydały mu się słodkie.
- Boże… – pokręcił głową – Wtedy było gorzej, teraz możemy sobie legalnie razem spać w jednym łóżku, zauważyłaś to?:D – parsknął śmiechem, gdy ona się zaczerwieniła – Teraz mogę powiedzieć mojemu tacie „cześć, to jest Breeze, moja dziewczyna”. A mój tata powie „o mój Boże, gdzie ty znalazłeś takie cudo?”:D A ja powiem, że to cudo samo do mnie przyjechało:D – lubił kiedy się czerwieniła, może dlatego nie dodał nic więcej by spokojnie patrzeć na jej kolorowe policzki.
- Nie przyjechałam do ciebie:D – odparła udając wzburzenie
- Przyjechałaś:D Nieświadomie, ale zrobiłaś to:D
- Okrutne:D
- Wcale nie:D – pocałował ją delikatnie w usta – Pomyśl co by było, gdybyśmy się nie spotkali?:D
- Nie strzępiłabym sobie tyle języka – wypaliła i wybuchnęła śmiechem – A ty miałbyś lżej w życiu:D
Spojrzał na nią litością, ale radosną.
- Nie:D Ty dalej byś się psuła:D A ja dalej bym marzył o tym, by z nieba przysłali mi jakąś dziewczynę, która ubarwi mi życie:D
- Ta, a przysłali ci już? I jak to jest? Potrzebne jest pokwitowanie?:D
Wybuchnął śmiechem i potrząsnął głową.
- Pokwitowanie nie było potrzebne, a dziewczynę już dawno przysłali:D
- Ta! A znam ją? – spytała obracając się by sprawdzić czy nikt nie patrzy – Zdradź tajemnicę, będę milczeć:D
Pochylił się ku jej uchu.
- Jesteś pewna, że chcesz wiedzieć? – szepnął
Pokiwała gwałtownie głową.
- No dobra – tym razem to on się rozejrzał – Z nieba przysłali mi… – jeszcze raz się rozejrzał – Ciebie:D
Zaczęła chichotać.
- Mnie? Zdziczałą i agresywną dziewicę? Chyba się pomylili z dostawą:D Może miałam iść do jakiegoś Billa Kaolitz:D Nie Kaulitz:D
- Nie, oni się tam definitywnie nie mylą:D Mają tam lepszy sprzęt niż tutaj:D Tam nie ma żadnych pomyłek:D
- Łał, ale ty masz informacje:D Znasz się z Bogiem?:D
- Nie, mam znajomości u aniołów:D
- Hej, ja nie mam:D
- Masz, masz:D – pocałował ją w czubek głowy – W końcu jesteś jednym z nich:D
*
- To my się zwijamy, mamo! – Tom wpadł do kuchni, gdzie Simone siedziała z Gordonem.
- A gdzie oni pędzą? – spytał mężczyzna
- Do Joerga, w końcu on też musi wszystko wiedzieć, jest ojcem – wzruszyła ramionami.
- Nooo, więc jedziemy – stwierdził blondyn
- Tak, tak, trzymajcie się:D – pomachała synowi i reszcie, która także pojawiła się w kuchni.
Usłyszała „cześć mamo” i „do widzenia” i westchnęła.
- Nie chcę wiedzieć w jakich humorach wrócą…
*
Przepchnęli się przez tłum fotoreporterów i dotarli do swoich samochodów.
- Jedziemy w jednym czy oddzielnie?
- Mam plan! – Breeze zaczęła klaskać w dłonie – Ja jadę BMW:D
- Dobry plan – podchwycił Bill.
Tom i Siren wiedzieli, że brunetka coś kombinuje. I nie mylili się.
- To dawaj kluczyki:D
Czarnowłosy odskoczył od niej.
- Co?!
Wyszczerzyła do niego zęby i wyciągnęła rękę.
- Ja jadę BMW:D – powtórzyła
- A-Ale… – zająknął się i na koniec otworzył szeroko usta z oburzenia.
- My się nie wtrącamy i jedziemy – Tom błysnął zębami i pociągnął Siren do swojego Lexusa.
- A-ale… – spojrzał na wsiadającą do samochodu parę i z powrotem na Breeze – Jak to?… – spytał płaczliwym tonem.
- Bill, zimno jest!:D
- Ale jak to?…
- No Biiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiill… – dla uwiarygodnienia zaczęła się trząść
- Ale… – pociągnął głosem – No dobra… – wyciągnął kluczki z kieszeni i z ociąganiem podał je Breeze
- Jeee!!! – uniosła ręce w geście zwycięstwa – Tak!:D – zaczęła skakać i otworzywszy pilotem drzwi, szybko wsiadła do środka, z obawy, że Bill mógłby się rozmyślić. – Yeah:D Mam BMW!!:D
Totalnie nie zwracała uwagi na to, że błyskają flesze. Oczy świeciły jej sie jak latarki, gdy patrzyła na tablicę rozdzielczą, biegi i całą resztę. Po chwili do środka wsiadł Bill ze skwaszoną miną.
- No co? Tylko raz:D – pocałowała go w policzek – Dzięki:D
- Ta, tylko raz… – mruknął – Jedźmy, czekają na nas – skinął głową na Toma i Siren zapinając pasy.
- Tak jest! – wsadziła klucz w stacyjkę i odpaliła. – jadę BMW, jadę BMW:D:D
*
- Denerwujesz się – stwierdził Tom przyglądając się Siren, która nerwowo rozglądała się na boki
Spojrzała na niego.
- A czy twój tata przyjmie mnie tak samo jak twoja mama? Bo jeśli tak, to ja mam pełne prawo się denerwować, wiesz? – posłała mu ironiczne spojrzenie.
Roześmiał się i usadowił się wygodniej na fotelu.
- Nie będzie jak z mamą, uwierz mi – chwycił prawą ręką jej dłoń i ścisnął ją. – Ojciec jest inny, może tylko się zachowywać jak świnia, ale na pewno nie będzie walić teksu typu „przez ciążę chcesz usidlić mojego syna”. – dodał ponuro
Siren zdziwiła się i wbiła wzrok w Toma.
- Co masz na myślisz mówiąc…
- Zobaczysz, nie mam ochoty o tym rozmawiać.
Nic nie rozumiała.
- Zdawało mi się, że się cieszysz na to spotkanie…
- Bo tak jest. Ojciec zachowuje się w porządku… Z reguły…
*
- Jadę, jadę, jadę!!! Ha! – Breeze wybuchnęła radosnym śmiechem
Bill pokręcił głową. Gdyby wiedział, że jazda jego samochodem sprawi jej taką przyjemność, już dawno dałby jej poprowadzić. A teraz, gdy widział, jak się rozpływa, sam czuł się zwycięzcą. Uwielbiał patrzeć na Breeze, gdy jest taka zadowolona.
- Kim twoja mama jest z zawodu? – spytał nagle
- Skąd teraz to pytanie? – zmarszczyła czoło nie odrywając wzroku od drogi.
- Jestem ciekawy – odparł po prostu
Parsknęła śmiechem.
- Prowadzi szkołę…
- Zwykłą szkołę? – dociekał
- A w tej szkole… Uczą się ludzie… – wybuchnęła śmiechem, gdy zobaczyła jego minę w lusterku. – No dobra, uczy gry na instrumentach klawiszowych:D
- O. – mruknął zaskoczony – A ty umiesz na czymś grać?
Prychnęła oburzona.
- Oczywiście, że tak! Nie obrażaj mnie!
Bill zachichotał
- Pytałem tylko:D
*
- No i jesteśmy na miejscu – Tom zatrzymał się na parkingu nieopodal kamienicy z niemal czarnej cegły. – nie jest to ciekawa miejscówka, ale co ja na to poradzę. – wysiadł i szybko podbiegł z drugiej strony samochodu by otworzyć drzwi Siren.
- Jaaa, jaki dżentelmen hoho – zachichotała
- Cicho, nie robię często takich rzeczy, ciesz się, póki możesz – wystawił jej język
Pokręciła głową i objęła się ramionami gdy powiał wiatr.
Gdy doszedł do nich Bill z Breeze, ruszyli do owej ciemnej kamienicy.
- Przykro mi to mówić, ale jestem zestresowana – powiedziała w końcu Siren, gdy wchodzili po schodach na górę. Wnętrze budynku nie zachwycało wyglądem. Grafficiarze bez talentu pozostawili po sobie beznadziejne obrazki, tynk z sufitu odpadał, a biała farba na ścianach już dawno straciła biały kolor. Schody były z drewna, gdzieniegdzie skrzypiały tak bardzo, że Siren zaczęła się zastanawiać, czy nie spadnie na dół zanim wejdzie na jakiekolwiek piętro.
- Nie ma czego – Stwierdził Bill omijając susami bardziej zniszczone schody, co powtarzał Tom. Dziewczyny wspólnie doszły do wniosku, że jeśli chcą przeżyć, powinny robić to samo, więc cała czwórka skakała po schodach aż na trzecie piętro. – No i koniec wędrówki – oświadczył brunet. Poprowadził resztę na koniec korytarza i oświecając sobie drogę telefonem, zapukał do drzwi z numerkiem 47.
Usłyszeli za nimi jakiś trzask, a po chwili ukazała się im twarz przystojnego mężczyzny o brązowych włosach i równie czekoladowych oczach. Miał śniadą cerę z małymi bruzdami wokół oczu i ust.
Uśmiechnął się szeroko na widok gości i otworzył na oścież drzwi.
- Wchodźcie, wchodźcie, herbata już czeka – roześmiał się i poklepał Toma i Billa po plecach.
Gdy Siren i Breeze powiedziały mu „dzień dobry”, zapomniał o synach i całą uwagę skupił na dziewczynach, które do niego przyszły.
- Ah, dzień dobry! -zawołał radośnie – Co takie piękności jak wy robią u mnie w domu? – uśmiechnął się szeroko
Obydwie się zmieszały, ale na ich szczęście wtrącił się Tom:
- Blondynka to Siren, brunetka to Breeze i są z nami – zrobił nacisk na ostatnie słowa i chwilowo udało mu się odwrócić uwagę ojca od dziewczyn. Wiedział, że tak będzie, ale wiedział także, że on i jego brat muszą przedstawić mu dziewczyny, by nie powstały komplikacje tak jak kilka lat temu.
Breeze rozejrzała się po mieszkaniu. Nie wyglądało tak jak się spodziewała. A po widoku korytarza spodziewała się dziury śmierdzącej stęchlizną.
A to mieszkanie było wręcz piękne! W salonie, w którym się teraz znajdowali, ściana pokryta była jasną boazerią, sufit był biały, kremowy perski dywan leżał na panelach, sofy i fotele były koloru jasnego brązowego.
- Usiądźcie, zaraz przyniosę herbaty, a wy mi opowiecie co i jak – znikł w kuchni robiąc raban, próbując znaleźć talerzyki deserowe – Gdzie to cholerstwo… Przecież… – otworzył najjaśniejszą szafkę wiszącą – No! Kto to przestawił? Mniejsza… – wyciągnął z lodówki ciasto, pokroił je szybko w nierówne kawałki i rozłożył na talerzykach. – Może ktoś mi pomóc? Chodźcie, dziewczęta, na pewno będziecie w tym lepsze niż moje bliźniaki – zachichotał.
Bill i Tom zakryli swoje twarze w dłoniach. Siren i Breeze wolno wstały ze swoich siedzeń. To brzmiało tak dwuznacznie, że i jednej i drugiej zrobiło się niedobrze.
„To o tym mówił Tom”, pomyślała Siren.
Poszły do kuchni i zobaczyły pana Kaulitz zalewającego herbatę w kubkach.
- No czym się denerwujecie? Wcale nie gryzę – uśmiechnął się filuternie
Breeze poczuła na swoim ciele ciarki.
- W… czym mamy… pomóc? – wydukała
- A w czym chcecie? – mrugnął do nich znacząco
- E… Ciasto… – szepnęła Siren wskazując na talerzyki.
- No cóż… Szkoda – odwrócił się od nich i odstawił czajnik na miejsce.
Żadna nie chciała podejść bliżej, a musiały to zrobić, jeśli chciały wsiąść cholerne cisto. – A może się wahacie? – znów na nie spojrzał spod półprzymkniętych oczu – Pamiętajcie, jestem ojcem bliźniaków, a to znaczy, że…
- Wystarczy, tato. – powiedział chłodno Tom – Powiedziałem wyraźnie że są z nami, więc odczep się od nich, jasne?
Bill stanął między ojcem a dziewczynami i skrzyżował ręce.
- Myślałem, że jednak nauczyłeś się czegoś z ostatniej twojej „wpadki” – dodał – Ale do ciebie nie dociera, że to co jest nasze, nie należy do ciebie.
Pan Kaulitz uniósł brwi i roześmiał się.
- Jak zwykle przesadzacie, czy ja zrobiłem coś niestosownego wobec was, dziewczynki? – spojrzał na nie, uśmiechając się niewinnie
Nie odpowiedziały.
- Najwyraźniej nie znacie się na żartach – wzruszył ramionami. – Skoro już tu jesteście, to wszyscy mi pomożecie z tym wszystkim.
Bill zacisnął zęby i poczekał, aż ojciec wyniesie się z kuchni i dopiero potem odsunął się od dziewczyn.
- Przepraszamy za niego – szepnął do nich – Wstyd nam za niego, ale gdybyście go nie poznały, byłoby tylko gorzej.
- Nie ma sprawy – Siren uśmiechnęła się na tyle na ile pozwalała sytuacja i razem z Breeze chwyciły kubki z herbatą i poszły za bliźniakami, którzy wzięli resztę, do salonu.
- No to opowiadajcie – rzekł pan Kaulitz klaskając w dłonie gdy wszyscy usiedli wokół małego stolika. Bill i Breeze na jednej sofie, Siren i Tom na drugiej. – Jak się poznaliście?
Siren wiedziała, że zbliża się najgorsze, zaraz będzie musiała się przyznać, że jest w ciąży…
- Nie uwierzę, że jakie ślicznotki mogły się z wami umówić bez…
- Lepiej się opanuj zanim powiesz coś, czego możesz potem żałować – przerwał mu Bill
Jego ojciec wzniósł oczy ku górze i westchnął przesadnie.
- Jesteście dzisiaj jacyś nadwrażliwi, chciałem tylko… A z resztą, może wy zaczniecie mówić, a nie ciągle ja. Z pewnością nie przyjechaliście tu bez powodu. Co się stało?
- Chcieliśmy, żebyś poznał nasze dziewczyny, żeby nie było żadnych niedomówień – odparł Bill patrząc na niego znacząco, a Tom skinął głową potwierdzając to co powiedział jego brat.
I Siren i Breeze zrobiło się cieplej. Bliźniacy uznali je za swoje dziewczyny w obliczu ich ojca. To na pewno coś znaczyło. Nie ważne jaki był ich ojciec, powiedzieli mu to i to się liczy.
- Nie ma żadnych niedomówień, rozumiem, co do mnie mówicie, nie jestem dzieckiem – posłał im ostre spojrzenie, ale oni to zignorowali.
Tom od dłuższego czasu zbierał się by w końcu powiedzieć mu prawdę, powód dla którego tu przybyli i szczerze wątpił by kiedyś nabrał odwagi, więc rzucił prosto z mostu zanim zdążył się zastanowić.
- Prawda jest taka, że przyjechaliśmy ci powiedzieć, że zostaniesz dziadkiem – wystrzelił
Bill zadławił się śmiechem, Siren spurpurowiała, a Breeze odwróciła wzrok, by nikt nie widział, że ma ochotę wybuchnąć rechotem.
Pan Kaulitz przymknął oczy i zamilknął.
- Słucham? – odezwał się po dłuższej chwili – Ja? Dziadkiem?
Tom pokiwał głową.
- Dokładnie, spodziewam się, że nie przyjmujesz tego łatwo, bo…
- Ale kto?! Z kim?! – energicznie rozglądał się między synów. – Dlaczego?! Czy to znaczy, że jedna nie będzie dostępna?… – spytał z żalem
W tym momencie Siren poczuła się tak, jakby jej ciąża chroniła ją przed ojcem bliźniaków. Przestała uważać go za miłego, trochę zwariowanego człowieka.
- Siren jest ze mną w ciąży – odparł dumnie Tom i uśmiechnął się do blondynki, która odwzajemniła uśmiech.
- No nie! Nie wierzę! Ty, Tom? Ty zawsze miałeś więcej moich genów niż Bill, ty wpadłeś? – zachichotał
- Ty też wpadłeś – bronił brata Bill – Czuję się niemal jak boża pomyłka przez ciebie. Bo TY wpadłeś.
- Nie przesadzaj, Bill, jak ty wpadniesz, sam zrozumiesz – stwierdził filozoficznie jego ojciec. Breeze się zakrztusiła ciastem, które usilnie i bez komentarza chciała przełknąć – O widzisz, miałbyś śliczne dzieci z tą cudną dziewczyną
Bill o mało co nie palnął „wiem o tym”, ale się w porę powstrzymał i tylko powiedział „uspokój się, nie jestem tobą”.
- A właśnie szkoda, chciałbym być na twoim miejscu i mieć…. – urwał, bo nagle w mieszkaniu rozległ się dzwonek. – O, w porę. Ja też chcę wam kogoś przedstawić. – uśmiechnął się szeroko i poszedł otworzyć drzwi.
Cała czwórka wymieniła zdziwione i zgorszone spojrzenia, ale nic nie powiedziała.
Po chwili w salonie pojawił się pan Kaulitz z jakąś kobietą. Młodą kobietą. Bardzo młodą kobietą.
- To jest Ana – powiedział.
Dziewczyna uśmiechnęła się i powiedziała cicho „cześć”
Nikt jej nie odpowiedział. Każdy był zszokowany widokiem, który mieli przed sobą.
- Ile… ile ona ma lat? – wyjąkał Bill, który jako pierwszy się jako tako otrząsnął.
- 21 skończy w listopadzie, prawda skarbie? – pan Kaulitz pocałował dziewczyną w policzek.
Tym razem wszyscy otworzyli usta z jeszcze większego szoku.
- Ile?! Przecież ona jest niemal w naszym wieku! Ty już do reszty zwariowałeś?! – krzyknął Tom – Czy ty wiesz co ty jej do cholery robisz?! Niszczysz jej życie tylko dlatego, bo zachciało ci się młodej dupy!
Ana wciągnęła gwałtownie powietrze z oburzenia.
- Ja też tu mam coś do powiedzenia! – wrzasnęła nagle – Jesteś ode mnie młodszy! I nie masz prawa tak do mnie mówić, bo jestem… – urwała, gdy Tom zerwał się z sofy i ruszył ku niej.
- No? Kim takim jesteś żeby mi rozkazywać, co? Nawet gdybyś była macochą i tak naplułbym ci w twarz. – posłał jej pogardliwe spojrzenie i odwrócił się do ojca – Żal mi ciebie, skoro aż tak nisko upadasz. – powiedział beznamiętnie – I nie waż się jeszcze raz mówić takich rzeczy ani do Siren, ani do Breeze, bo już nigdy nas tu nie zobaczysz. – nie czekając na nic, ruszył do wyjścia. Reszta także bez żadnego słowa wyszła za nim.
- Puste dzieciaki – powiedziała Ana
Joerg spojrzał na nią.
- Wyjdź stąd i nie wracaj.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz