czwartek, 18 kwietnia 2013
nota 9
<Lena>
Cudownie!
Normalnie jestem teraz pewna, że będziemy miały
kłopoty w pracy! Mimo, że nigdy ich nie miałyśmy! Nawet jak wylałyśmy wrzątek na szefa:D Do dziś ma blizny:D…
Na … EKHEM:F
nlxbb lp ;lddnf f
Ja wcale się nie lacham:D
No, ale!
Poszłyśmy obie na górę zostawiając Marinę która szla za nami oddalona o jakieś 5 metrów. Ma wyrzuty?!
Eh… Nie wiem… Szkoda że moja moc na nią nie działa…
W końcu bym się dowiedziała o co chodzi tej ducho-walniętej-dziewczynie…
No dobra… Weszłyśmy do pokoju, a Marie padła na łózko. Jak znowu zacznie płakać to się ugryzę…
W rękę:D
hoho:D
O! Ona nie płacze!
„Wiem, że tego słuchasz, ale nie obchodzi mnie to… Nie zniosę tego dłużej… Muszę mu powiedzieć!”
- Nie możesz tego zrobić! – powiedziałam głośno. – Wiesz, że on ci nie uwierzy. A jakie mogą być tego konsekwencje? Zamkną nas? A może…
- Może… Zrozumieją?… – spytała cicho przerywając mi.
Usiadłam kolo niej na łóżku.
- Czy ty byś uwierzyła? – spojrzała na mnie – Na jego miejscu?
Widziałam, że miała ochotę się rozpłakać, ale powstrzymywała się- Idę pod prysznic. – rzekła po czym wstała i pobiegła do łazienki zabierając po drodze swoje rzeczy.
Eh…
Czy ja jestem złą siostrą?
Przecież…
No ale…
To nie jest moja wina… To nasze przeznaczenie…
Urodziłyśmy sie z tą mocą i musimy dźwigać to brzemię.
Nie możemy się przejmować tym, że ludzie…
Boże…
Mówię tak jakbym sama nie była człowiekiem…
Cholera…
Odwala mi bardziej niż mojej sis… To nie jest normalne…
Sądzę, że powinnam się kogoś poradzić…
Ale czy mi wolno…
Dla tych którzy myślą „o co chodzi?” powiem, tak:
Ja i Marie jesteśmy tak jakby… Czarodziejkami… Nie… Raczej ludźmi obdarzonymi mocą… Nikt nas nie rozumiał oprócz naszej matki…
Wiecie, że ja potrafię czytać w myślach … Przesuwać przedmioty… Co prawda nie takie super ciężkie ale coś potrafię. No i nakłaniać ludzi do czegoś… Tak jak to zrobiłam w przypadku tej zdziry napalonej na Toma. Marie potrafi… Szybko leczy swoje rany (no wiecie, to przez to, że z Mariną się ciągle leją) i także potrafi przenosić poniektóre przedmioty.
Właściwie to potrafimy wszystko, może za wyjątkiem… A nie wiem:D Nigdy się nad tym nie zastanawiałam…
Jednak te zdolności, które wymieniłam są tymi głównymi, które używamy najczęściej.
Obie natomiast możemy dodatkowo raz w życiu poprosić kogoś na górze (dobre określenie), by nam coś poradził, jeżeli przytłacza nas jakiś problem…
Myślę, ze… Ta sytuacja jest takim problemem…
Ale czy warto marnować ten dar na takie coś?
Czy warto zapytać tylko czy „powiedzieć czy nie?”
Potrząsnęłam głową i wstałam z łóżka.
Nie warto.
Na pewno będziemy kiedyś w gorszych tarapatach, więc lepiej zachować to na potem…
Postanowiłam, że się przejdę po mieście…
Czy jeżeli Marie mu powie…
Czy oni nas… Zrozumieją?
Może tak powinnam sformułować to pytanie?
Boże! Kami-sama! God! Gott! O czym ja myślę?!
Czy nie mówiłam, ze nie powinnam tego marnować?!
Usiadłam na ławce kolo fontanny przed hotelem. Nie ma co… Daleko się zapuściłam na miasto:D
Ale czy to…
NIE!
To Marie zdecydowała!
Powie!
Tak!
Nie mogę jej kazać milczeć jeżeli ona chce to powiedzieć!!!
Jaką byłabym siostrą?!
Wstałam i szybko pobiegłam do naszego pokoju.
Marie siedziała na kanapie i oglądała tv.
„Czego?” – spojrzała na mnie z wyrzutem
- Powiedźmy im! – przez chwilę twarz Marie zamieszkiwało zdziwienie jednak po kilku sekundach malował się na niej szczery uśmiech.
>Marie<
Taaa…
Miałam z nimi pogadać, nie?
Znaczy my dwie i takie tam?
No cóż… Wiecie, ja się starałam, ale nie było żadnej sytuacji, która by się nadawała…
hmm… czy to aby nie dlatego, że przez 2 tygodnie z hakiem się unikaliśmy?
Eh…
Kurwa, ale to tragiczne…
Przez te dwa tygodnie z hakiem robiłyśmy wszystko byle by tylko nie znaleźć się w ich zasięgu, a oni pewnie robili tak samo… Eh, to okrutne…
Teraz właśnie idę sobie korytarzem i czuję, że Marina ma dość siedzenia. Czyt, że chce wyjść na świeże powietrze, czyt, że AAAAAAAAAAAA
Plum i wyszła.
Hahaha, ale śmieszne -.-
- Jeeeeee – zawyła radośnie, a jak zwykle ja dobrym humorze nie byłam.
- Czego? – spytałam ponuro
- Idę znaleźć Billa – oświadczyła z szerokim uśmiechem
Spojrzałam na nią i gwałtownie się zatrzymałam.
- Coś ty powiedziała? – mimo tego, że byłam wściekła, stwierdziłam, że jestem dumna ze swojego jadowitego tonu. Po prostu geil. Jeszcze żeby to na nią działało…
- No wiesz… Powiedzieć ci jak ja się czuję?
- Nie.
- To i tak ci powiem:D – zaczęła się śmiać ze swojej głupoty jak mniemam. – Więc ja się… hej, czekaj! – ruszyła za mną, a wręcz pobiegła i mnie zatrzymała – Nie jestem gorsza od ciebie. – powiedziała jakimś cudem już bez radości w glosie
- Jesteś – pokiwałam głową.
- To że jestem twoją jakby bliźniaczką i żyję w twoim ciele, nie znaczy, że mam być poniżana przez ciebie. Też chcę żyć!
- A ja?! – złapałam ją za top. Biały, jako, że mój był czarny. – Myślisz tylko o sobie! Nie patrzysz na to jak się zachowujesz! Nie myślisz o tym, że twoja głupota szkodzi MI!
- Oh, nie przesadzaj – machnęła lekceważąco ręką – Nie jestem głupia, i gdybyś ty była inteligentna, wiedziałabyś jak wykorzystać mnie. A skoro tego nie robisz, znaczy, że ja muszę się wszystkim zajmować. Popatrz – odczepiła moją dłoń od swojego ubrania – Miałaś w swoim zasięgu takie ciacho – zatoczyła ręką półkole – Ale go nie wzięłaś. Dlaczego? Nie wiem i nie obchodzi mnie to. Ale skoro ty nie chcesz, to ja go wezmę. Bo jest mnie warty.
Własnym uszom nie wierzyłam. Ona pierdoli takie rzeczy, że aż mi jej żal…
- Ty siebie słyszysz? Ciebie NIKT nie widzi prócz mnie i Leny, jak ty chcesz go rzekomo zdobyć, czy cholera wie co sobie ubzdurałaś?
- A czy on od razu musi mnie widzieć? Poza tym – zaśmiała się gardłowo – Ja, chyba w twoim przeciwieństwie jak zwykle, potrzebuję RUCHU, jeśli wiesz co mam na myśli. – oparła się o ścianę i wsadziła ręce do kieszeni – Ty mi na nic nie pozwalasz… Więc zacznę działać sama. Idę do Billa – wzruszyła ramionami. Już chciała odejść, gdy szarpnęłam ją za nadgarstek, więc się zatrzymała. Zmierzyła mnie chłodnym spojrzeniem – No czego ty chcesz? – burknęła – Ktoś musi wykonać jakiś ruch do cholery!
- Jeśli – zaczęłam lodowato – Chcesz pójść teraz do jego pokoju, osobiście dopilnuję byś tam nie trafiła. Czy wyrażam się jasno dla twojej tlenionej pustej głowy?
- Wow. – roześmiała się i wyszarpnęła rękę – Raz na jakiś czas brzmisz groźnie, nie powiem:D – ruszyła z powrotem, a ja tracąc już zimną krew, popchnęłam ją na ścianę
- Ostrzegam ostatni raz. – syknęłam, czując, że jej ból znów miesza się z moim – Zostaw go, kretynko.
- Chcesz się ze mną bić? – spytała beztrosko
- Jeśli zajdzie taka potrzeba – uśmiechnęłam się do niej promiennie, jak ona zawsze robiła to w stosunku do mnie – Rozumiesz, trzeba przypomnieć ci małe zasady kto tu nad kim panuje:D
Zamrugała oczami.
- Nie mów, że ty – wybuchnęła śmiechem – Z dnia na dzień robisz się coraz słabsza, nie widzisz tego? Jeszcze trochę i to ja będę górą, nie ty.
Bill wyszedł zza zakrętu i miał zamiar pójść do swojego pokoju, ale gdy tylko zobaczył ją na korytarzu, szybko się cofnął za ścianę.
Znowu ze sobą rozmawiała. Wyglądała na wściekła, ale nie zauważyła go.
Odetchnął i przyglądał się sytuacji.
- Nie żartuj, przecież gdybyś kiedykolwiek była u lekarza, stwierdziliby ci ewidentny brak komórek w mózgu, ty w ogóle wiesz, że żyjesz? – Marie zaczęła się śmiać do siebie, jak przypuszczał. – Albo nie, czy ty wiesz, że nie żyjesz? – jej śmiech niósł się po korytarzu, jakby ze zdwojoną silą. Zaczął się jej trochę bać, ale ona zwracała uwagę tylko na siebie. Jeszcze czegoś takiego nie widział.
- Nie denerwuj mnie, Marie, bo jednak się pobijemy – stwierdziła wyimaginowana Marina, czy jak brunetka ją nazywała.
- Oh, tylko na to czekam – wyciągnęła przed siebie ręce jakby chciała kogoś odepchnąć, a po chwili usłyszał głuchy łoskot.
Zmarszczył czoło. To brzmiało jakby ktoś upadł, ale przecież Marie ciągle stała!
Czemu ona przysparza go o takie mętliki w głowie?!
- Kurwa, weź! Ty sie nigdy nie biłaś!
- To może czas zacząć! – Marie wyglądała, jakby właśnie
się na kogoś rzuciła. – I znowu staniesz się posłuszna, kurwo jedna!
- Nie kurwo!
Marie zaczęła się śmiać.
Bill wysunął się zza ściany.
Przetarł oczy i przyjrzał się wyraźniej.
Jak on to widział?
Jakby Marie siedziała w powietrzu. Wymachiwała rękoma, jakby kogoś bila, ale przecież ona była sama!
- Kurwa, co to jest? – szepnął do siebie. I czemu ona mówiła po niemiecku?
Oparł się o ścianę i zaczął się zastanawiać co zrobić?
Czy jakoś zareagować, czy też może zostawić ją w spokoju?
- Nienawidzę cię, Marina, niszczysz mnie – powiedziała brunetka między jednym „ciosem” a drugim.
- O… – urwała i jęknęła z bólu – Niszczysz sama siebie, jestem jak… – znów urwała z bólu – Jak twoje sumienie… Bijesz mnie, a ranisz siebie…
Marie wydala z siebie dźwięk frustracji i z całej siły, jak zdawało się Billowi, walnęła rzekomo w Marinę.
- Zemdlałaś… – szepnęła cicho, lecz on ją usłyszał.
Ledwo wstała, ale zrobiła to. Spojrzała na podłogę. Jęknęła cicho rozcierając sobie brzuch i zrobiła dwa kroki. I wtedy bezwładnie upadla.
Bill drgnął, jakby jej upadek go zabolał.
Ruszył do niej, ale po chwili się zatrzymał.
Co zrobić?
Pokonał wszelkie zwątpienia i raźno poszedł w jej stronę, chcąc jej pomóc.
Był już tuż tuż, gdy nagle poczuł coś pod nogami i tracąc zupełnie równowagę, upadł obok Marie.
- Kurwa! – zaklął i obejrzał się za siebie. Zamrugał gwałtownie. Czemu jego noga była w powietrzu? I czemu czul, że ma coś pod nogą? Coś, co brzmiało jak ciało?! – Kurwa! Co to ma być?! – przeturlał się, by odsunąć się jak najdalej. Ale trafil na cialo Marie. – Kurwa! – pisnął i szybko wstał. Co zrobić?! Co zrobić?!
Marie była nieprzytomna! I przed chwilą jego noga była w powietrzu nie będąc w powietrzu zarazem!
Musi pójść do Leny. Tak. Do Leny.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz