czwartek, 18 kwietnia 2013

nota 7.5


>Marie<

Tak… Świetnie…
I niby co mam teraz powiedzieć?!
Marina się cieszy jakby coś wyszło z jej kretyńskiego planu, ale przecież kurwa ona wszystko spierdoliła!!!
- E… – zaczął Bill marszcząc czoło
Poczułam, że robię się czerwona. Jestem ugotowana, to po prostu koniec…
W korytarzu znowu rozległ się chichot, mimo, że miałam zamknięte usta. Jak zrozumie to Bill?!
- Kobieto, weź mu wytłumacz, albo coś, bo jeszcze trafi do wariatkowa szybciej niż… E… Jak on miał? – Marina najwyraźniej nie zdawała sobie sprawy, że pogrąża mnie jeszcze bardziej. Super po prostu. Zabiję ją, jak tylko się z tego wykręcę.
- Ty… – zaczął znowu niepewnie Bill – Masz rozdwojenie jaźni? – wykrztusił, jakby to były słowa oblane co najmniej trucizną.
- Bill, kurde, ty nie zrozumiesz… – szepnęłam
Marina ponownie zachichotała
- Skąd wiesz, że nie? Myślisz, że jest tępy?
Straciłam już resztkę opanowania i natychmiast się odwróciłam w stronę Mariny
- Zamknij się do cholery, kretynko! Wszystko psujesz! WSZYSTKO! – wrzasnęłam, popychając ją na ścianę – Od początku chcesz kierować moim życiem! I zawsze jest wszystko źle!
- No bez przesady, staram ci się pomóc – zauważyła ze stoickim spokojem rozcierając sobie ramie, które i mnie bolało – Ale ty nie chcesz współpracować, więc wychodzi jak wychodzi, nie do mnie miej pretensje, ok?
- A niby do kogo! Marina! Nigdy mi nie pomagałaś! Nie było nigdy takiej sytuacji!

Oniemiały Bill przyglądał się Marie. Nie mógł sobie wytłumaczyć tego w żaden inny sposób. Marie zwyczajnie miała rozdwojenie jaźni i gadała do siebie, myśląc, że gadała z kimś innym.
Owa „inna osoba” nazywała się według niej Marina…
Nie. To było zdecydowanie ponad jego siły. Z kim on się zadaje? Z wariatką?
A jeśli ona uciekła z wariatkowa?
To by było możliwe, wtedy nie mówiłaby o rodzicach, bo gdyby Bill się domyślił prawdy, wysłałby ją z powrotem do nich i znowu trafiłaby do pokoju bez klamek. To by się zgadzało.
A Lena, jako jej siostra, nie może jej zostawić samej. Być może to ona sama ją stamtąd porwała…
Przytknął dłoń do ust. A jeśli w mediach rozniesie się, że spotkał się z wariatką? Jego reputacja mocno na tym ucierpi! BARDZO mocno!
Ostrożnie, prawie bezszelestnie chciał zniknąć z korytarza, ale nagle pojawiła się tam Lena.
Zatrzymał się gwałtownie i zaczął gorączkowo myśleć co zrobić.

- Dobrze wiesz, że to niemożliwe! Umarłabyś razem ze mną! – Marina zaczęła się śmiać, jakby co najmniej urwała się z psychiatryka.
Dobrze, że ja taka nie jestem… Jeszcze Bill by pomyślał…
O nie! Bill tu jest! Zapomniałam! Kurwa!
Odwróciłam się do niego, ale on tak energicznie się rozglądał, jakby szukał drogi ucieczki.
- Bill, to nie tak… – zaczęłam, chociaż właściwie nie wiedziałam co powinnam mu powiedzieć.
- Nie… – spojrzał na mnie, próbując się uspokoić, ale ja wiedziałam, że on już mnie skreślił – w porządku, ja.. Chcę się czegoś… Napić… – powiedział drżącym głosem
- Boże, Marie, zobacz jak działamy na tego biednego chłopaczka, on się boi wariatek, biedna ty… – poklepała mnie po głowie
- Nie jestem wariatką, idiotko! Nie moja wina, że moja mam…
- Marie! – nagle zauważyłam na korytarzu Lenę – Nie wolno ci tego mówić przy nim – wskazała na Billa, który przylepił się do ściany – I powiedz Marinie, żeby darowała sobie te śmieszne występy i tak już zmarnowała ci życie, nie musi niszczyć go do końca…
- Tak?! Może mi powiesz jak to zrobić?!
- Marie… – podeszła do nas i obydwie rozsunęła, jakbyśmy miały zaraz sobie powyrywać wszystkie włosy – Uspokójcie się obydwie i zastanówcie się. I tak będziecie razem do końca, kłótnie nie mają sensu i dobrze o tym wiesz.

Bill pomyślał, że Lena dobrze pogrywa. Utwierdza Marie w tym, że wierzy, że istnieje ktoś taki jak Marina. Ale on by tak nie potrafił. Nie potrafiłby kłamać.
Czekał kiedy wreszcie o nim zapomną i będzie mógł wreszcie odejść i nigdy więcej nie pokazać się na ich oczy.
- Bill, mógłbyś zostawić nas same? – spytała nagle Lena, wyrywając go z zamyśleń. – Potem… Ci wytłumaczymy…
Nie potrzebował żadnych wyjaśnień. Wierzył w to co widział. A widział zdecydowanie za dużo. Nic nie odpowiedział. Ruszył niemal biegiem do pokoju swojego brata. Musi mu to powiedzieć. Tom musi wiedzieć, że ma się strzec przed Marie. A kto wie, czy Lena na pewno jest normalna…
Ale na pewno nie wpuści ich do swojego pokoju. Co to to nie.

- On to powie swojemu bratu – zauważyła Marina.
Równocześnie z siostrą posłałyśmy jej mordercze spojrzenie.
- I co? Jesteś z siebie dumna? – spytałam bezsilnym głosem. To nie może być prawda. Ona właśnie zniszczyła to, co chciałam zbudować. Bo myślałam, że Bill to spoko koleś…
Poczułam pieczenie w oczach.
- Ej… – Marina zauważyła, że po moim policzku spłynęła łza. – Wszystko da się naprawić… – powiedziała, najwyraźniej zdziwiona swoim zachowaniem
- Tego już się nie da naprawić. – odwróciłam się do niej i poszłam z powrotem do miniteatru zanosząc się płaczem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz