poniedziałek, 15 kwietnia 2013
część II
- Robimy tak. Jak o coś się pyta, to sam się tłumaczysz, jasne? – Breeze wysiadła z samochodu i poczekawszy aż Bill także z niego wysiądzie, zamknęła go na klucz
Byli w garażu i właśnie mieli zamiar wejść do domu. Nie wiedziała dlaczego się zgodziła. Może dlatego, że była już zmęczona i jedyna rzecz, o której intensywniej myślała, to jej cieple łóżko i sen.
- Spoko, nie można było tak od razu? Sam potrafię o siebie zadbać.
- Nie czyniąc innym szkody? – spytała z ironią
Weszli po schodach na górę i Breeze lekko uchyliła drzwi.
- Owszem, nie czyniąc. – odparł gburowato. Wślizgnął się do środka, zastanawiając się, dlaczego było ciemno.
Obydwoje byli zmęczeni dzisiejszymi i wczorajszymi niespodziankami.
- Chyba mama śpi – zauważyła dziewczyna. – Lepiej nie zapalać światła i iść, by się nie obudziła. – i wystrzeliła w stronę jak jej się zdawało, schodów.
- Hej, moment!
- Nie drzyj się! – krzyknęła szeptem
- Nie wiem gdzie jesteś! – Bill gapił się tam, gdzie słyszał głos Breeze, ale widział tylko jedną, wielką, czarną plamę, która obejmowała wszystko, gdzie się tylko odwrócił.
- Chwila, złapię cię za rękę i razem dojdziemy do schodów. – mruknęła i ruszyła (mając nadzieję) do Billa. Wyciągnęła rękę i…
- Hola, hola, Breeze… To nie moja ręka…
*
- Co przepraszam?! – krzyknęła Martha, odsuwając się od nich
- On żartuje, mamo! – Siren chciała jeszcze ratować sytuację, ale wiedziała, że Tom na to nie pozwoli.
- Nieprawda! – zareagował dokładnie tak, jak się domyślała. I to nie było miłe – Jest w ciąży. Ze mną.
Martha wydała z siebie taki zszokowany i przerażony krzyk, że do kuchni prawie natychmiast wparował ojciec Siren.
- Co się dzieje? – spytał próbując coś zrozumieć. Wiedział, że sytuacja jest nieciekawa – wszyscy mieli poważne miny.
- Ona… Ona… – jąkała się matka blondynki – Jest… – nie dokończyła i upadła na podłogę.
Siren od razu pobiegła by jej pomóc, ale jej ojciec ją odsunął
- Tylko zemdlała. Wy powiedzcie co się dzieje.
Tom nabrał głęboko powietrza i zaczął swój wywód, zanim Siren na cokolwiek zdążyła zareagować.
- Siren jest ze mną w ciąży, nie wiedziała jak o tym powiedzieć, więc ją wyręczam, chciałem też dodać, że nie mam zamiaru ją z tym zostawić, chociaż ona się upierała, by tak było, ale chcę, by to dziecko, chociaż nigdy nie było planowane, było wychowane przez obojga rodziców. – wyrzucił.
Siren gapiła się na niego z otwartą gębą.
- Wiedziałam, że to jednak prawda – wystękała słabo Martha
*
- Nie śmiej się! – walnęła się, jak się okazało w bok – Jest ciemno, nie wiedziałam, gdzie cię dotykam!
- Wystarczyło trochę wyobraźni, Breeze… Trzeba było się domyśleć, że tak nisko jest mój…
- Bill!
- Rozporek – dokończył i zaczął chichotać.
Brunetka czuła wstyd i cieszyła się niezmiernie, że jest ciemno. Obawiała się, że jej czerwone policzki zaczną się świecić.
- Daruj sobie, idziesz czy nie? – spytała ponuro.
- A gdzie twoja ręka?
- Nie na twoim rozporku.
- O, a teraz to ty to wypominasz, to znaczy, że…
- Że to nic nie znaczy, chyba, że to, że jesteś głupi i niedorozwinięty. Wystaw rękę, to ją złapię i będzie po sprawie.
*
Siren musiała wysłuchać kazania. Tom natomiast był całkowicie spokojny, czego w ogóle nie rozumiała.
Nagle dopadła ją pewna myśl. Czy to znaczy, że będzie musiała poznać jego rodzinę?!
Nie chciała tego! Nieważne, czy to będzie miła rodzina czy nie!
Nie chciała żadnych zobowiązań! Czy nikt nie zrozumiał, że ona chciała się tylko zabawić z tym chłopakiem?! Żeby każdy, komu powie, wiedział, że ona robi to co chce?!
A może by to odebrali inaczej?…
- Idźcie spać. Jutro dokończymy rozmowę. – powiedziała Martha, która wręcz uwielbiała, by do niej należy ostatnie słowo.
Jej córka ruszyła do pokoju, a za nią chłopak.
Nieraz czytała i słyszała o nim. Ale nigdy by się nie spodziewała, że tak się zachowa w takiej sytuacji.
- To dla mnie za dużo. Moja córka jest w ciąży… – westchnęła – Potrzebuję dużej dawki snu.
*
- Pamiętaj. Jakby mama…
- Tak, tak, wina leży po mojej stronie i ja wszystko tłumaczę. – Bill usiadł na podłodze.
Był czysty i świeży po prysznicu. Był jednak zmęczony i nie mógł się doczekać, kiedy wreszcie pójdą spać. Nie uśmiechało mu się tylko to, że musi spać na podłodze.
Nie żeby było twardo, ale…
- No dobra, to śpimy. Dobranoc. – przykryła się kołdrą i zgasiła nocną lampkę.
Bill się nie położył. Siedział nieruchomo i przyglądał się, jak Breeze układa się do snu, szukając wygodnej pozycji.
Powoli, w zwolnionym tempie dochodziło do niego, co tak właściwie się dzieje.
Tom zostawił go z dziewczyną, która najwyraźniej go nie cierpi, a on sam nie wiedział dlaczego tak jest.
Nic jej złego nie zrobił. Nie powiedział złego słowa.
Może był trochę niemiły, gdy pierwszy raz ją zobaczył. Ale zawsze taki jest w stosunku do dziewczyn, które przychodzą do Toma na noc. A teraz to jeszcze bardziej go rozwścieczyło, bo nigdy nikogo nie przyprowadzał do studia.
Złość wyładowywał na dziewczynach, nie na bracie. I tak było zawsze.
Potem tylko odpowiadał na jej zgryźliwości, bo nie chciał być od niej gorszy. Nigdy nie chciał być od nikogo gorszy, szczególnie od dziewczyny.
Spokojny oddech Breeze, gdy leżała w łóżku, niejako go uspokajał, chociaż ledwo go słyszał. Szybko zasypiała, pewnie była zmęczona bardziej niż mówiła.
Ściągnął koszulkę. Zawsze spał tylko w samych bokserkach i nie miał zamiaru teraz tego zmieniać. Breeze nie podobało się to i mu zakazała, ale dlaczego miał się jej słuchać?
Cicho wstał i podszedł do okna.
Rolety były odsłonięte. Miały kolor delikatnej pomarańczy. Podobało mu się to. Ogólny wystrój pokoju bardzo mu się podobał. Nie był wcale bardzo dziewczęcy, który jak zawsze mu się kojarzył z każdą tonacją koloru różowego. Był zwykły, ale jednak miał coś w sobie. Chciało się w nim przebywać.
Światło księżyca wpadało do pokoju nadając mu tajemniczych i romantycznych barw.
Spojrzał na Breeze, która już od kilku minut spała.
Światła zza okna oświetlało poduszkę, rzucając malutki cień na jej twarz. Była lekko uśmiechnięta.
Zrobiło mu się ciepło na duszy i wiedział dlaczego.
Breeze była inna i właściwie zaczęła mu się coraz bardziej podobać mimo, że co i rusz mieszała go z gównem. W ostatnich czasach było to zupełnie inne uczucie. Już od bardzo dawna dziewczyna go nie spławiała.
Było to miłe i zarazem uciążliwe.
Ale nie spodziewał się jakichś zmian na lepsze przynajmniej przez kilka następnych dni.
Okrążył spokojnie pokój i zatrzymał się po drugiej stronie łóżka.
Nie zastanawiając się co będzie dalej, delikatnie usiadł na łóżku i położył się obok Breeze, która zdziwiona obecnością kogoś w swoim łóżku, przytuliła go.
*
- Boże… Idziesz teraz do szkoły?… – mruknął zaspany Tom, przecierając oczy, gdy obudził go dźwięk budzika.
- Ja to nie ty, mam szkołę – mruknęła Siren – Poza tym złaź ze mnie.
- Co? – po chwili zdał sobie sprawę, że leży prawie plackiem na blondynce – A, tak, już – sturlał się na drugą część łóżka. – A co ze mną?
- A skąd mam wiedzieć? Rób co chcesz, nie jestem twoją matką. – wstała z łóżka i skierowała się w stronę szafy – Chyba nie masz zamiaru tutaj zostać, nie? Ja na twoim miejscu nie chciałabym być sam na sam z moją matką. To bardzo niewskazane psychice, jeśli chce pozostać nienaruszona – parsknęła śmiechem i klęknęła przy półkach.
Tom z uśmiechem na twarzy obserwował figurę Siren. Nie słyszał nawet dokładnie tego, co mówiła właścicielka owego ciała. Przyjemnie było patrzeć na to wszystko, a jeszcze przyjemniej myśleć, że to ciało należało już do niego.
I wtedy nastąpiła kolejna bardzo przyjemna myśl.
To ciało będzie jeszcze należało do niego przez długi, długi czas.
Jeśli oczywiście niczego nie schrzani widząc jakieś kolejne ponętne ciało jakiejś fanki.
Nigdy nie był wierny.
Ale im dłużej się nad tym wszystkim zastanawiał, powinien teraz taki być.
Bo jeśli tego nie zrobi… Będzie miał przechlapane, delikatnie mówiąc.
Nie był do końca pewny, czy dobrze zrobił, jadąc tutaj.
Miał nadzieję, że tak.
Siren wstała i spojrzała na niego.
- Ja idę do łazienki. A ty lepiej nie wychodź z tego pokoju, ok? – i nie czekając na odpowiedź, ani nie komentując dziwnego uśmiechu Toma, wyszła z pokoju.
Tom natomiast zwlókł się z łóżka i założył spodnie i resztę ubrań.
Musiał pomyśleć gdzie teraz powinien się wynieść. Czy do studia, czy za Siren, czy gdzie.
Pomyślał, że będzie się z Billem wałęsać po mieście, a potem zajadą pod szkołę i potem się pomyśli dalej co robić.
Pochwalił się w duchu za dobry pomysł i z uśmiechem na twarzy, który od kilku minut nie schodził mu z twarzy, czekał na blondynkę.
Wróciła po paru minutach. Zdziwiło go to, bo dziewczyny z reguły dłużej przesiadywały w łazience.
- No co się gapisz? Musiałam się ruszyć, żebyś ty zdążył i żebym ja się nie spóźniła do szkoły, nie? Idź – wskazała na drzwi.
Wyszczerzył do niej ząbki i wyszedł.
Siren spojrzała na niego jak na ułoma i parsknęła śmiechem.
Pachniało tu męskimi perfumami. Zawsze o takim czymś marzyła. Żeby był przy niej ktoś, kto się nią zaopiekuje. Tak po prostu, bez miłości, ale ważne, żeby była opieka.
Ale nie myślała, że ceną będzie ciąża.
Spakowała się i usiadła na łóżku.
Niecałe 5 minut później pojawił się Tom.
- Burczy mi w brzuchu – i posłał jej zniewalający uśmiech.
- Mi też, chodź na śniadanie
Wyszli z pokoju i poszli do kuchni.
Nie było nikogo. Wiedziała o tym, bo zawsze z rana była tu sama. Jej matka spała. Nigdy nie widziała, czy któreś z dzieci wstaje do szkoły na czas, czy nie.
Ojciec wstawał jeszcze wcześniej, więc widziała go tylko wieczorami.
A Johann z reguły wychodził do szkoły, gdy ona dopiero wstawała.
Właściwie to nie widziała dlaczego, ale nigdy się o to nie pytała. Każdy ma prawo do jakiejś tajemnicy.
- Nikogo nie ma? – Tom rozejrzał się wokół.
- No jak widać. Bardzo rzadko z rana są ludzie.
- Czemu?
Wytłumaczyła mu to samo, o czym wcześniej myślała.
Mruknął coś niezrozumiałego, ale postanowiła, że nie zapyta o co chodzi.
- Co jest na śniadanie? – spytał, kiedy usiadł na barowym stołku.
- To co zrobimy, nie ma tu gotowych fastfoodów:D No chyba, że mi nie pomożesz, to będzie to co ja zrobię:D
- Nie! – zerwał się natychmiast na równe nogi – Pomogę ci!:D
Siren wybuchnęła śmiechem.
Wspólnymi siłami zrobili jajecznicę. W międzyczasie Tom dowiedział się wiele o dziewczynie, z którą będzie miał dziecko.
Jak ma na nazwisko – Weiserg.
Kiedy ma urodziny – 24 października
Co lubi robić w czasie wolnym – lubi pływać i robić muzykę na kompie.
Jakie ma oceny – raczej pozytywne.
Co lubi najbardziej jeść – ryż.
Czego nie lubi – wścibskich ludzi.
Czy lubi zwierzęta – Nie myślał o tym, ale sama mu powiedziała.
O więcej nie zdążył spytać, bo za 15 minut miał być dzwonek na lekcje a musieli jechać jeszcze po Breeze, która jakimś cudem nie zjawiła się u niej na czas, ani nic nie napisała.
Obydwoje wywnioskowali, że rodzice Breeze robią jej wykład na temat tego, że Bill u niej jest.
*
Breeze było ciepło i wygodnie.
Ale nie na długo.
Obudził ją krzyk. Głośny krzyk.
- Breeze!! Co to jest?! – wrzasnęła matka
- O czym ty mówisz? – jedyne co do niej dochodziło to to, że pewnie miała jeszcze kilkanaście minut, by pospać, skoro nie obudził jej budzik.
- O tym! Kto to jest?! – wskazała na osobę, która leżała wtulona w jej szyję.
Przetarła oczy. Faktycznie, coś łaskotało ją w policzek. To był kosmyk włosów.
- Aaa… To Bill… – i znówu zamknęła oczy. Zaraz jednak rzeczywistość uderzyła ją jak obuchem. – AAAAAAA!!!!!!! BILL CO TY TU ROBISZ?!!! – wrzasnęła i zwaliła z siebie bruneta, który spadł na podłogę, budząc sie przy okazji.
- Ałć… To bolało… – zamknął oczy, przeciągnął się i ziewnął.
Matka dziewczyny była tak zszokowana obecnością chłopaka w łóżku swojej córki, że tylko z otwartymi ustami patrzyła się na Billa.
- Ty kretynie! Miałeś spać na podłodze! – wrzeszczała dalej Breeze – Co ja ci mówiłam?! Ale nie! Ty musisz zawsze na swoim postawić, tak?!
- Owszem:D – wyszczerzył się do niej niewinnie – O co ci chodzi? Zaraz po tym jak się położyłem do ciebie, od razu się do mnie przytuliłaś:D
Breeze poczuła, że się czerwieni.
- To nie powód, byś mi na to pozwolił!
- Ale dlaczego miałem nie pozwalać, skoro było ciepło i miło?:D Hej, w ostateczności mogło być gorzej, poza tym, przecież nikt cię nie zoba… – umilkł z otwartymi ustami, zobaczywszy matkę Breeze stojącą w drzwiach. Zrobił minę, jakby miał wybuchnąć śmiechem, ale się powstrzymał – Dobra, pamiętam, że ja mam się tłumaczyć:D – wstał i podszedł do kobiety – Dzień dobry, nazywam się Bill Kaulitz, jestem kolegą…
- Znajomym, człowieku. – sprostowała Breeze
- Kolegą. – wymówił z naciskiem Bill i znów spojrzał na kobietę – No więc… – westchnął – Mój brat przyjechał do przyjaciółki i zanim się obejrzałem, zamknął mi samochód przed nosem i zostałem skazany na nią – wskazał na Breeze, która parsknęła z oburzenia
- To chyba ja zostałam skazana, głąbie, to ty się wpakowałeś do mojego samochodu, nie?
- A gdzie miałem iść? Nie znam tego miasta. Poza tym, mogłaś mnie wyrzucić, ale tego nie zrobiłaś, więc nie moja wina, poza tym daj mi skończyć, ok? – i nie czekając na jakikolwiek komentarz, zwrócił się do matki Breeze – Najpierw jeździliśmy po mieście bez celu, bo nie chciała mnie zabrać do domu, żeby mnie przechować. No ale w końcu dała się przekonać i wylądowałem tutaj, ale woleliśmy pani nie budzić, bo pani chyba spała, bo ciemno było. No a że w nocy było mi zimno, wolałem spać z nią – uśmiechnął się niewinnie
Matka brunetki uniosła brwi.
- Mamo, to debil – dokończyła Breeze.
- Obraziłaś mnie. – rzucił chłodno
- Wiem, zrobiłam to nawet celowo.
- Breeze, przestań! Mam dość tego, że się ciągle kłócimy! Całe dwa dni znajomości spędzone ciągle na ciętych ripostach!
- Jak na razie będzie bliżej do półtora. – uśmiechnęła się złośliwie.
- Wiesz ile czasu będziemy razem przez Siren i Toma? Chcesz przez ten czas ostrzyć sobie na mnie język?! Wybacz, ja nie chcę! – odwrócił się i zaczął się ubierać. – Możesz się bronić, ok, ale za ciągle złośliwości kiedyś zapłacisz drogo.
- Może zostaniesz na śniadaniu? – spytała po chwili ciszy matka Breeze.
- Przepraszam panią, ale i tak nie mam wyboru, bo nie wiem gdzie jest dom Siren. – spojrzał na nią zrezygnowany.
- No to Breeze, ty zmykaj do łazienki, a ja ci pokażę drugą, żeby było szybciej.
Brunetka wyminęła matkę i Billa i naburmuszona poszła do pomieszczenia potocznie zwanym klopem.
Nie rozumiała dlaczego jej matka nie była zła na Billa. Przecież zawsze wszystkich wyrzucała za próg. A tu nic. Nawet zaprosiła go na śniadanie!
Tu się coś dzieje nie tak! Od tego czasu kiedy okazało się, że Siren jest w ciąży!
Po jakimś czasie wyszła z łazienki i zeszła na dół.
Bill i jego matka ze sobą ROZMAWIALI!!!
Ogarnęła ją taka wściekłość, że omal nie wybuchnęła. Ale postanowiła się uspokoić, chociaż na chwilę.
- Na śniadanie są tosty, skarbie – powiedziała Theresa.
- Nie jestem głodna – mruknęła i usiadła jak najdalej od Billa.
Ten pokręcił głową i wsadził sobie do ust ostatni kawałek tosta.
- Odkryłam, że Bill to naprawdę porządny chłopak – zagaiła jej matka.
- Świetnie. – wstała i zabrawszy z suszarki szklankę, nalała sobie soku pomarańczowego. Upiła łyk i schowała sok do lodówki.
- Breeze, rozumiem, że jesteś ostatnio w złym humorze… – zaczęła, ale umilkła, gdy jej córka stanowczo postawiła szklankę, wylewając napój na blat.
- Ostatnio?! – krzyknęła prawie piskliwym głosem – Wiesz, że nie ostatnio, tylko od ponad pół roku! I dobrze wiesz przez kogo! Więc przestań mnie pocieszać! Ty w tej psychicznej rodzinie miałaś zawsze najlepiej! I nagle postanowiłaś mnie zauważyć! ŁAŁ! Jestem pod wrażeniem! Gratulacje! – zaczęła klaskać, nie zwracając uwagi na łzy w oczach matki – O co poproszę, to dostanę. Czego nie chcę, nie dostaję, naprawdę! To takie super! Ale za późno!! Z A P Ó Ź N O! Jeśli chciałaś zawalczyć o normalną córkę, należało się pozbyć wcześniej tego palanta z domu, zanim zaczął mnie bić! – odwróciła się gwałtownie do Billa, który w szoku nie potrafił się ruszyć, ani wymówić jakiegokolwiek słowa – A ty, jeśli komukolwiek coś piśniesz, zobaczysz jaka dzięki moim cudownym przeżyciom potrafię być miła dla ludzi. – powiedziała chłodno i wyszła z kuchni.
Theresa chlipnęła.
- Przepraszam, Bill… – wyszeptała.
- Nie ma za co, naprawdę, nie powinno mnie tu być, nie doszłoby do kłótni, wiem, że Breeze mnie nie cierpi… – wstał i otrzepał ręce – Dziękuję za śniadanie – uśmiechnął się do niej pokrzepiająco i wyszedł z kuchni. Przypomniał sobie, że nie zabrał kurtki z telefonem, pewnie Tom dzwonił…
Wspiął się po schodach, ale się zatrzymał, gdy zobaczył Breeze z jego zgubą.
Bez słowa nią w niego rzuciła i zeszła na dół.
- Dziękuję – powiedział grzecznie.
- Daruj sobie.
- Breeze, ale…
- Możesz się ode mnie odwalić?!
- Tylko kilka minut! Uspokój się! Zaraz Tom przyjedzie i tyle!
- Ale i tak będziesz! Sam powiedziałeś…
- Kurwa Breeze! – szarpnął ją za rękę i zatrzymali się w salonie. Spojrzała na niego płonącymi oczyma. – Miej w sobie tyle nienawiści do ludzi, ale nie wyżywaj się na mnie, ok?! Nie jestem niczemu winien! Nie moja wina, że się spotkaliśmy! Nie moja wina, rozumiesz?! Więc kurwa nie zachowuj się tak, jakbym był winny temu, że coś się źle dzieje na świecie!
Breeze wyrwała się z jego uścisku i bez słowa poszła się ubrać.
Bill spojrzał na nią wściekle. Miał już tego dość. Jeśli brat go nie odstawi do studia, to go zabije.
Zanim zdążył dojść do drzwi frontowych, rozległ się dzwonek.
W drzwiach się ukazała Siren.
- Zaraz się spóźnimy do szkoły ludzie!:D
Bill mruknął „cześć” i poszedł szybkim krokiem do Lexusa. Usiadł obok Toma.
- One jadą same, nie?
- Nie wiem – wzruszył ramionami.
- Odwieź mnie do Hamburga.
*
- Opowiesz mi, co się stało, że on jest wściekły, a ty jeszcze bardziej? – spytała Siren przyjaciółkę, kiedy ta wyszła z domu trzaskając drzwiami.
- Jedziemy moim samochodem, nie? Kawał drogi, nie chce mi się potem z buta iść:D – spojrzała na blondynkę oczekując odpowiedzi.
- Gdy nie miałaś samochodu, szłaś z buta, teraz też możesz. Poza tym – podniosła rękę, kiedy Breeze chciała coś powiedzieć – Nie odpowiedziałaś mi.
Brunetka wzruszyła ramionami.
- To jedziemy z nimi, czy same? Zaraz się spóźnimy.
- Nie dogadam się z tobą, tak? Ok, wszystko mi wyśpiewasz w szkole. A teraz dla kary jedziemy z nimi. – ruszyła niezrażenie trzymając za rękę Breeze, kiedy chciała się wyrwać. – Przestań odstawiać sceny, to nieestetyczne:D
- Nie zaczynaj, Siren, jeszcze znowu się pokłócimy. – rzuciła ostrzegawczo
- Myślę, że ci się pogarsza, wiesz? – prawie na chama wpakowała Breeze do samochodu. – Hej, a nie uważacie, że to niebezpieczne? W sensie, że was tam rozpoznają, nie? – Siren spojrzała na Toma i Billa.
Jeden z nich był nadal wściekły, drugi natomiast miał minę, jakby miał zacząć błagać o cierpliwość samego Boga.
- Trudno, w końcu i tak się wyda, co za różnica kiedy? – spytał beztrosko blondyn. – Tylko powiedzcie gdzie mamy jechać, nie znam tego terenu:D
Siren pokrótce wytłumaczyła co i jak i rozejrzała się po pasażerach.
Ewidentnie coś się wydarzyło w domu Breeze, dlatego i ona i Bill są wściekli. Tom natomiast się dowiedział i prawdopodobnie chciał coś wytłumaczyć swojemu bratu, ale jego to nie obchodziło.
Nie chciała pytać o co chodzi, bo i tak nie dowiedziałaby się całej prawdy. Ale ciekawość ją pokonała.
- Dobra, to bardzo nieprzyjemna sytuacja, ktoś mi jest w stanie wytłumaczyć? – spytała, gdy cisza stała się bardziej męcząca niż zwykle.
- Ja nie wytłumaczę, bo chyba nie do końca wszystko rozumiem – stwierdził Tom
- A co tu jest do tłumaczenia? Breeze mnie traktuje jak worek treningowy, gdy ma zły humor i tyle. – wyrzucił Bill kręcąc głową, jakby to było najbardziej oczywista prawda pod słońcem
- Boże, Bill, ale ty marudzisz… – brunetka spojrzała na jego plecy – Daj se spokój, ok? Człowieka nie zmienisz.
Bill odwrócił się gwałtownie, aż Siren podskoczyła z zaskoczenia.
- Sugerujesz, że potrzeba ci kogoś kto cię wstawi na normalną drogę życia, tak? – spytał zaintrygowany
Breeze oburzyła się
- Nikogo takiego…
- Racja Bill! Bardzo potrzebuje! – Siren pokiwała energicznie głową – Nawet nie wiesz jak bardzo, ona nie jest normalna!
- Siren! Nawet ty jesteś przeciw mnie?! – krzyknęła brunetka czując, że złość znów za chwilę w niej eksploduje.
- Tak! Bo ty jesteś przeciw mnie. – skrzyżowała ręce i spojrzała odważnie na przyjaciółkę.
- Nie jestem przeciw nikomu…
- Jesteś – oświadczyli zgodnie.
- Boże, to, że nie możecie się uporać z moim charakterem, nie znaczy, że ja mam się dla kogoś zmieniać, nie?! – krzyknęła nagle
- I taka jest prawda! Chcesz, żeby wszyscy się ciebie bali i żeby nikt się do ciebie nie przywiązał! – Siren potrząsnęła nią – Palisz wszystkie mosty i nawet się nie zastanawiasz jakie to może mieć skutki.
- Błagam, Siren, daruj sobie filozoficzne przemowy, ok? – teatralnie ziewnęła i znów skierowała wzrok za okno.
- Mniejsza. – tym razem Bill się wmieszał – Skoro z zaistniałych powodów Tom i Siren będą spędzać ze sobą mnóstwo czasu, a ja się będę nudzić, podejmuję wyzwanie – wyszczerzył ząbki
- Hę? – Breeze spojrzała na niego jak na głąba
- Będę twoim nauczycielem – wyjaśnił zadowolony
*
Cała czwórka wysiadła z Lexusa, a bliźniaki założyli kaptury i okulary dla niepoznaki.
Siren widziała, że te przebrania na nic się nie zdadzą, jeśli w szkole jest jakaś fanka, a na pewno jest ich więcej niż setka. W końcu są bardzo popularni.
Breeze nadal uważała, że wszyscy się zmówili przeciwko niej, więc nie odzywała się do nikogo.
- Jaką macie pierwszą lekcje? – spytał Tom
- Przysposobienie Obronne – odpowiedziała Siren i zamknęła oczy – O Boże, nienawidzę tych zajęć…
Brunetka chciała coś dodać, ale przypomniało jej się, że miała milczeć.
- Czemu? – kontynuował blondyn
- Bo zawsze tam każą robić nam jakieś durne rzeczy, które tylko ośmieszają człowieka. A ja nie lubię być ośmieszana. – dodała z naciskiem
Tom uśmiechnął się i ruszyli do wejścia.
- Przy okazji, to prawdopodobnie był twój najgłupszy pomysł – zauważyła Siren
- Ale co?
- No wiesz, wchodzicie do publicznej szkoły, chcecie zginąć? Czy narazić waszą karierę na poważny uszczerbek to dla was za mało? Chcecie jeszcze doznać ran fizycznych?
- Ja się umiem bić – bronił się Tom
- Ty?! Hahahahahaha!!! To pocieszne! To chyba raczej my powinnyśmy was bronić wy bezbronne, małe…
- Hola, ja nie jestem mały, w obydwu znaczeniach tego słowa:D
- Tak, tak, mały nie jesteś… – potwierdziła z uśmieszkiem
- Widzisz? – spojrzał z dumą na brata
- Ale widziałam większych… – dokończyła i wybuchnęła śmiechem łącznie z Billem
Breeze starała się panować nad emocjami i jak na razie nieźle jej to szło. Chociaż zbliżała się do granicy. Nie wytrzymała i po chwili wybuchnęła śmiechem.
- Łał, jestem w szoku! Poczułaś w końcu co znaczy użycie mięśni policzkowych w celach rekreacyjnych dla ciała i ducha! – zauważył Bill, a Breeze zaniosła się jeszcze większym śmiechem.
- Dobra, chodźmy, bo się spóźnimy:D – powiedziała blondynka i złapawszy Toma za nadgarstek zmusiła resztę by przyspieszyli kroku.
*
Siren wiedziała, że wszyscy wiedzieli (a przynajmniej podejrzewali), że oni to ONI.
Kiedy przemierzali korytarz, każde oczy zwracały się w ich stronę.
To tylko kwestia czasu kiedy ich wszystkie podejrzenia się sprawdzą.
Obie modliły się w duchu, żeby nikt nie uznał ich za jakieś fanki. To by odcisnęło piętno na ich reputacji, a na to nie mogły sobie pozwolić.
Wspięli się po schodach na drugie piętro, gdzie znajdowała się sala od PO.
Z chwilą, gdy stanęli obok klasy, zadzwonił dzwonek.
Wszyscy spojrzeli w ich stronę. Nikt nic na ten temat nie powiedział, co generalnie zdziwiło całą czwórkę.
Breeze pchnęła Billa, który stał przed nią.
- Otwieraj te drzwi przymule, a nie stoisz jak jakaś niedorozwinięta kobieta z dzieckiem – w duchu śmiała się z niedorzecznie nietrafionego porównania jakie zastosowała.
Kilka dziewczyn zachichotało, a kilka się zbulwersowało myśląc: „O mój Boże! Ona GO DOTKNĘŁA!”, „Ona GO popchnęła!”, „Ona chciała GO zabić!”
Bill popatrzył na nią litościwie.
- To tak jakbyś ty była facetem z prostatą, widzę podobieństwo, wiesz? A poza tym, po co mnie pchasz? – nie czekając na jej odpowiedź, otworzył drzwi i wszedł do klasy, pozostawiając przed wejściem ogłupiałą Breeze.
Tom i Siren zachichotali i weszli do środka.
Brunetka wciągnęła powietrze z oburzeniem i wparowała do pomieszczenia.
- A ty niby jesteś mężczyzną? – spytała ironicznie – Udowodnij mi to, bo nigdy nie wierzyłam w te śmieszne plotki o tym, że spałeś z jakimiś dziewczynami.
Reszta klasy weszła i zajęła swoje miejsca, przysłuchując się z zainteresowaniem na twarzach.
- To znaczy, że mam ściągnąć spodnie i ci pokazać, czy jak?
- Jeżeli masz na tyle odwagi – palnęła, zanim zdążyła pomyśleć jakie będą z tego konsekwencje.
Wiedziała, że tego nie zrobi. W końcu musiałby się rozebrać przed całą klasą. To byłoby zbyt…
- A żebyś wiedziała, że to zrobię – odparł zuchwale i chwycił za klamrę od paska.
- E… – Breeze zaczęła machać rękoma – Nie, nie, nie, ty chyba nie masz zamiaru tego zrobić, nie? – w klasie rozległy się „łohy” i „achy” i zduszone okrzyki dziewczyn, które natychmiast wyciągnęły telefony z kamerą z kieszeni. Bill rozpiął pasek – Stój! Hej! Ja żartowałam! Nie musisz! Przecież ci wierzę! – Breeze zaczęła panikować. Bill już rozpinał rozporek – Przecież wiem, że jesteś… – urwała, gdy jego spodnie razem z bokserkami opadły w dół – …Facetem… – zasłoniła oczy dłońmi, ale zdążyła wszystko zauważyć. Spłonęła rumieńcem. Dziewczyny zaczęły kręcić filmy i przemieszczać się żeby mieć lepsze widoki. Chłopacy wytrzeszczyli oczy, Tom spojrzał wymownie w sufit, a Siren w myślach porównywała wielkość obu bliźniaków – Wystarczy. Weź… – i w tym samym momencie do klasy wszedł nauczyciel. – Się lecz.
Profesor zatrzymał się gwałtownie, wpadając niemal na Breeze, która stała na środku klasy. Dopiero po chwili zauważył Billa, który stał z perfidnym uśmieszkiem skierowanym w stronę Breeze, najwyraźniej nie przejmując się tym, że ktoś właśnie wszedł.
- EKHEM – zagrzmiał pan Bauer – Co tu się wyprawia?!
Brunetka pisnęła mając nadzieję, że kiedy odkryje oczy, będzie po wszystkim. Ale tak się nie stało.
On nadal stał tam do połowy nagi.
Spojrzała na… BILLA i przez najwyraźniej jakiś złośliwy czar nie mogła oderwać od NIEGO wzroku.
- Niech… – zaczęła cienkim głosem – Niech pan… mu każe się… ubrać?… – i znowu zamknęła oczy i odwróciła się. Policzki paliły ją niemiłosiernie i nie wiedziała jak to przerwać. – Mogę… Wyjść do WC?…
Spojrzał na nią dziwnie i odprawił ją ruchem ręki. Natychmiast wybiegła z sali.
Uczniowie czekali na dalszy rozwój sytuacji, ale nauczyciel taki cierpliwy nie był. I bynajmniej nie zamierzał czekać.
- Ubierz się człowieku – powiedział zimno – Potem pogadamy.
Bill wyszczerzył ząbki i bez zażenowania spełnił rozkaz.
- Wy oddawajcie telefony – powiedział do wszystkich uczniów – A ty się wytłumacz – spojrzał na bruneta.
Tom i Siren przyglądali się temu z głupimi uśmieszkami na twarzy.
Starszy bliźniak znał swojego brata i wiedział, że czasami ma zwariowane pomysły, ale ten przebił o głowę wszystkie jakie kiedykolwiek wpadły mu na myśl.
- Ona nie wierzyła, że jestem facetem – wzruszył ramionami na co cała klasa wybuchnęła śmiechem.
Zanim zdążył zadać kolejne pytanie, do klasy weszła Breeze. Nadal czerwona.
- A czy ty… – spojrzał na brunetkę, która stała i nie wiedziała jak się zachować (bała się podejść do swojej ławki, bo obok niej stał Bill) – Wierzysz, że jest na pewno facetem?
Znowu w sali zapanował śmiech. Breeze przeniosła wzrok na Billa. Nabijał się z niej, ale już ona mu pokaże po lekcji.
- Tak, tak sądzę – odparła bez entuzjazmu.
- No to teraz wytłumacz mi co tu robi ten chłopak i kim on jest i kim jest ten chłopak, który stoi obok Siren – uśmiechnął się do niej
- E… To są… – także posłała mu uśmiech – Spotkałyśmy ich po drodze do klasy, to są ci… Jak to się zwało… – zaczęła strzelać palcami – No…
- Jesteśmy tu, bo nasza szefowa wysłała nas do szkół, by sprawdzać, jak ludzie reagują na poszczególne bodźce. – wyjaśnił szybko Bill
- I żebyśmy byli wiarygodni, jesteśmy ubrani jak zwykli nastolatkowie, nie mamy żadnych dokumentów i tak dalej – dodał Tom
Breeze skinęła głową.
- Muszę dodać, że mają dość niekonwencjonalne pomysły – posłała mordercze spojrzenie Billowi, który wzruszył tylko ramionami i niewinne wyszczerzył zęby.
- I są bardzo kontaktowi jak na ludzi z firmy – Siren musiała wtrącić swoje 5 groszy
Nauczyciel machnął ręką.
- Niech wam będzie, ale usiądźcie w końcu, bo należy przeprowadzić lekcje. A co do telefonów, to zabiorę je sobie i pokasuję to co się dzisiaj wydarzyło, zrozumiano?
Po sali przeszedł jęk zawodu o dziewczęcym zabarwieniu.
Breeze raźno ruszyła do swojej ławki.
Ona i Siren zajmowały zwykle ostatnie ławki, bo lubiły mieć wszystko na oku. Miały zawsze taki zwyczaj, a w tej klasie nie ulegało to zmianie.
Bill i Tom usiedli dwie ławki za nimi.
- Dzisiaj zajmiemy się pierwszą pomocą przy utracie przytomności i taki jest temat lekcji – wyjaśnił pan Bauer
- Jesteś porąbany – stwierdził Tom szeptem do swojego brata
- Zdarza się:D
- I w ogóle o czym ty mówiłeś Breeze z tym nauczycielem, hę?
Bill wzruszył ramionami
- A sam nie wiem. Chyba z nudów będę ją uczył jak być cywilizowanym człowiekiem. No bo spójrz – wskazał na brunetkę, która pisała właśnie to, co dyktował nauczyciel. – Ona nie jest normalna. Reaguje ze wszystkim na odwrót. A jak już to przesadnie i doprowadza wszystkich do szału. Czy ty uważasz, że to jest w porządku?
- Przecież człowieka, jak ona sama zauważyła, nie zmienisz, a szczególnie gdy sam człowiek tego nie chce. A ona tego nie chce.
- Spokojna głowa, już ja się tym zajmę. Silne uczucie ją zepsuło, to silne uczucie ją naprawi. – stwierdził filozoficznie.
Tom natychmiast odwrócił wzrok od Siren i spojrzał na niego.
- Co ty wygadujesz? Chcesz ją w sobie rozkochać?!
Bill odskoczył od niego.
- Głośniej! Nie chcę, przygłupie! – znów się do niego przysunął – Co za różnica kto? Ważne żeby dla kogoś chciała się zmienić, nie? A poza tym… Ja w życiu bym z nią nie wyrobił, więc ja odpadam.
- Jasne i ty myślisz, że ja się na to nabiorę? – parsknął śmiechem – Nie bez powodu chcesz się zabrać za umoralnianie jej. Czegoś konkretnego oczekujesz.
Bill prychnął.
- Niczego od niej nie chcę. No chyba, że wdzięczności, ale nie sądzę, żeby się na to zdobyła.
- Ciągle kłamiesz, Bill, jak możesz robić to własnemu bratu? – spojrzał na niego z udawanym wyrzutem.
- Zajmij się chwilowo sobą, ok? Ile razy mam ci tłumaczyć, że nawet gdybym czegoś chciał, co byłoby brakiem mózgu, to nic by z tego nie wyszło, bo za bardzo się różnimy, nie dociera?
- Było takie…. – zaczął, ale przerwał przyglądając się Siren i Breeze, które grały w „papier, kamień i nożyce”. Wygrała Siren, toteż Breeze podniosła rękę – Co one dają?
Bill podążył wzrokiem za nim.
- Proszę, Breeze, chodź na środek, teraz potrzebujemy kogoś, kto mógłby… – spojrzał na czarnowłosego – Tak… Jak ty masz na imię, chłopcze?
- Bill.
- Chodź do nas – wskazał na środek sali – Pokażesz nam, co się robi, gdy pewna osoba, w tym przypadku Breeze, zemdleje, oczywiście uda, prawda? No, a ty reaguj jak powinieneś, bo zapewne wiesz jak wygląda pomoc przy omdleniu. – uśmiechnął się promiennie – Chodź, chodź.
Bill chętnie poderwał się z ławki i ruszył raźno do Breeze.
Czy umiał sobie z tym poradzić? Nie i właśnie to było najśmieszniejsze.
- No dobra, nic z tego nie potrafię, wiec niech ktoś mi wszystko powie, a ja to zrobię, ok?:D
- Naturalnie, nikt się przecież nie spodziewał, że ktoś to będzie potrafił, prawda? – odparł wesoło nauczyciel
Bill wyszczerzył do niego ząbki.
- Ok, to ty chyba powinnaś już leżeć nieprzytomna, prawda? – brunet spojrzał wyzywająco na Breeze
- Jasne – teatralnie położyła sobie wierzch dłoni na czole i już po chwili leżała na podłodze.
- Łał, ona naprawdę to zrobiła i prawie uwierzyłem, że nie żyje… – Bill zaczął klaskać – Gratuluję, naprawdę:D – kilka osób parsknęło – No dobra – zwrócił się do nauczyciela – To co mam robić? – spytał entuzjastycznie
- Panna Rosenstein trochę za bardzo się rozrzuciła po podłodze, ale damy sobie radę:D
Klasa zaczęła się śmiać, a ciało Breeze kilkakrotnie skurczyło się, z niewiadomych powodów.
- No ale ok, kucnij przy niej Bill i teraz tak – poczekał, aż czarnowłosy wykona polecenie – połóż jej prawą rękę wzdłuż tułowia, a lewą na klatce piersiowej. – Bill szybko wykonał zadanie – A teraz prawą nogę ugiąć w kolanie i podkurczyć. Łał, jesteś bardzo pojętnym uczniem…
- No sie wie:D
- No, a teraz włóż rękę pod jej pośladek i…
Bill się lekko zdziwił, ale nic nie powiedział. Bez żadnych pytań chwycił ją za owy pośladek.
Breeze natychmiast otworzyła oczy i odskoczyła od niego.
- Czy ty kurwa jesteś doszczętnie pojebany?! – krzyknęła, a klasa wybuchnęła głośnym śmiechem.
- BILL! Co ty robisz?!
Brunet rozejrzał się zdezorientowany.
- No przecież zrobiłem co mi pan kazał, o co chodzi? – spytał oburzony
- Mówiłem o jej ręce, a nie twojej!
*
- Debil, debil, debil – gadała do siebie Breeze, która już na zawsze postanowiła się nie odzywać do Billa. Siedzieli w domu Siren. Jakimś dziwnym trafem nikogo nie było, co zdarzało sie dość rzadko.
Siedzieli oczywiście w kuchni, bo Siren dopadł głód.
- Oj daj spokój, to wina nauczyciela, nie moja – Bill próbował się usprawiedliwić, ale jak można było się domyślić, wcale mu to nie szło.
Breeze już otwierała usta by mu odpowiedzieć, ale przypomniało jej się, że ma się do niego nie odzywać.
- Siren, możesz przekazać Billowi Kaulitz, że mam gdzieś to, że nie ma mózgu i się nie domyślił o co chodzi? – spojrzała łaskawie na blondynkę.
- Owszem:D – odwróciła się do młodszego bliźniaka – Bill, Breeze mówiła…
- Chyba słyszałem, nie? – spytał zniecierpliwiony
- Tak? – spojrzała na niego tępo – A nie powinieneś, przecież to ja jestem od przekazywania!:D
Tom ogarnął całą sytuację wzrokiem. Zastanawiał się, jak daleko sięga jego cierpliwość. Pomyślał, że jak nic nie powie na ten temat przez najbliższe pół godziny, kupi sobie ciastko.
- Słuchaj, Breeze – zaczął Bill cierpliwie – To. Nie. Moja. Wina. Każdy inny zrobiłby tak samo! Poza tym mówimy tylko o twoim tyłku, czemu się tak do cholery bulwersujesz?!
Breeze zaczęła się okręcać na stołku dookoła siebie.
- Powiedz Billowi, że… – ktoś ją chwycił za ramiona i odwrócił.
- Jak masz coś do mnie – zaczął chłodno. – To mi powiedz prosto w twarz, Breeze.
Siren przestała jeść i z uwagą zaczęła się przyglądać swojej przyjaciółce.
- Nikomu nie pozwoliłam się dotknąć, a ty to zrobiłeś bez mojego pozwolenia, więc nie wyobrażaj sobie, że będę się cieszyć, jasne? – Breeze udało się zachować opanowany ton głosu.
Bill uniósł brwi.
- Więc robisz te szopki, bo dotknąłem się przeciw twojej woli, tak? – zmierzył ją wzrokiem. – To wyobraź sobie, agresywna, zdziczała dziewico, że w życiu bym tego nie zrobił, gdybym nie musiał. Dociera? – zmrużył oczy – Bo po co miałbym cię dotykać? Chyba nie dla przyjemności – prychnął
Siren otworzyła szeroko usta. Tom zakrył je sobie dłońmi (obydwoje z zaszokowania).
Breeze spojrzała wściekle na Billa, zdawszy sobie sprawę, że właśnie ją mocno upokorzył.
- Więc rezygnujesz z posady nauczyciela? Bardzo mnie to cieszy, nie lubię się bić. – sprawnie odwróciła kota ogonem i przyjrzała się, jak mina Billa momentalnie się zmienia. Tom z Siren patrzyli się na nich jakby oglądali dobry film obyczajowy, blondyn podebrał kilka chrupek. Natomiast Bill i Breeze wcale nie uważali, że sytuacja jest śmieszna.
- Nie dam ci tej satysfakcji. Będę cię tak męczył, aż w końcu się odchamisz, oddziewiczysz…
- Moment, moment, moje dziewictwo został w spokoju, ok? – obruszyła się
- Masz 18 lat, starczy ci tego – powiedział beztrosko i kontynuował – I aż się od…
- Odczep się kurwa od mojego dziewictwa! – zawołała i wstała z krzesła.
- Aa… I kolejny słaby punkt. Nie martw się, zapamiętam sobie:D Poza tym sprowadzę cię do stanu 100 razy mniej agresywnego i 10 razy bardziej ugodowego.
- To co ty chcesz ze mnie zrobić? Ścierkę do podłogi, czy twoją fankę? – z powrotem usiadła
- A co wolisz?
- Ani jedno ani drugie oczywiście. – spojrzała na Toma i Siren, którzy opychali się chrupkami i oglądali ich jak dvd – A wy filmy macie w salonie. Nie jestem do tego, by ktoś robił sobie ze mnie… – Bill szybko wziął ściereczkę kuchenną i przytkał jej usta.
- Miałem cię nie dotykać – powiedział z uśmieszkiem – Zamknij się, bo nie skończyłem. Zrobię z ciebie kobietę…
Szybko wyrwała mu ścierkę.
- Co ty kurwa uważasz, że nie jestem kobietą?! – ryknęła
Pokręcił głową.
- Raczej robotem.
Zdzieliła go ścierką po głowie.
- A tobie kurwa także by się przydały lekcje kultury, chory prosiaku! – i znowu go zdzieliła – Nie chcę z tobą przebywać ani minuty dłużej! – wstała i zwróciła się do swojej przyjaciółki. – Jeśli będziesz chciała ze mną pogadać, to przyjdź, ale bez tego downa, bo cię nie wpuszczę. Cześć. – obrażona chwyciła plecak i opuściła kuchnię jak i dom.
To nadal się nie odzywał mając w głowie ciastko.
- Przesadziłeś – powiedziała Siren po przełknięciu tony chrupek.
- Nie przesadziłem, to ona zawsze przesadza. – wyjaśnił Bill patrząc na wyjście, jakby Breeze jeszcze tam była.
- Nie wiesz jaka ona jest, znasz ją tylko kilka dni, właściwie tylko dwa, to nawet nie kilka! – nie tylko czuła się w obowiązku bronić przyjaciółkę, ale wiedziała, że ma rację.
Brunet wzruszył ramionami.
- To wystarczy. To się pogarsza, jakbyś nie zauważyła. Myślę, że trzeba to zatrzymać, bo się rozszerzy jak zaraza.
- Kurwa, Bill! Mówisz o dziewczynie, a nie o chorobie wściekłych krów!
- O. Trafne spostrzeżenie, bo to mała różnica:D
Tom spojrzał na zegarek czekając, aż pół godziny minie. Zostało jeszcze 7 minut z hakiem. Da radę.
- Przestań! To ty jesteś chamski, nie ona!
- Zauważyłaś, że w końcu udało mi się ją obrazić? Jak tak zacznę robić…
- Ty ją upokorzyłeś, nie obraziłeś! – przerwała mu gwałtownie – I ty siebie opisujesz jako romantyka i inne takie?! To prócz chama jesteś jeszcze łgarzem! – pochyliła się do niego przez stół.
Bill zamrugał oczami.
- Wcale nie. – chciał coś jeszcze dodać, ale nagle zabrakło mu języka w ustach.
- Rozumiem, że chcesz, by Breeze się zmieniła, bo w tym cię poprę, ale nie takim kosztem, bo w ten sposób działasz na naszą niekorzyść, wiesz?
Bill się zamyślił. Faktycznie, Siren miała rację.
Tom znów spojrzał na zegarek. Tylko 4 minuty.
- Moment… a gdzie ja będę spał? A zaraz! Co właściwie dalej? – spytał Bill
- A skąd mam wiedzieć? To Toma był pomysł zapewne, więc niech on zadecyduje – spojrzała na chłopaka obok niej. Ten rozejrzał się niespokojnie. Zostały pewnie jeszcze jakieś dwie minuty. Ciastko było niemal w zasięgu ręki. – No? – ponaglała go.
- No nie! – krzyknął – Zostało mi półtora minuty! Chciałem sobie kupić ciastko!
Siren zmarszczyła czoło.
- O czym ty bredzisz?
- Właśnie – dodał Bill
- No bo założyłem się, że jak wytrwam pół godziny bez żadnego komentarza w tym temacie, to kupię sobie ciastko…
- Boże, Tom… I ty masz zostać ojcem? – Bill spojrzał na niego jak na idiotę
- Bill ma rację, najlepiej jedź skąd przyjechałeś i nie wracaj – Siren poklepała go po plecach
Tom posłał jej mordercze spojrzenie.
- Wiesz, że mnie nie przekonasz, więc nawet nie próbuj. Jak ja mam wracasz, ty jedziesz ze mną. Chcesz?
- Nie mogę, mam szkołę.
- Właśnie, więc wydaje się, że jednak tu zostaję.
Siren spoważniała.
- A co z waszą karierą? – odsunęła się – Przestań Tom, ja tak nie mogę. Przecież to wam zupełnie zburzy karierę, nie możesz być ciągle przy mnie, nie rozumiesz? Bill, weź mu to wytłumacz… – spojrzała na młodszego bliźniaka, ale ten wzruszył ramionami.
- Ja zawsze będę za nim. Jeśli on chce tak jak chce, ja się z nim zgadzam. – wyjaśnił.
Dziewczyna westchnęła i usiadła na stołku.
- To nie fair… Czemu ja tu nie mam nic do gadania?… Nie chcę wam rozwalić tego na co tak ciężko pracowaliście…
- Przestań, przecież jeszcze się nic nie stało – uspokajał ją Tom – Czym się martwisz?
- Przyszłością! – wybuchnęła – Bo ty w ogóle o niej nie myślisz! Ja mam szkołę, ty masz pracę! Jak ty chcesz tu zmieścić jeszcze dziecko?!
Tom oparł się rękoma o blat.
- Nie po to cię znalazłem, żeby teraz dać sobie spokój, nie rozumiesz tego? Będzie ciężko, ale sobie poradzimy, Siren.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz