poniedziałek, 15 kwietnia 2013

część IV


Brunetka powoli otworzyła oczy czując na sobie cieple promienie słońca. Nie ruszając się z miejsca rozejrzała się na boki, by rozeznać się ze swoim położeniem.
Poczuła perfumy… Męskie perfumy.
Dziwnie znajome.
Spojrzała przed siebie i wydała z siebie ostry, przerywający ciszę dźwięk.
Chłopak, na którym leżała natychmiast otworzył oczy.
- Dzień dobry, pijaczko – przywitał się z uśmiechem jakby ta sytuacja wcale go nie dziwiła.
- Co ty…? Co ja…? CO!? – wrzasnęła Breeze
- Wiesz… Zasnęłaś wczoraj na mnie na tej kanapie i nie mogłem się ruszyć…
Wciągnęła głęboko powietrze.
- Ale… Ale… – nagle wstała i prawie się wywróciła do tyłu. Jednak w ostatniej chwili została złapana przez Billa i z powrotem wylądowała na kanapie w jego ramionach.
Poczuła jak jej policzki robią się czerwone i odwróciła od niego głowę.
- Puść mnie… – zdziwiła się że nie potrafiła zastosować wobec niego stanowczego tonu
- Upadniesz jak wstaniesz:D Za dużo wypiłaś wczoraj – dodał z rozbawieniem
Nic nie powiedziała bo poczuła wielki ból głowy.
Prawdopodobnie miał rację.
Ale wbrew temu co mówił podniosła się i poszła w stronę łazienki chwiejnym krokiem.
- Nie zabij się;D – krzyknął za nią chłopak
- Spoko… – i zamknęła za sobą drzwi.
Stanęła przed wielkim lustrem nad umywalką. Spojrzała na siebie i doszła do wniosku że wygląda jak Bill po wizycie u fryzjera i wcale jej to nie poprawiało humoru.
znów spuściła wzrok na zlew. Odkręciła kurki z ciepłą i zimną wodą nastawiając ją na odpowiednią temperaturę. Dosyć gorąca spływała na jej ręce tworząc jednocześnie gęste kłęby pary osiadające na lustrze.
Schyliła się i przemyła twarz. Po chwili wyprostowała się i
spojrzała na zaparowaną taflę.
Podniosła dloń i przetarła lustro pozostawiając mokry ślad.
Poczuła się jakby ktoś ją obserwował. Zerknęła na wnętrze odbitej łazienki.
Zszokowana obróciła się zwalając przy okazji kilka kosmetyków na kafelki.
Bill tu był.
Podszedł do niej jeden krok bliżej.
O jeden krok Breeze odsunęła się od niego.
Nie miała gdzie uciec. Za sobą miała tylko zlew, a drzwi znajdowały się za Billem. Na dodatek były zamknięte… A klucza nie było.
- Co ty… tu robisz…? – spytała niepewnie opierając się o umywalkę.
Pokonał ostatni krok dzielący go od brunetki. Pochylił się nad nią i położył swoje dłonie na jej.
- Przyszedłem by uczyć cię dalej… – szepnął jej na ucho
Ciało Breeze przeszedł przyjemy dreszcz a serce zaczęło szybciej bić. Jej policzki przybrały barwę purpury. Ich twarze dzieliło tylko kilka centymetrów.
Czy on zamierza mnie…pocałować? – pomyślała.
- Bill… – chciała by przeraził się jej zimnego tonu… naprawdę tego chciała. Zamiast tego z jej ust wydobył się ledwie słyszalny szept, który bardziej brzmiał jakby pozwalał chłopakowi zrobić to co miał zamiar zrobić.
Spojrzał jej w oczy po czym złączyli swoje usta w pocałunku. Breeze przerażona próbowała się wyrwać, lecz nagle uderzyła ją myśl, że już to czuła. Że już czuła jego usta na swoich i że było to przyjemne!
Zamknęła oczy i pozwoliła ponieść się chwili. Oddawała pocałunek z taką pasją, że sama się siebie zaczęła lękać.
Bill zabrał swoje ręce i zaczął błądzić nimi po jej ciele, czując jak Breeze topnieje pod jego dotykiem. Usłyszał jej ciche westchnienie po czym poczuł, że jeżeli się teraz nie powstrzyma to sytuacja może wymknąć się spod kontroli ich obojga.
Lekko odsunął się od niej przerywając pocałunek.
Dziewczyna otworzyła oczy i spojrzała na niego z niemym wyrzutem. Oblizała wargi.
- Wyjdź. – powiedziała bezgłośnie – Wyjdź! – tym razem krzyknęła piskliwym i jednocześnie schrypniętym głosem.
- Breeze, ja… -  nie wiedział co powiedzieć więc zamilkł.
- Nienawidzę cię! – przeczyła sama sobie, gdyby teraz pocałował ją jeszcze raz, nie miałaby nic przeciw – Wczoraj było tak samo! – krzyczała coraz głośniej nadwyrężając swoje struny głosowe do granic możliwości. Chciała go minąć, lecz zatrzymał ją, chwytając za nadgarstek.
- Czekaj… To nie tak… Ja myślę, że…
- Lepiej nie myśl tylko mnie puść! – wyrwała się i nie czekając na jego reakcję chciała otworzyć drzwi. Były zamknięte.
Przywarła plecami do drzwi jakby były jej bardzo drogie i chciała je ochronić za wszelką cenę.
- Oddaj mi klucz. – powiedziała lodowatym tonem
- Nie wyjdziesz dopóki sobie wszystkiego nie wyjaśnimy.
- Oddaj klucz, do cholery! Tutaj nie ma czego tłumaczyć! Wracam do domu! Mam ciebie dość! Mam dość waszego życia!
- Nie zrobiłem, ani nie zrobiłbym niczego czego byś nie chciała!
- Nie wierzę ci! Ja nie jestem taka! Podstępem wymuszasz na mnie pocałunki i wmawiasz mi, że…
- Wmawiam?! – krzyknął z furią – Chyba żartujesz?!
- Klucz!
- Czyli twoja prośba o to bym cię uświadomił także była wymuszona!? Wybacz, ale widzę kiedy zdziczałe dziewice chcą czegoś więcej!
Breeze poczerwieniała z zażenowania.
- To nie… – nagle poczuła ze to pamięta. Kleiła się do Billa jak pierwsza lepsza napalona fanka! Czy chciała to z nim zrobić?! Czy zrobiła to?! Obleciał ją strach – Czy my…? – spojrzała wymownie w jego oczy. Zrozumiał o co jej chodzi, lecz nie udzielił odpowiedzi. – Mów! Czy ja z tobą… Czy my… się… Ko-ko-kochaliśmy? – wyjąkała
Spojrzał na nią z litością.
- Nie przeleciałbym cię nawet gdybyś mnie błagała na kolanach. – odparł chłodno – Zdziczałe dziewice zostają dziewicami na zawsze.
Breeze poczuła jakby ktoś wymierzył jej siarczysty policzek. Z oczu zaczęły płynąć jej łzy, chociaż sama nie wiedziała dlaczego.
- Wypuść mnie stąd – powiedziała cicho spuszczając głowę.
Spełnił jej prośbę otwierając szeroko drzwi.
- Jeżeli chcesz płakać to jedź do domu. Nie mam zamiaru cię dłużej oglądać.  – zamiast ją przepuścić jako pierwszą, sam opuścił łazienkę zostawiając poniżoną i zalaną łzami brunetkę.

*

Siren obudziła się wtulona w ciało Toma. Czuła się wypoczęta i bezpieczna w jego ramionach. Rzuciła okiem na zegarek stojący na szafce nocnej. 10:03…
Sobotnie ranki zawsze są najfajniejsze, pomyślała.
Spojrzała na dredowłosego i uśmiechnęła się. On jest tym który jej nie zostawi bez względu na wszystko…
Jej przemyślenia przerwało głośne wtargniecie do pokoju.
Ujrzała zapłakaną Breeze poszukującą swoich ciuchów i torby na nie.
Tom otworzył oczy i przeciągnął się. Spostrzegł Breeze biegającą po pokoju.
- Co się dzieje? – spytał lecz nie uzyskał odpowiedzi. – To przez Billa? – pytał dalej
Usłyszał chlipnięcie i już wiedział że ma rację. Nie mógł jednak zrozumieć jak jego rodzony brat mógł aż tak wyprowadzić BREEZE z równowagi.
Siren wstała i rozejrzała się.
- Chyba nie masz zamiaru…
- Owszem mam zamiar wyjechać. – odparła brunetka niskim tonem próbując powstrzymać następne potoki łez.
- Masz zamiar uciec? – wstał z łóżka krzyżując ręce. Wyglądał komicznie w samych bokserkach.
Breeze się zatrzymała i wypuszczając powietrze przetarła łzy. Spojrzała na Toma morderczym wzrokiem.
- Jeszcze jedno słowo, Kaulitz, a nie ręczę za siebie. – i wróciła do pakowania się.
Siren bezradnie opuściła ręce. Próbowała zrozumieć co się stało. Doszła do wniosku, że to musiało mieć coś wspólnego z ostatnią nocą, gdy Breeze straciła świadomość swoich czynów. Ale nie sądziła, że Bill mógłby ją w jakiś sposób okrutnie potraktować.
- Możesz otworzyć mi bramę? – spytała już normalnym tonem.
- Ok, nie ma sprawy, ale jesteś pewna, że chcesz wyjechać?
- Tak, koniec tematu. – i wyszła z pokoju.

Bill przyglądał się Breeze, gdy wsiadała do samochodu, wyjeżdżała i machała Tomowi i Siren na pożegnanie. Już czuł wyrzuty sumienia.

*

- IIiiii…. Jesteśmy na miejscu – powiedział Tom, widząc szpital prywatny. Zatrzymał się na parkingu i wyszedł z samochodu. Otworzył drzwi Siren i po chwili szli w stronę wejścia do budynku. Czuł się nieswojo. Nie wiedział jednak dlaczego.
Podeszli do recepcjonistki.
- Dzień dobry, gdzie znajduje się gabinet doktor Skielberg? – spytał
- Na pierwszym piętrze, nr 30 – wskazała na windę
- Dziękujemy – Tom uśmiechnął się do niej i ruszył razem z Siren do wskazanej sali.
Byli drudzy w kolejce. Przed nimi była kobieta w 6-7 miesiącu ciąży, a obok niej stał najprawdopodobniej jej mąż.
Przez chwilę pomyślał, że fajnie by było się ożenić, ale jak szybko się uśmiechnął na tą myśl, tak szybko mina mu zrzedła. To by znaczyło, że się by ustatkował. To znaczyło, że musiałby być wierny jednej kobiecie. To ny znaczyło, że musiałby spędzić z nią całe swoje życie.
Nigdy.
Postanowił sobie wraz z bratem, że nigdy nie popełnią tego błędu, jaki popełnili ich rodzice. Nie chciałby żeby on lub jego dziewczyna mieli cierpieć. W małżeństwie zawsze wszystko się psuje szybciej niż gdyby żyło się bez małżeństwa.
Para przed nimi weszła do środka.
- Dobrze się czujesz? – spytał Tom troskliwie Siren
Skinęła głową i uśmiechnęła się.
- Dziwię się, że TY jesteś taki spokojny:D
- A to dlaczego? – uniósł brwi
- Bo… Jesteś facetem:D
Zaczął chichotać.
- Dobra, nieważne:D Zaraz cię zestresuję – pochylił się nad nią – Dzisiaj poznasz moją matkę i ojczyma – zaczął się śmiać gardłowym głosem – A potem jeszcze mojego ojca:D
- Cudownie:D Już mam przygotowywać ciasto, by ich do siebie przekonać?
Pokręcił głową.
- Ciastem ich nie przekupisz, to nie taka rodzina:D
- To co mam zrobić? – udała, że się zastanawia – Już wiem! Zrobię TORT:D:D:D:D
Obydwoje wybuchnęli śmiechem.
- Z truskawkami:D
- Ta, żebyś je wszystkie zjadł ze zmysłowym marzeniem o tym, żeby to były… – urwała próbując znaleźć określenie – Króliczki Playboya?:D
- Truskawki? – zdziwił się – Równie dobrze mógłbym sobie wyobrażać, że to ty, ale czemu akurat przy truskawkach?:D
- No bo wiesz… – mrugnęła do niego porozumiewawczo – Widziałam te animacje gdzie z zachwytem zajadałeś się biednymi niczemu niewinnymi truskawkami… Ty wiesz jak one się wtedy czuły? Jakby były… obnażone hahahahha! – złapała sie za brzuch – Dobra, muszę sie uspokoić, ta konwersacja jest totalnie bez sensu:D
Usiadł obok niej.
- Ale rozluźnia sytuację:D
- Ale po co?
- Nie wiem:D – wstał, gdy zobaczył, że para wychodzi. – Teraz my – podał jej rękę i pomógł jej wstać.
- Ty żartujesz? To będzie badanie ginekologiczne, ty tu zostajesz i czekasz:D – nie czekając na odpowiedź, weszła sama do pani doktor.

*

Bill leżał na kanapie, patrząc się bezmyślnie w sufit.
Zastanawiał się, która rzecz wykonana w ostatnim tygodniu była najgorsza.
Czy to, że jedząc hamburgera, popił go mlekiem co przyprawiło go o niestrawność przez resztę dnia…
Czy też to, że ubrał ciuchy, które niezbyt do siebie pasowały, przez co gazety jeździły po nim przez kolejne kilka dni…
Czy to, że nie pogodził się jeszcze z Georgiem i teraz ciągle się z nim kłóci…
Czy może jednak to, że każde ostatnie słowa kierowane do Breeze były czystym kłamstwem?
Stawiał jednak, że najbardziej dołuje go sprawa Breeze.
Nie może o niej myśleć. Nie może!
Musi o niej koniecznie zapomnieć.
Przejechał palcem po ustach. Ale jeszcze żadne pocałunki nie sprawiały mu tyle przyjemności co te. Mimo, że były one z niedoświadczoną i zupełnie nie znającą się na rzeczy dziewczyną.
Jakże chciałby ją zobaczyć…
Zakrył twarz dłońmi.
Nie może! Nie może sobie pozwolić na takie myśli!
W salonie nagle pojawił się Georg. Udał, że nie widzi Billa i włączył TV siadając na drugiej kanapie.
- Słuchaj… – zaczął brunet patrząc na kumpla – Porozmawiajmy w końcu…
- Nie mamy o czym, nie sądzisz? – odparł oschle nawet nie zaszczycając go swoim spojrzeniem.
- Musimy. – nie czekając na nic, zaczął mówić – Co do Breeze, bo przecież to przez nią ta kłótnia… – westchnął – Przepraszam, że ją pocałowałem, rozumiesz, byłem pijany, nie panowałem nad sobą i w ogóle…
- Jasne – stwierdził pogardliwie – Przecież nie piłeś dużo. Widziałem.
Bill przygryzł wargę.
- No dobra. Cholernie chciałem ją pocałować! – spojrzał na niego, czując przeogromne wyrzuty sumienia – No bo kurwa nie mogłem się powstrzymać! Zrozum, przecież wiesz o co mi chodzi… Mimo to… Żałuję, że ją pocałowałem, nie chciałem, żeby to popsuło relacje między nami… Dziewczyna nie powinna stać między przyjaciółmi – zamknął oczy. Wiedział, że gdyby tego nie zrobił, łzy popłynęłyby mu po policzkach. Nigdy jeszcze tak bardzo nie zaprzeczał sobie jak przez ten ostatni tydzień – Możesz pojechać do niej i wszystko naprawić – powiedział zdławionym głosem – Bo ja powiedziałem jej takie rzeczy, że już nigdy tego nie naprawię.
Georg przyjrzał mu się uważnie.
- Stary, ciebie naprawdę wzięło – powiedział zdziwiony.
- Myślę, że… – spojrzał na niego załzawionymi oczyma – Że tak. – natychmiast zakrył twarz rękoma. Zdał sobie sprawę, że powiedział to na głos. Przyznał się, że mu zależy na Breeze.
- Powinieneś do niej pojechać. – stwierdził spokojnie Georg z uśmiechem. W głębi serca jednak ten uśmiech sprawiał mu ból. Ale nie mógłby stanąć między prawdziwym uczuciem.
Bill poderwał głowę.
- A co z tobą? Przecież…
- Zapomnij o tym. Ja nie jestem w niej tak zakochany jak ty. To nie ja się z nią całowałem. To ty powinieneś tam pojechać.
Brunet wstał i pokręcił głową.
- Nie dam rady teraz. Nie jestem jeszcze gotowy.

*

Breeze siedziała przy oknie w swoim pokoju.
Minęły już trzy dni. Właściwie to trzy dni i 2 godziny.
Uciekła. Tom miał rację.
Ale czy mogła zrobić inaczej? Bill wyraźnie powiedział, że nie chce jej więcej widzieć…
Powinna się powstrzymać od kolejnych łez. Ale nie mogła.
To z nim pierwszym się całowała. A on ją tak potraktował…
Zranił ją tak dotkliwie…
Mama chciała wiedzieć o co chodzi… Ale ona jej nie powiedziała. I nie powie.
Zastanawiała się co teraz ze szkołą. Czy już do końca będzie miała lekcje przez internet, czy pójdzie z powrotem do placówki.
Było jej to obojętne. Ale wolała coś robić.
A tak to przez cały będzie myśleć. Nie chciała tego. To ją po prostu wykańczało…
Wspominała na nowo tą sytuację, gdy pocałowała go po raz pierwszy…
A potem kolejny raz…
A potem gdy się przy nim obudziła…
Czuła się przy nim tak dobrze, mimo, że tylko od kilku godzin się nie kłócili…
A potem łazienka… Gdzie wszystko się skończyło, zanim właściwie się zaczęło.
Przez cały dzień zastanawiała, co on teraz robi…
Czy to było złe? Czy to było tak złe, że nie powinna tego robić?
Nie powinna o nim myśleć? Myśleć co robi, czy czasami coś o niej wspomina, czy nadal jest na nią wściekły?…
Czy mogła robić sobie nadzieje, że coś się zmieni i on przyjedzie po nią i ją przeprosi?
Bo co ona mogła robić tu bez niego?!
Kolejne potoki łez spłynęły gwałtownie po jej twarzy.

*

Tom cierpliwie czekał aż Siren wyjdzie od lekarza.
I w końcu się doczekał.
Wyszła z gabinetu z rumieńcami na policzkach.
Spojrzał na nią pytająco.
- Nic, nic:D Gadałyśmy sobie z doktorką:D – wyjaśniła
- I co takie ci powiedziała, że jesteś taka kolorowa? – spytał z uśmiechem.
Ruszyli do windy.
- A nic tam:D Co do bejbi, to mam przychodzić na badania kontrolne co miesiąc i że wszystko jest jak na razie ok:D
- Czyli bejbi jest zdrowe?:D
- Nom:D
Tom pokręcił głową i wcisnął guzik i winda zaczęła zjeżdżać na parter.
- To teraz się pakujemy i jedziemy do mamusi:D
- Ja nie chcę… – jęknęła rozpaczliwie
- Dlaczego? Są fajni, w końcu mama urodziła kogoś takiego jak ja, więc wiesz:D – błysnął zębami
- Ta i kogoś takiego jak Bill. Breeze nie odbiera ode mnie telefonów. – spojrzała na niego przygnębiona.
- Założymy się, że do końca tygodnia nie wytrzyma i wpadnie na jakiś szalony plan? Wszyscy wiedzą, że już wpadł, on nie odpuści, zobaczysz:D
- Ta, a Georg? Musi się z nim w końcu pogodzić, bo co będzie jak zaczniecie znowu występować?
- Nie martw się tym:D – pogłaskał ją po policzku
Siren  poczuła się, że robi jej się ciepło, więc jak najszybciej znalazła kolejny temat, by Tom nie miał kiedy patrzyć na nią tak intensywnie.
- Twoi rodzice już coś wiedzą o… O mnie? – spytała
- Pytali o to co widzieli w gazetach, ale powiedziałem im, że wytłumaczę wszystko jak przyjadę – odparł wzruszając ramionami
- Aha… – westchnęła. Nie chciała tego słuchać. Jego matka spyta kim ona jest, a on powie „Siren.”. I co dalej? Powie, że jest w ciąży. Nie powie, że to jego dziewczyna. Nie powie, że ktoś mu bardzo bliski… Powie tylko „Siren.”…
Westchnęła powtórnie i wyszli ze szpitala.

*

Bill nie chciał jechać z Siren i Tomem. Dlatego pojechał do Loitsche sam, swoim BMW.
Czuł się coraz gorzej. Naprawił kontakty z Georgiem, ale to niewiele go pocieszyło.
Padał deszcz. Pogoda nawet nie dorównywała temu co on czuł.
Czuł się tak okropnie, że nie wiedział co ze sobą zrobić.
Trzymał się tuż za Lexusem Toma. Najchętniej by zawrócił i pojechał do Hannoveru, ale prawdopodobnie nie zdobyłby się na rozmowę. Poważną, czy też nie. Żadną.
Nosiło go. Cały czas. To dlatego przed chwilą odpalił przedostatniego papierosa z paczki.
Wcześniej nie palił tak dużo.
Znowu zbierało mu się na płacz.
Kurwa, co on najlepszego zrobił?…

*

Pod domem było jak zwykle pełno reporterów. Nie wymiga się na pewno z tego, że Siren to tylko przyjaciółka i tym podobne. Przyjaciółki nie przyprowadzałby do domu…
Przepuścił blondynkę i weszli za ogrodzenie. Bill zamknął furtkę. Spojrzał na niego. Z godziny na godzinę coraz bardziej staje się przybity.
Zakochanie to mało powiedziane. Był tego pewny.
Niósł torbę swoją i Siren. Nawet nie zdążył opuścić ich by poszukać klucza od domu, a drzwi się otworzyły. Stanęła w nich blondynka z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Jesteście wreszcie! – powiedziała radośnie – Wchodźcie, zimno jest – przepuściła ich, a gdy weszli do środka, zamknęła za nimi drzwi.
- Rozbierzcie się, ja zagotuję wodę na herbatę, ok? – i nie czekając na odpowiedź, poszła do kuchni.
- Nie zauważyła mnie nawet – mruknęła Siren do blondyna. Ten roześmiał się.
- Nie martw się, ona tylko udaje:D Zostaw kurtkę i pokażę ci pokój i zaraz schodzimy – mrugnął do niej i rozpiął kurtkę.

Bill nawet nie zanosił torby, od razu poszedł do kuchni i mocno przytulił swoją rodzicielkę.
- Jak miło mieć cię przy sobie, synuś – roześmiała się – Pocałowałabym cię w czoło, ale jesteś za wysoki:D
Uśmiechnął się.
- Gdzie Gordon?
- Wysłałam go po zakupy, pewnie pojawi się w ciągu najbliższych 15 minut – wyciągnęła z szafki słoik z herbatą. – Przypuszczam, że będziecie mieli ciekawą historię dla mnie, czy się mylę?
- Ciekawa będzie, owszem:D – czuł, że humor zaczął mu się trochę polepszać, ale nie liczył, że będzie to na długo…
W kuchni pojawiła się Siren, a za nią Tom.
Teraz zacznie się ubaw, pomyślał i uśmiechnął się pokrzepiająco do pary.
Simone wyciągnęła rękę do dziewczyny.
- Miło mi cię poznać, jestem, oczywiście jak się domyśliłaś, matką tych szalonych bliźniaków – powiedziała z błyskiem w oku.
- Jestem Siren, mi też miło panią poznać. Niestety nie powiem, że dużo o pani słyszałam, bo bałam się pytać, więc niewiele mówili:D
Simone wybuchnęła śmiechem, a Tom w duchu ucieszył się, że Siren zyskała plusy w oczach matki.
- Siadajcie, zaraz podam herbatę – powiedziała, gdy usłyszała pstryknięcie elektrycznego czajnika -  Nie sądziłam, że Tom pierwszy znajdzie sobie dziewczynę – rzuciła, lejąc wodę do kubków.
- Szczerze to ja nie jestem jego dziewczyną – powiedziała spokojnie Siren, zanim starszy bliźniak zdążył się wciąć.
- Nie? – spojrzała badawczo na dziewczynę – To kim jesteś?
Wzruszyła ramionami.
- Nikt tego nie wie, począwszy na Gustavie, skończywszy na Tomie:D – zaczynała wątpić, czy dobrze robią. Ale nie była w stanie kłamać, bo dlaczego miałaby to robić? Pani Kaulitz wydawała się być miła. Nie byłoby fair, gdyby ją okłamała.
- Aha… – postawiła pierwszy kubek przed Tomem. – To znaczy, że jest jakiś powód, o którym nie wiem, który spowodował, że tutaj jesteś, tak? – spytała dziewczynę. Ale to swojego syna świdrowała wzrokiem , aż ten się zaczerwienił. Nie był jednak w stanie wykrztusić ani jednego słowa.
Siren skinęła głową. Wzięła oddech by coś powiedzieć, ale nie zaczęła wywodu, gdyż usłyszała trzask zamykających się drzwi.
- Bliźniaczki już przyjechały? – spytał głos, a blondynka parsknęła śmiechem – I jedna naprawdę zniewieściała?
Tym razem wszyscy zaczęli się śmiać.
Mężczyzna średniego wieku pojawił się w kuchni wraz z torbami.
- Albo bliźniaczki plus jedna nowa dziewczyna:D Adoptujemy ją, czy jak?:D – uścisnął jej rękę – Gordon, macocha bliźniaczek:D
- Siren, prawie trzecia bliźniaczka:D
- Hmm… Zaczyna się robić niebezpiecznie, nie sądzisz, Simone? Trojaczki są gorsze od bliźniaczek:D
- Niewątpliwie:D Ale sądzę, że ona tu jest z innego powodu, który za chwilę poznamy, prawda? – spytała przeszywając przenikliwym wzrokiem Toma
- E… No… Na pewno – potwierdził
- Moment, moment, macocha nie uściskała swoich dzieci!
Dwie kolejne minuty zeszły im na ściskaniu się i innych rzeczach.
W końcu wszyscy siedzieli przy stole dmuchając swoją herbatę.
- Dobra, koniec milczenia, chcę wszystko wiedzieć – powiedziała w końcu Simone
- Chyba nie ze szczegółami – rzucił Bill i parsknął śmiechem
- Zdaje się, że to nie jest śmieszne, Bill – spojrzała na niego krytycznie, a ten natychmiast się uspokoił – No więc?
- Nie wywieraj na nich takiej presji, zobacz, Siren się tak zestresowała, że zaraz zemdleje z przerażenia – pospieszył z pomocą Gordon
- Gordon, przypuszczam, że to nie jest śmieszne!
- Dobra, już milczę – i przewrócił oczami.
- Więc? – spytała już bez wesołego tonu
Siren zaczęło się robić niedobrze. Od stresu, od ciąży, od złej pogody, od jazdy samochodem, od wszystkiego. Nie miała ochoty w ogóle nic mówić.
- Nie bulwersuj się tak – powiedział wolno Tom
- To może powiesz o co w tym chodzi, co? Chyba, że znowu mam się o wszystkim dowiedzieć z gazet! – wybuchnęła – Zostanę postawiona przed faktem dokonanym! Jak ZWYKLE!
- Hej, to nie tak… – zaczął Bill, ale jego matka uciszyła go morderczym wzrokiem.
- Nie psujcie mi jeszcze bardziej humoru.
Siren pomyślała, że jeśli będzie tu siedziała przez kolejną minutę, cały jej obiad wyląduje na bluzce pani Kaulitz.
- Mogłabym korzystać z łazienki? – spytała słabo
- Ja ci pokażę gdzie jest – zaoferował się Tom i szybko wyciągnął ją z kuchni – Dobrze się czujesz? – spytał troskliwie
- Nie – odparła, czując, że obiad jest coraz bliżej gardła
Tom zapalił światło w łazience.
- Tu jest… – nie zdążył dokończyć, bo Siren wypchnęła go i zamknęła mu drzwi przed nosem. – Aha… To będę w kuchni – powiedział do siebie i zawrócił, chociaż wcale nie miał ochoty wracać. Wszędzie byle nie do mamy. W tej chwili.
Zebrał całą odwagę w sobie, ale po chwili pomyślał, że poczeka z wyjaśnieniem do powrotu Siren.
Wszedł do kuchni i usiadł z powrotem na swoje miejsce.
- Źle się czuje? – spytał Gordon
- Proszę cię, nie przybliżaj mnie do myśli, że to co myślę może być prawdą – powiedziała błagalnie Simone
- Masz na myśli to, że Siren mogłaby być w ciąży? – spytał wolno Tom. Nie takiej reakcji na to wszystko spodziewał się po niej. Uważał, że właśnie ona powinna wszystko zrozumieć i nie krzyczeć. Ale się najwidoczniej mylił. – Wtedy byłabyś wściekła i wyrzuciłabyś mnie z domu… – udawał zamyślonego
- Nie denerwuj mnie, Tom, to nie jest temat do żartów. – powiedziała chłodno Simone
- Może masz rację, co nie zmienia faktu, że nie chcę byś zionęła ognień na wszystkich i na wszystko, bo nagle wpadło ci coś do głowy, co mogłoby być niemiłe dla wszystkich, ok?
- Nie denerwowałabym się, gdybyś wprost powiedział co ta dziewczyna robi w moim domu.
- To także mój dom, jak sądzę, prawda?
- Nie podnoś na mnie głosu.
- To przestań atakować mnie i Siren! Poza tym co byś zrobiła gdyby była w ciąży?! Nic! Nic nie zrobisz, bo kolejny raz zostałaś postawiona przed faktem dokonanym! – wstał i zamierzał wyjść z kuchni, ale matka go zatrzymała
- Ah, czyli jednak miałam rację? Ta dziewczyna jest w ciąży?
- Ta dziewczyna ma imię mamo i tak, jest w ciąży. I nie waż się nawet ją źle osądzać, bo to ja ją zmusiłem, by ze mną została. Bo mam gdzieś co inni mówią. Razem sobie poradzimy. Nie potrzebuję do tego twojego zdania. – powiedział cicho, acz wyraźnie i wyszedł z kuchni. Zauważył, że z łazienki wyszła blada Siren.
- Czujesz się już lepiej? – spytał kładąc dłoń na jej czoło.
- Trochę…
- Chodź, położysz się…
- Nie, przecież musimy porozmawiać…
- Wszystko już wiedzą, mama się wkurwiła, ale może do jutra jej przejdzie. A jak nie, to trudno. Nie musisz się tym przejmować, Siren. Teraz musisz odpocząć. To była długa droga – chwycił ją za rękę i poprowadził na górę.

Bill siedział i moczył ciastko w herbacie.
- No pięknie, co teraz mają zamiar robić? – Simone nerwowo postukiwała palcami w kubek – Czy oni sobie w ogóle zdawali sprawę co znaczy ciąża? Czy oni w ogóle…
- Mamo, możesz się uspokoić? Nic nie zmienisz. – powiedział twardo brunet przerywając jej wywód
- Tak?! Ta dziewczyna pewnie zachowała się jak te wszystkie inne wasze fanki i specjalnie go usidliła ciążą! A ty mówisz mi że ja mam się uspokoić?!
- Simone, nie przesadzaj, sama słyszałaś, że to Tom ją zmusił do tego, by z nim została. – Gordon powoli zaczynał mieć juz dość marudzenia swojej żony.
- Nie znasz jej, więc nie masz w sumie prawa ją osądzać – Bill wzruszył ramionami – Jutro na spokojnie porozmawiacie i będzie po sprawie. Naprawdę Siren jest w porządku, serio – uśmiechnął się
Jego matka westchnęła.
- No dobra… A kim była ta druga dziewczyna? – wlepiła w niego ciekawski wzrok
Zamrugał gwałtownie oczami, by ukryć, że właśnie zachciało mu się płakać.
- Jaka dziewczyna? – udał zdziwienie
- Nie udawaj. Matki nie oszukasz – pogroziła mu palcem – Nie wiem jaka. Ta, która z wami była.
- Aaa… Mówisz o… Breeze – wykrztusił ciągle gwałtowanie mrugając
- Co ci jest? – spytał Gordon
- Mi? Nic, zupełnie – wzruszył ramionami, nie mogąc przerwać mrugania. Obawiał się, że zaraz zacznie przy nich beczeć, a wcale mu się to nie uśmiechało.
- Przestań mrugać – powiedział Gordon
- Nie – próbował się uśmiechnąć, ale zamiast tego wyszedł mu grymas.
- Bill. Przestań mrugać i powiedz kto to jest.
- To… To dziewczyna – powiedział łamliwym głosem
- No… A co dalej? Przestań mrugać! – Simone potrząsnęła nim.
Przestał, a z oczu natychmiast popłynęły gorzkie łzy.
- Hej, Bill, co jest? – spytał niespokojnie Gordon
- Nie… – zaczerpnął powietrza i wydał z siebie szloch – Nie… Trze…ba było… py…tać… o… nią… – wycierał policzki, ale jak na złość łez było coraz więcej. W końcu zupełnie się rozkleił i matka podeszła i go przytuliła.
- Ciii… Spokojnie, skarbie… – głaskała go po głowie
Gordon zaczął się poważnie zastanawiać jak przez taki krótki czas mogło się stać w życiu bliźniaków tak wiele. Tom i ta dziewczyna w ciąży i płaczący Bill i druga dziewczyna, której nie ma…
- Co się stało? – spytała spokojnie Simone, gdy usłyszała, że Bill się trochę uspokoił
- B-Breeze… To przyjaciółka Siren… – powiedział, starając się, by mówić wyraźnie – No i my… my się przez prawie wszystkie tygodnie naszej znajomości kłóciliśmy… O wszystko… O oceny, muzykę, jedzenie, włosy, paznokcie, ubrania, o swój własny byt… – pociągnął nosem – Ja nie chciałem… Ale ona zawsze zaczynała i ja nie mogłem być dłużny… Potem zaczął się przystawiać do niej Georg… A ja nagle zrozumiałem, że nie mogę dopuścić, by ona… Z nim… W piątek świętowaliśmy koniec płyty… – patrzył tępo w kubek – No i ona wypiła… Georg chciał ją zabrać do łazienki… Musiałem ją odciągnąć… A ona wcześniej… I wyszliśmy na dwór… Ja ją wyciągnąłem… I powiedziałem, że Georg chce od niej tylko jednego… – Gordon i Simone kiwali głowami ze zrozumieniem i nic nie mówili – I jakoś tak wyszło… To ona zaczęła… Dlaczego potem mówiła, że to ja ją zmusiłem?… – znów poczuł napływające łzy – No i ona mnie pocałowała… Ona nigdy tego nie robiła… Czułem sie wtedy dla niej taki ważny… Bo mnie pocałowała, a jego nie… – uśmiechnął sie słabo – A potem przyszedł Georg, obraził się… Ja wiem, że on też coś czuje do B-Breeze – nie rozumiał dlaczego nie potrafi normalnie wymówić jej imienia. Czuł się, jakby to był jakiś koszmar – A potem ona już całkiem straciła głowę… Wygadywała różne bzdury… A potem, gdy siedziałem na kanapie w salonie ona się potknęła, poleciała na mnie… I zasnęła… – mówił to dziwnie spokojnym tonem – No i ja też musiałem… Bo nie miałem serca jej obudzić, a też byłem senny… – Patrzył się w kubek, jakby wpadł w trans – Z rana na mnie krzyczała, niczego nie pamiętała z zeszłej nocy i się nie dziwię… Ale nie miała złego humoru… Pomyślałem, że może między nami wreszcie się zmieni… Miałem dość tych ciągłych kłótni, zaczęło mnie to ranić… I poszedłem do łazienki do niej… Nie wiem dlaczego – Simone posłała wymowne spojenie Geordonowi, ale on nie odwzajemnił go. Z napięciem słuchał co będzie dalej. – Znowu się całowaliśmy… Jest piękna… Pociąga mnie… – nie oderwał ani na chwilę wzroku od kubka – Pomyślałem, że to może zajść za daleko, więc przestałem… Ona się wściekła… Nie wiem czemu… Kazała mi sie wynosić… Że niby ją do wszystkiego zmuszam… Nigdy nie robiłem niczego wbrew jej woli… Powiedziała, że mnie nienawidzi… To tak mnie cholernie ugodziło… Nie mogłem jej wypuścić… Chciałem wyjaśnić…. Że to nie tak… – łzy na nowo spłynęły po jego twarzy, na której były już ślady rozmazanego tuszu i cieni – Ale ona się jeszcze bardziej wściekła… I ja też nie wytrzymałem… Po-powiedziałem… – głos mu się załamał – Za dużo rzeczy… Które są tylko… kłamstwami… A teraz tak bardzo tego żałuję! Nigdy tak nie było! – ścisnął mocno kubek, aż zbielały mu kostki – Nigdy tak nikogo nie kochałem! A ona uciekła i pewnie nie chce mnie znać! Jestem głupi! Głupi… – jego ciałem wstrząsnął szloch – Nie potrafię… pojechać i spojrzeć… jej w oczy… Pogarda i nienawiść… Tylko to zobaczę… – jego wzrok znów się stał matowy i bez wyrazu – Georg powiedział… Żebym do niej pojechał… Nie potrafię… Boję się… Mimo, że bez niej jest jeszcze gorzej… Nigdy nie będę taki jak Tom… Bez uczuć… Bez niczego… Rzygać mi się chce na mój widok… Jestem ofiarą losu i własnej głupoty…

*

Był ranek. Siren ubrawszy swój ulubiony, błękitny golf spojrzała na śpiącego Toma.
Wyglądał tak jak wyobrażały to sobie wszystkie fanki piszące blogi… Istny anioł w ludzkim ciele.
Podeszła do łóżka i pochyliwszy się nad nim, pocałowała go w policzek.
Wyprostowała się i z uśmiechem wyszła z pokoju.
Była już dziewiąta. Siren zeszła na dół, mając nadzieję, że natknie się na panią Kaulitz. Nie myliła się. Znalazła ją w kuchni przygotowującą śniadanie.
- Dzień dobry – powiedziała grzecznie, mając nadzieję, że kobieta podejmie temat.
Simone zmierzyła ją wzrokiem i niechętnie odpowiedziała tym samym.
- Chciałabym… – odetchnęła – Porozmawiać.
Pani Kaulitz przestała kroić warzywa na sałatkę.
- Wydaje mi się, że nie mamy o czym rozmawiać, drogie dziecko – stwierdziła, akcentując ostatnie słowa.
Siren zacisnęła pięści.
- Uważa pani pewnie, że zrobiłam to wszystko specjalnie, tak? Że nie miałam co robić w życiu tylko w wieku niecałych osiemnastu lat zajść w ciążę? – spytała zbulwersowana
- Sama odpowiedz sobie na to pytanie.
Siren traciła już cierpliwość. Nie sądziła, że matka Toma będzie aż tak uparta.
- No to ja pani powiem. Nigdy nawet o tym nie pomyślałam. Chciałam, żeby to była taka przygoda na jedną noc. Nie przypuszczałam, że tak się stanie! Nie może mnie pani od razu skreślać tylko dlatego, że byłam taka jak pani syn! Niczego od niego nie chciałam, gdy dowiedziałam się o ciąży! Bo nie miałam żadnego prawa! Nie chciałam mu niszczyć kariery! To on sam mnie wręcz zmusił, żebym z nim została! To Tom mnie tu przywiózł! Nigdy nie chciałam pani poznać! Bo wiedziałam, że będzie tak jak jest teraz!
- Nawet się nie dziw, że reaguję tak jak reaguję – powiedziała chłodno pani Kaulitz – Znam swojego syna. I wiem jaki ma stosunek do kobiet.
- Uważa pani, że mnie zostawi?
- A czy wy w ogóle jesteście razem?
Siren poczuła się, jakby właśnie dostała w twarz. Zebrała w sobie całą energię jaka jej pozostała.
- Świetnie. W takim razie niech mu pani wytłumaczy, że ma mnie odwieźć, bo mnie nie chce słuchać.
- A żebyś wiedziała, że to zrobię. Możesz się już pakować.
Blondynka odwróciła sie i dumnie ruszyła do pokoju.
- Głupia panienka z bogatego domu – prychnęła Simone i z powrotem zajęła się sałatką.

*

Pierwsze co zobaczył Tom gdy się obudził, to to, że nie ma obok niego Siren. A drugie to to, że Siren siedziała na podłodze obok swojej torby. Zdziwił się, ale nie zdążył o nic zapytać, gdy blondynka odezwała się pierwsza.
- Idź do swojej mamy, posłuchaj jej rozkazu, a potem przyjdź i mnie odwieź do domu.
- Że co? – przetarł dłonią oczy – O co chodzi?
- Twoja mama powiedziała, że jej uda się cię przekonać, żebyś mnie wreszcie zostawił. – wyjaśniła.
Tom natychmiast wyskoczył z łóżka i podbiegł do niej.
- Co ty mówisz?! Nie mam zamiaru cię odwozić! Co ci powiedziała? – spytał natarczywie
- Nic. Tylko to, że jestem dla ciebie nikim.
Spojrzał na nią uważnie.
- Myślisz, że gdybyś była dla mnie nikim, zrobiłbym to? – ujął jej twarz w swoje dłonie, przyciągnął ją do swojej i delikatnie ją pocałował. Po krótkiej chwili odsunął się od niej i spojrzał jej głęboko w oczy – Czy powiedziałbym ci, że bardzo wiele dla mnie znaczysz? Tak jak jeszcze nikt nigdy?
Rzuciła mu zdziwione spojrzenie.
- Nie żartuj, Tom – pokręciła głową – Nie uwierzę, że potrafisz się zmienić.
Uśmiechnął się do niej i pogłaskał lekko jej policzek.
- Nie możesz więcej wiedzieć niż ja… A ja sam nie wiem co to jest… Co się ze mną dzieje… – dotykał jej twarzy jakby była jego skarbem – Jeszcze nigdy nie czułem tego w stosunku do dziewczyny… Gdy jestem z tobą, jest mi dobrze… Nic więcej mnie nie obchodzi… Nie potrafię tego wytłumaczyć… To jest dla mnie takie nowe – patrząc na jej uśmiechniętą twarz, zrobiło mu się ciepło na sercu – Wiem, że mogę ci się ze wszystkiego zwierzyć… Ufam ci… – znów się pochylił i ją pocałował – Myślę, że kiedyś mógłbym cię pokochać tak jak mężczyzna kocha kobietę… Że to będzie miłość na dobre i na złe… Więc nie rób mi tego i nie odjeżdżaj teraz… Powiedz, że nie odjedziesz…
Siren jeszcze nigdy nie czuła się tak szczęśliwa. Była ogromnie wdzięczna, że pani Kaulitz kazała jej się wynosić. Bo inaczej nigdy by nie usłyszała tych słów…
- Twoja matka mnie nienawidzi. Nie mogę tutaj zostać… I nie mogę ci kazać z tobą jechać, więc… – urwała, gdy położył jej palec na ustach
- Porozmawiam z nią, Siren, nie martw się – kolejny raz pocałował i wstał – Kurczę, przez tyle tygodni ani razu cię nie pocałowałem, a to przecież takie fajne:D – znów kucnął i przysunął się do niej – Jeszcze dzisiaj będę musiał wszystko nadrobić:D Zgadzasz się?:D
Siren parsknęła śmiechem i skinęła głową.
- Miło – szepnął i złączył ich usta w gwałtownym pocałunku. Chwyciła jego twarz i przyciągnęła go do siebie bliżej.
Tom położył ręce na jej talii i zupełnie nieświadom tego co robi, położył ją na podłodze. Oparł się jedną ręką o podłoże, drugą zaczął badać ciało pod nim.
Obydwojgu zrobiło się gorąco. Tak samo jak pamiętnej nocy w hotelu.
Przestali nad sobą panować, Siren zaczęła gładzić jego plecy, obejmując go jedną nogą. Tom po omacku próbował znaleźć zamek golfa, który nie istniał. Gdy już dotarł do niego ten fakt, Siren sama się wyswobodziła z niego i została w koszulce.
Słyszała jak bicie jej serca przyspieszyło. Czuła się nieswojo w domu pani Kaulitz, ale nie mogła odepchnąć Toma. Po prostu sama pragnęła tego tak jak on.
Jego dłoń powędrowała pod jej T-Shirt i zaczęła gładzić jej rozpaloną skórę. Siren bezwiednie westchnęła i przylgnęła do niego całym ciałem.
I w tym samym czasie do pokoju weszła jego mama.
- My… – urwała na widok sceny na podłodze. – W moim domu! – krzyknęła, a Tom natychmiast się podniósł, ciągnąc za sobą Siren, która nie do końca zdała sobie sprawę co się stało – Nie! Tom! Natychmiast mi to wytłumacz!
Ten westchnął zirytowany. Przerwała mu. A on nienawidził kiedy ktoś mu przerywa w takim momencie.
- Kurde, mamo o co ci chodzi? – spytał
- O co?! Pytasz się jeszcze?!
Siren zebrało się na płacz. Czuła się co najmniej zażenowana całą sytuacją, a na dodatek przerwał im nie kto inny jak matka chłopaka! Która jej nie cierpi!
- Tak! Weszłaś bez pukania! Poza tym z czego mam się tłumaczyć?! Z tego co przed chwilą chcieliśmy zrobić, ale nam przeszkodziłaś?! Przecież doskonale widzisz co się dzieje! Nie powiem ci tego, czego byś nie zauważyła! – patrzył na nią wściekłym wzrokiem. Wiedział, że jego matka już przegina. Nie przyjechał tu po to by się z nią kłócić. Chciał by go wsparła ciepłym i dobry słowem!
- Uważaj na słowa, Tom, bo chyba nie wiesz z kim rozmawiasz. – spojrzała na niego lodowato
- No chyba nie. Bo moja matka by wszystko zrozumiała, a ty najwyraźniej nie. Raz, że powinnaś mi wytykać tego co robię, bo jestem pełnoletni, dwa, że nie powinnaś traktować Siren w ten sposób. Bo ona…
- Dobra, Tom, daj spokój… – zaczęła blondynka, ale on jej przerwał
- Bo ona nie jest głupią i pustą dziewczyną za jaką ją uważasz. I nie jest nikim do cholery! I nie obchodzi mnie co sobie ubzdurałaś! Nie pozwolę jej wyjechać, choćbyś mnie też miała wyrzucić, rozumiesz?!
- Nie! – krzyknęła nagle Siren – Nie mam zamiaru być powodem twojej kłótni z matką! – dźgnęła go palcem – Nie jestem tego warta! A nawet gdyby, kontakt z matką też jest ważny! Nie możesz go psuć, ze względu na mnie, Tom!
- Mylisz, że nie mogę? – spojrzał jej głęboko i intensywnie w oczy – Właśnie to robię. Bo matka nie chce cię zaakceptować, prawda? – przeniósł wzrok na Simone.
Ta nic nie powiedziała, tylko wyszła z pokoju trzaskając drzwiami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz