czwartek, 18 kwietnia 2013
nota 8
<Lena>
Czasami mam ochotę kogoś zabić… Wy też tak macie?
Stawiam, ze tak bo każdy ma chwile słabości…
Tak sobie teraz siedzę na łóżku i słucham co mówi Bill do Toma w jego pokoju…
Żal…
On mu wręcz wyrzuca, że jesteśmy walnięte, że ja jeszcze utwierdzam Marie, że Marina istnieje i w ten sposób pogarszam zdrowie psychiczne mojej siostry!
fblknb;lkxn ;nglefb
ŻAL!
Tom myśli, że to Bill zwariował bo przecież ja jestem boska i takie tam:D
EJ! Ale on przecież się omówił z tamtą laską na dzisiejszą noc!
„Może powinienem iść do Leny i zapytać o co im poszło z Billem?”
Hm… A niech se robi co chce. Przykleję go do krzesła i nie pójdzie sexu przynajmniej uprawiać! Ha!
Marie też genialna. Leży na swoim łózko i płacze od pól godziny.
Czyżby ona…
nie nie nie nie nie!
Niemożliwe:D
- uspokój się, Bill! – tak to mówi, a właściwie to krzyczy Tom – coś ci się przywidziało! Przecież one są normalne!
- Nie wiesz co mówisz! – opierał się młodszy – to jakieś wariatki! A jeżeli nie… To… Wiem! Czarownice!
Oplułam się!!! Kurwa!! Jak on zgadł?!?!?!?!
!?
- Czarownice? Chcesz powiedzieć, że robią czary i takie tam inne wywary?:D – zaśmiał się – napij się herbatki malinowej i się prześpij. Dobrze ci to zrobi.
- Tom! Ty kretynie! One naprawdę… – o… Ktoś do nich zapukał… No dobra… Kto to?!
AAA!!! – To ta kurwa z kina!!!!
O nie!!
- A to ty… – zauważył Dredowlosiak – nie mam dziś czasu, zabawimy się kiedy indziej. Np. jutro? – poslal jej oczko i zamknął przed nią drzwi.
hahovhshlahvhlhnxsg
I nawet nic nie musiałam robić? No jaaa… A co mi tam! Zrobię coś!
Wybiegłam na korytarz a tu ta laska właśnie idzie.
- Hej! – zawołałam do niej – Czekaj! – zatrzymała się(!)ha:D
- o co chodzi, do cholery?! – spytała roztrzęsionym głosem.
- Mam do ciebie prośbę – powiedziałam milo i uprzejmie – nie pokazuj się tu więcej. – spojrzałam jej w oczy i przeszyłam ją tym moim magicznym wzrokiem. Teraz już wiem, że mnie posłucha:D Przecież ja umiem zmuszać ludzi do wszystkiego.
A! Na duchy i Marinopodobne cosie to nie działa. Tylko na ludzi bez magicznych mocy.
hahhahahahahah:D
- Jak chcesz – odparła i poszła sobie gdzieś tam
hahahahahahahvcj mjhv jzhsentwngsrbd:D
jestem wielka:D
Przekierowałam swoje fale mózgowe na pokój Toma.
- Ty nie rozumiesz! One mogą nas zabić! – a Bill dalej swoje
Błagam… Bez przesadyzmu…:D
Co złego to nie my:D
- Bill! Herbata ci stygnie:D – upomniał go jego brat
- śmieszne… Sam se ją wypij. To może być twój ostatni posiłek.
jzbcjlbvjblgbvlsvkj c
- weź się lecz. – stwierdził inteligentnie i glebnął się na łózko.
- Nie jesteśmy bezpieczni nawet w tym pokoju! Może zaraz tu wlecą przez okno, albo przejdą przez ścianę, albo usłyszą o tym co mówimy bo umieją czytać w naszych myślach?! Czy ty zdajesz sobie sprawę, że nasze życie wisi na włosku?!
- Zam-knij-się. – stwierdził Tom. Zaczął myśleć o mnie i Marie (:D) – One nie mogą być czarownicami. – dodał po chwili – bo Czarownice są brzydkie:D
hhahah:D Nie jestem brzydka!:D
ha:D
Ale zaraz… Ja to już wiedziałam:D
Lepiej pójdę do pokoju:D
tup tup:D
ok… Marie się pyta co i jak to jej szybko powiedziałam.
Ok słuchajmy dalej…
>Marie<
Marina jak zwykle wszystko spieprzyła…
Już nawet nie mam siły jej tego wyrzucać.
Chyba jednak to prawda, że przez płacz człowiek szybciej zasypia…
No ale…
Kurwa, no dlaczego ja nie urodziłam się normalna?!
Albo chociaż bez Mariny?!
Chociaż…
- No i Tom mówi, żeby poszedł się leczyć, z resztą kolejny raz, że to co mówi jest totalnie bez sensu, a jak zobaczy na własne oczy, to dopiero uwierzy. Czyli… – spojrzała na mnie znacząco – Musimy trzymać gębę Mariny na kłódkę.
- Ale śmieszne, zauważyłaś? – spytałam smętnie – ahahaha, uśmiałam się. Kto ma pilnować Marinę? Chyba nie ja? Już dawno zauważyłaś, że praktycznie nie mam na nią wpływu, a kiedy mam zły nastrój, przewaga nad nią zbliża się do zera. A gdybyś nie zauważyła…
- Tak, tak, masz zły nastrój… Blablabla, przestań się użalać, nie pierwszy, nie ostatni uznał nas za wariatki, nie?
- Ty chyba nie wiesz co mówisz! – usiadłam gwałtownie na łóżku – Co mnie kurwa reszta obchodzi? Reszta może mnie próbować odesłać do psychiatryka! Ale nie on, rozumiesz?! Nie chcę, żeby on mnie uważał za wariatkę! Czy ty…
- Tak! – podeszła i potrząsnęła mną – Rozumiem co ty do mnie mówisz! Marie! Uspokój się na chwilę i pomyśl racjonalnie! Zawsze jest jakieś wyjście, jeżeli faktycznie jest dla ciebie problemem ta sytuacja.
Hej, to dobry pomysł!
To czekaj chwilę, ja pomyślę:D
Lena usiadła na podłodze i chyba zaczęła dalej słuchać co bliźniaki gadają na nasz temat. I tak nie dojdą do żadnego wniosku, bo przecież nic o nas nie wiedzą, oprócz tego, że rzekomo jesteśmy wariatkami…
Tak! To jest to!
- Co konkretnie? – spytała siostra
- Musimy im powiedzieć prawdę. – oznajmiłam stanowczo.
- Ok… Rozumiem… Lato, 16 lipca, ale… Przygrzało ci już całkiem?! – Lena wstała z podłogi – Nie wiem co ci już odbija. Nie możemy im powiedzieć, rozumiesz?
- Nie rozumiesz, Lena.
- Właśnie rozumiem. Nie chcesz by on cię uważał za czarownicę i wariatkę. Rozumiem, ok. Ale czy on jest warty tego, by mu wyjawić prawdę, której nikt nie zna, prócz nas i naszej rodziny i tego Marco?
- Tak. – odparłam z przekonaniem. Nie wiem skąd u mnie takie coś. Ale wydaje mi się, że tak właśnie powinno być…
- Nie możemy, Marie… Wiem, że chcesz, ale nie możemy…
O nie.
- Ale gdybyś ty się zakochała w Tomie, to byś powiedziała, nie?! – krzyknęłam wściekle. – Wtedy byś nawet nie pytała o zdanie, nie?! Ale ja nie mogę! Bo to tylko ja!
- Marie, uspokój się… – zaczęła Lena, ale jej przerwałam
- Nie! Mam dość takiego życia! Chcę to komuś powiedzieć! Chcę to powiedzieć BILLOWI! Chcę przestać ukrywać to co potrafię, jakby to było jakieś przekleństwo! A przecież jesteśmy lepsze od innych ludzi! Dlaczego?! – zaczęłam się miotać po pokoju
- Zastanów się, Marie! Jak ty chcesz im to powiedzieć?! – Lena także zaczęła krzyczeć. Nienawidzę tego.
- Skąd mam do cholery wiedzieć?! I tak mi nie pozwolisz! Ale to nie ciebie uważa za wariatkę! Tylko mnie! Mnie! – krzyknęłam i zakryłam twarz poduszką. Znów pieczenie w oczach i znów łzy na policzkach.
- Już obydwie, nie tylko ciebie, ale wiem, że ciebie to nie pocieszy… – powiedziała cicho Lena
Masz rację. Nie pocieszy.
Odrzuciłam poduszkę i wytarłam twarz.
- Idę coś zjeść. – wstałam z łózka i wygładziłam spodnie. Bez czekania na siostrę wyszłam na korytarz. Lena pospieszyła za mną.
- Co ty robisz? A jak oni tu będą gdzieś?
- To przyznam mu otwarcie, że mam rozdwojenie jaźni, skoro nie pozwalasz mi powiedzieć prawdy. Może być taka opcja?
- Przestań, Marie. Trzeba coś wymyślić, a ty od razu wrzucasz nas na głęboką wodę. – chciała mnie zaprowadzić z powrotem do pokoju, ale jej się wyrwałam. Zeszłam szybko na dół.
- Ukrywanie się nic nie da. Chociaż teraz wszystko jest bez sensu…
Siostra pociągnęła mnie do najodleglejszego stolika.
- Idą tu – powiedziała nie wiadomo czemu po francusku.
- A ty co? Ćwiczysz swoje znajomości? – spytałam mieszając wszystkie języki
- Nie, to było hasło bojowe:D – odparła po polsku
Parsknęłam śmiechem i usiadłam na krześle.
- Zobaczysz, wymyślę coś.
- Są już tu. – kiwnęła głową w stronę wejścia, gdzie ujrzałam Billa i Toma.
- Mamy jakiś plan? – spytałam
- Nie – odparła – Przyszłyśmy zjeść, nie walczyć.
- Dobra, mów co mówią – uśmiechnęłam się. Masło maślane jak nic:D Chyba zrobię z tego śmietanę błahahaha:D
Rozsiadła się wygodniej.
- Tom mówi: Patrz, one tam siedzą i nie czarują. I nawet nie gotują wywaru miłosnego, myślisz, że coś z nimi nie tak? A może mają wolne od czarów dzisiaj i tylko rozdwajają się? Łoh, on to ma pomysły:D No dobra. Widzisz, Bill patrzy na niego jak na ciotę:D I mówi… – umilkła i spojrzała na mnie.
E?
- Co? – spytałam w końcu.
- Marina wychodzi.
Kurwa, faktycznie. Kurwaaaaa….
- No ja pierdolę, czemu teraz? – spytałam płaczliwym tonem. – Czy ona chce mnie do końca zniszczyć? – próbowałam ją zatrzymać, ale ja od środka nie dam się zatrzymać. Trzeba się przygotować…
Odsunęlam się od stołu i w tym samym momencie Marina wręcz ze mnie wyskoczyła.
Znów ten śmiech.
Nienawidzę tego…
- No. – zaczęła słodkim głosikiem. – Jak tam?
Uśmiechnęłam się do niej.
- Zajebiście. Gdy ciebie nie ma.
- Ou. To było niemiłe. Chcesz żebym się obraziła? – spojrzała na mnie maślanymi oczkami.
- Marie, nie za głośno, ludzie zaczynają się gapić. Bill i Tom się gapią. – mruknęła Lena.
- Co wybierasz – syknęłam – Mam cię skopać, czy sama wrócisz?
- Holaaaa… Jeszcze się tym wszystkim nie nacieszyłam… – rozejrzała się wokół. – O! Bill! Dawno go nie widziałam!
- Ta, całe lata świetlne temu – powiedziałam z ironią. – Liczę do pięciu. Co. Wybierasz?
- Lena, to nie fair, ona chce się zbić…
- Co robimy? – spytała się mnie moja siostra
- Ja wychodzę. Marina też. Ty możesz zostać. – ruszyłam w stronę wyjścia.
- Łeee… a chciałam się pobawić… Marie, spadasz na psy… – westchnęła Marina
Zignorowałam ją
Gdy mijałam stolik chłopaków, kątem oka zerknęłam na Billa.
- Ta… Ale poważnie, człowiek może się nabrać, gdy nie zna prawdy, że dziewczyna jest psychiczna. – powiedział dobitnie Bill do brata.
Otworzyłam szeroko usta.
- Przepraszam człowieku – spojrzałam na niego – Czy ty właśnie stwierdziłeś, że jestem wariatką? O to ciekawe. A ty to niby czym jesteś? Dziewczyną, czy może stworzeniem wyrośniętym z probówki, w której ktoś zmieszał odchody? Odpowiedź pozostawiam tobie. – uśmiechnęłam się do niego i wyszłam.
- Łał, Marie, ależ ty jesteś… – nie dokończyła, bo odwróciłam się i mocno ją pchnęłam na pusty stolik.
- Wszyscy jesteście tylko śmieciami – stwierdziłam i wyszłam, czując ból Mariny i spojrzenie zdziwionego Billa i rozbawionego Toma.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz